SOULSTEAL Answers to Everything ’11

Nie ukrywam, że z Cyprem kojarzą mi się raczej piękne widoki, upalne lato i wspaniałe plaże niż jakieś konkretne wyziewy metalowe. Wprawdzie pamiętam upiorny black metal w wykonaniu NECROSADIST, DICTATOR czy FROZEN WINDS, który stał w totalnej opozycji do moich wyobrażeń o tej niezwykłej wyspie, ale czegoś takiego jak SOULSTEAL się nie spodziewałem znaleźć. W zasadzie nigdzie. Przed odpaleniem płytki rozpuściłem wici, obejrzałem wkładkę z sugestywnymi i artystycznymi zdjęciami i w zasadzie byłem przygotowany na to, że grupa gra atmosferyczny doom/death metal, z którym bardzo ładnie koresponduje okładka przedstawiająca chłopca stojącego pomiędzy tornadem a szubienicą. I oto w ciągu zaledwie pierwszej minuty całe moje nastawienie zostało wywrócone do góry nogami. Płytę otwiera ryzykownie „The Answer”. Mocny, industrialny beat, przetworzony wokal, narastające uderzenie elektorniki. Po chwili potężne wejście brutalnych gitar, piekielnie ciężki ryk, ale już za moment bardzo delikatny, niemal art rockowy zaśpiew w refrenie… Tak, SOUL STEAL nie bawi się w mielenie oklepanych schematów. Co jednak ważne, ten swoisty mariaż okazuje się bardzo skuteczny. Z jednej strony jest to zasługa nowoczesnej i bardzo solidnej produkcji (dzięki której w pewnych momentach grupa brzmi jak FEAR FACTORY w swoich najlepszych czasach), z drugiej strony świetnych pomysłów i aranżacji. Powiem wprost, że mimo iż takie granie nie należy do moich ulubionych, to od „Answers to Everything” naprawdę trudno się uwolnić, a zyskuje on z każdym kolejnym przesłuchaniem. Typowej wyliczanki skojarzeń uprawiać nie zamierzam, bo choć doszukać się tu można wspomnianego FEAR FACTORY za sprawą brzmienia, gdzieś tam w refrenie zabrzmi współczesny AMORPHIS, gdzie indziej TOOL, czy nawet CYNIC z niezrównanego „Focus”, to SOUL STEAL wyraźnie ma pomysł na siebie, a kompozycje już wyróżniają się szczególną oryginalnością. Duża w tym zasługa lidera, Socratesa Ioannou, który lawiruje pomiędzy złowieszczym skrzekiem a niezwykle delikatnymi i melodyjnymi zaśpiewami czystym głosem, doprawiając całość potężnym, ultraciężkim growlingiem, z rodzaju EDGE OF SANITY i OPETH. Te swoiste przeskoki pomiędzy death metalową brutalnością i ciężarem a niemal artrockową lekkością wypadają naprawdę znakomicie, tym bardziej, że grupa nie wpada w labirynty długaśnych i pokręconych kompozycji. Tu muzyka jest prosta, wyrazista i… przebojowa, w dobrym tego słowa znaczeniu. Ostrzegam więc, death metal tu jest, ale nieśpieszny, nowoczesny. Atmosferyczny doom kładzie raczej nacisk na atomospheric. Ale jeśli porzucić ortodoksyjne klapki, okaże się, że mamy w rękach wyjątkową płytę, wyjątkowego zespołu. Naprawdę warto poszukać i posłuchać. Od tego industrialnego wstępu, po znakomitą, akustyczną etiudę wieńczącą to niezwykłe dzieło. Dlaczego więc nie sześć? Przy tym wszystkim zabrakło mi jednak solówek. A czasem aż się o nie prosi…

[Shadock]

SoulSteal,soulsteal82@hotmail.com; www.soulsteal.com,www.myspace.com/soulstealband