STILLBORN: Odrzucamy zwątpienie i niepewność

Stillborn_logo

Gdybym miał się pokusić o stworzenie podsumowania najlepszych płyt wydanych a roku 2011, to „Los Asesinos del Sur” autorstwa STILLBORN znalazłby się w ścisłej czołówce takiego zestawienia. Bez silenia się na wymyślne porównania muszę stwierdzić, że jest to po prostu doskonały metalowy album.

Na moje pytania odpowiadał człowiek o tysiącu pasji i pomysłów, czyli Ataman Tolovy!

Witam! Śledząc to, co dzieje się w sieci, nie sposób przeoczyć tego, że nowe dzieło STILLBORN zbiera tylko dobre i bardzo dobre opinie… Czy duża liczba więcej niż pozytywnych recenzji, również spoza granic naszego kraju, przekłada się na realne zainteresowanie zespołem tj. sprzedaż płyt, propozycje koncertowe?

Czołem. To jest, moim nieskromnym zdaniem, po prostu dobra płyta, stąd taki odzew. Jako że starsze wydawnictwa nie były promowane na taką skalę, niektórzy pismacy, szczególnie z zagranicy, spotykają się z nazwą zespołu po raz pierwszy, większość zachowuje rezerwę. Myślę, że w innym przypadku recenzje byłyby jeszcze lepsze. Realia są na dodatek takie, że za kraj pochodzenia, za brak kontraktu z sypiącą dobrami materialnymi wytwórnią, noty obniżane są wielokrotnie obligatoryjnie. Pozostaje mieć to w dupie, co z niekłamaną przyjemnością czynimy. Dobry odzew nie przekłada się w wymiernym stopniu na sprzedaż płyt, to nie te czasy. Niech zejdzie ich na tyle, aby pokryć koszty produkcji i promocji, a wilk będzie syty i wilk będzie cały. Co do koncertów, już dawno zauważyłem zależność występów naszego zespołu od ich organizowania przez nas samych, a że zarzuciliśmy ten proceder, to i nie koncertujemy.

Nie da się ukryć, że „Los Asesinos del Sur” to płyta, która ma o wiele lepszą promocję niż poprzednie materiały STILLBORN. Jaka jest recepta na to, by album został zauważony? Promocją płyty zajmujecie się sami, czy wspomaga Was w tym też Pagan Rec.?

Recepta jest prosta jak budowa cepa. Praca, praca i jeszcze raz kasa. I wcale nie gwarantuje to pożądanego efektu. Tomek Krajewski działa swoimi kanałami, nie spowiada nam się ze swoich działań. Natomiast za to, że płyta otrzymała tyle recenzji, że musieliśmy odpowiadać na tyle, zazwyczaj głupich wywiadów, odpowiedzialny jest Rosenstahl prowadzący Godz ov War Productions. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie to, że po pierwsze, bardzo spodobała się mu ta płyta, po drugie dlatego, że wspomagam go w jego działaniach, ile mogę i jak potrafię. Nie można liczyć na to, że ktoś odwali za ciebie całą robotę, to byłby brak szacunku i zniewalająca naiwność.

Stillborn_02Udzielanie wywiadów to dla Ciebie konieczność? Jak oceniasz poziom metalowego „dziennikarstwa” w naszym kraju? Jest jakiś zin czy magazyn drukowany, portal internetowy, który uważasz za wart zainteresowania?

Bynajmniej, lubię odpowiadać na wywiady. Gęsto jednak dzieje się tak, że po rzuceniu okiem na zestaw pytań odchodzi mnie ochota na dalsze czynności. Co do pismaków, to przede wszystkim amatorzy i pasjonaci, nie można wymagać cudów. Bywa, że chciało by się choć poczytać tekst zgodny z prawidłami języka, ale i o to czasami trudno. Jeżeli chodzi o periodyki, to kibicuję teraz „Musick Magazine”, nowemu tytułowi na rynku makulatury. Zapowiada się dobrze, ale musi się dotrzeć. Na sieci czytuję Violence Online.

Może to trochę zbyt daleko idące wnioski, ale czy STILLBORN podąża w kierunku zespołu studyjnego? Ukazał się nowy album, który jak na razie nie doczekał się promocji na koncertach… Co myślicie o takiej formie działalności: nagrywanie płyt STILLBORN, GENIUS ULTOR i tylko okazjonalne, „od święta” rytuały koncertowe?

My nie myślimy, my już postanowiliśmy tak działać. Ostatni koncert zagraliśmy dzień przed tym, jak spadł ten samolot. To już było chwilę temu. Nie jesteśmy zespołem, który musi włazić w dupsko każdemu, od kogo jest uzależniony, grać setki koncertów, żeby się utrzymać i nadymać się jak pierdolona żaba z cygarem w dupie. Każdy z nas ma swoją pracę, spełnia się w taki czy inny sposób, a granie metalu to uzależnienie i konieczność. Niekoniecznie trzeba się tym dzielić na siłę z innymi. Trzeba jeszcze pamiętać o tym, że granie koncertów to ogrom bezproduktywnie traconego czasu na podróże i inne pierdoły, a przynajmniej ja muszę coś tworzyć cały czas. Inaczej piję. W kraju jest może kilkudziesięciu maniaków, dla których występ byłby zaszczytem, myślę, że obustronnym. W kraju jest może dziesięć miejsc, gdzie można sensownie taki koncert zagrać. To jest jebana nisza i taką ma pozostać, bez silenia się na strojenie grymasów ciskających gromy. Popatrzmy na promowanie płyt za pomocą koncertów w tej niszy na przykładzie z życia wziętego. Organizacja trasy przy „wsparciu” zagorzałych i piętnujących wszystkich w koło „maniaków” to kilkadziesiąt tysięcy złotych w plecy. Ile zatem teraz trzeba po takiej promocji tych płyt sprzedać? I nie chodzi tu o żadną z edycji Legions of Death Attack, choć za jedną jeszcze spłacamy kredyty.

Warto jest podkreślić świetną metalową produkcję krążka. Czy z perspektywy czasu chcielibyście dokonać zmian w brzmieniu, czy też wszystko nadal w pełni Was zadowala?

Żadnych zmian. Nasza recepta na STILLBORN to nie wprowadzać żadnych poprawek, ani zmian. To dobra recepta, bo z nadania odrzucamy zwątpienie i niepewność. Miało być tak zrobione i tak pozostanie na wieki.

A jak wygląda kwestia „budowy” Twojego własnego studio nagrań?

Nie buduję żadnego studio nagrań. Nabyłem nieco sprzętu, aby móc zarejestrować akustycznie zespół pokroju STILLBORN. Wątpię, abym zaczął zajmować się nagraniami obcych ludzi, nie mam dla nich czasu. Natomiast z przyjemnością będę rejestrować wypociny wszystkich moich zespołów, jak i kolegów.

Jeżeli pojawia się temat Twoich zespołów, to odbiegając nieco od kwestii związanych ze STILLBORN, chciałbym zapytać o to, co obecnie dzieje się w GENIUS ULTOR oraz TT? Powstają nowe kompozycje wspomnianych formacji?

Obu. TT właśnie nagrało demo, kończę kręcić gałkami. Jak zwykle pracuję z innymi ludźmi i będzie to inna muzyka. Płytę nagramy przed wiosną. Nikt jej nie wyda, ale znów wpiszą ją w Encyklopedię Metalu. GENIUS ULTOR ma w tej chwili trzy premierowe utwory, ale prace nie ruszyły jeszcze pełną parą. Póki co działa Killer z Augustem, ja już jakiś czas temu nauczyłem się, że można łapać wiele srok za ogon jednocześnie, ale nie ma co wtedy oczekiwać wyśmienitych rezultatów. Wolę się zatem skupić na TT.

stillborn_los.asesinosOprócz muzyki uwagę zwraca również dopracowana w najdrobniejszych szczegółach oprawa graficzna albumu „Los Asesinos del Sur”. Jak wygląda proces tworzenia layoutu? Najpierw powstaje muzyka, czy też opracowujesz stronę wizualną nie mając jeszcze pełnej koncepcji dźwięku?

Zawsze wygląda to inaczej. Wpływa przecież na taki proces wiele czynników. Konkretnie w przypadku tej płyty wyglądało to tak, że front książeczki, czyli sama okładka, powstała w 2009 roku. Mieliśmy już wtedy kilka numerów, właśnie żegnaliśmy się z Ikarozem, ja już wiedziałem, wokół czego będą oscylować liryki, jaki będzie tytuł płyty, no i miałem już tekst do utworu tytułowego. Chciałem oddać graficznie to, co czułem pisząc tekst albo go później czytając. Wnętrze bookletu to znowu odrębna historia. Dużo spraw związanych z wydaniem płyty było już załatwionych, kiedy postanowiłem, że najwyższa pora opracować projekt książeczki. I dokładnie na drugi dzień dostałem od żony linka do strony z pracami Kamila Kukli. Jego obrazy siadły mi idealnie, zaraz umówiłem się na spotkanie, dogadaliśmy szczegóły. Sprawa stała się prostsza niż się spodziewałem, pierwszy raz pracowałem z gotowymi grafikami, wcześniej zawsze tworzyłem je sam. Pozostało tylko wybrać je spośród reprodukcji, które oddawały istotę znaczenia poszczególnych utworów, a później ująć je w jednolitym spojrzeniu, nie stanowiło to już jednak problemu.

Efekt Twojej współpracy z Kamilem Kuklą robi wrażenie, dlatego chciałbym zapytać Cię o to, czy jeszcze kiedyś połączycie swoje siły w pracy nad grafikami dla STILLBORN lub innego projektu?

Myślę, że tak. Ale raczej nie, jeśli chodzi o STILLBORN, przynajmniej na ten moment. Na „Los Asesinos del Sur” poszedł ułamek prac Kamila, jakie mi udostępnił. Zostały wybrane i dobrane. W jego pracy można już wyróżnić „okresy twórcze”, obecnie maluje inaczej, szuka siebie. Nie koresponduje to już z muzyką taką, jak nasza. Miał też nieco inny styl na początku. Prace z tego okresu może będę chciał wykorzystać, czas pokaże.

Wiem, że szeroko rozumiana grafika to kolejna z dziedzin sztuki, którą się zajmujesz. Gdybyś miał wybrać trzy znane płyty, do których przygotowałbyś nowe okładki, to byłby to…? Często zdarza się, że kupujesz kompakt tylko ze względu na ciekawy projekt graficzny?

Cóż za wyśmienite pytanie, khie khie. Zastanowiłem się szybko i odpowiedź jest jednoznaczna: żadnej okładki bym nie zmienił nikomu. Płyty, a w szczególności te leciwe, zrastają się w moim postrzeganiu w jeden przekaz, słysząc muzykę widzę okładkę, widząc okładkę słyszę muzykę. Dlatego jestem przeciwny wydawaniu wznowień ze zmienionymi okładkami, jakie by nie były ku temu powody. Nigdy też nie kupuję płyty z uwagi na wygląd. Ciekawy projekt skłania mnie co prawda do sprawdzenia zawartości dźwiękowej i czasem kończy się to nabyciem oryginału. Częściej zdarza się jednak, że już sama okładka mówi mi, żeby po album nie sięgać w ogóle, być może coś straciłem przez takie podejście, ale wątpię czy wiele.
Stillborn_03

Pozostali muzycy STILLBORN również mają artystyczne pozamuzyczne zajęcia?

Jeśli chodzi o kolegów z zespołu, mogę powiedzieć, że różnie z tym jest i zależy, od której strony na temat spojrzeć. August jest zdefiniowanym perkusistą, nie potrafi żyć bez bębnienia, a że wymaga od siebie wiele, cały czas wolny spędza za swoim zestawem. Rzułty ma prawo nazywać siebie tekściarzem, jednak to częściowo również związane jest z muzyką. Choć pisuje chyba czasem rzeczy do szuflady, w każdym bądź razie wyobraźnię ma legendarną. Jeśli chodzi zaś o wodza, to całe jego życie to jedna wielka pierdolona sztuka, choć sztukmistrzami gardzi, a swą wrażliwość skrzętnie ukrywa. Na koniec dodam, że wszyscy potrafią rysować odwrócone krzyże oraz zgrabne karykatury mocno ociekające sodomią oraz celnymi komentarzami z rzadka zawierającymi słowa nie uważane za wulgarne.

„Los Asesinos del Sur” do tej pory ukazał się jedynie w najbardziej standartowej formie, czyli CD. Planujecie w przyszłości wydanie tej płyty na kolekcjonerskim winylu?

Nie mam już na to zaskórniaków.

STILLBORN jest zespołem, który w pełni korzysta z nowoczesnych zdobyczy techniki, promując swoją muzykę na portalach MySpace, Facebook. Twoim zdaniem w dzisiejszych czasach Internet jest niezbędny do aktywnego funkcjonowania zespołu?

Tutaj bym nie był aż tak odważny z tą promocją. Ikaroz namawiał Killera szmat czasu na założenie profilu MySpace. Kiedyś chciałem go usunąć, stwierdziliśmy jednak po namyśle, że po takim czasie w sumie szkoda, niech zostanie. Facebook obsługuje Grzesiek z Godz ov War i wrzuca tam po prostu linki do ukazujących się recenzji czy wywiadów. Gdybyśmy nie mieli tych profili, z pewnością usunięto by nas z Encyklopedii Metalu! Internet w ogóle nie jest potrzebny do aktywnego funkcjonowania zespołu. Jeśli spotykasz się co jakiś czas z kolegami, bo musisz pograć metal i po to żyjesz, w ogóle istnienie w sieci jest zbędne. Jeśli chcesz grać gigi, ile się da i gdzie się da, wciskać swoje wątpliwego autoramentu nagrania dzieciakom, musisz spędzać większość doby przy klawiaturze. Co to za kurwa życie? My jesteśmy niejako rozdarci pomiędzy tymi dwoma skrajnymi postawami. Chcielibyśmy reprezentować nienerwowo pierwszą, gdy tymczasem jesteśmy z konieczności częścią również tej drugiej. W tych czasach gdy nie pracujesz w Internecie, nie istniejesz.

Fakt, że praktycznie rezygnujecie z aktywności koncertowej oznaczać będzie zwiększoną aktywność wydawniczą STILLBORN czy też może planujesz powołanie do życia kolejnych projektów muzycznych?

To bardzo ciężko powiedzieć. Co chwilę są nowe pomysły, nowe zamierzenia, nowe plany. Nie wybiegam w tej chwili dalej w przyszłość niż to, o czym już zadecydowałem, bo nie wyrobię. Aktywność wydawnicza nie będzie większa niż aktywność twórcza, a tu scenariusz może być dowolny.

„Nowe pomysły, nowe zamierzenia”… Banalnym byłoby pytanie o to, skąd czerpiesz inspiracje do tego, by tworzyć, więc zapytam Cię o to nieco inaczej; jak porównałbyś swoje inspiracje z czasu, gdy zaczynałeś zajmować się muzyką, do tego, co dziś popycha Cię w kierunku tworzenia metalu?

Nie ma wielkiej różnicy, teraz mi jedynie łatwiej przenosić to, co w głowie, na to, co pod palcami. Zmieniła się muzyka, to fakt, ale nie zauważyłem tego specjalnie, ponieważ słucham przeważnie kontynuacji i rozwinięć wzorców słusznych. Przeważnie nawet tego nie słucham, tylko własnych nagrań. Żeby ich słuchać, muszę je tworzyć, to mnie ku temu popycha, o!

Stillborn_01

Na zakończenie, co by nie było tak sztampowo, poproszę o odpowiedź na pytanie: co najbardziej wkurwia Cię w metalu w XXI wieku?

W metalu nic, w wyrobach metalopodobnych ostatecznie też nic, ponieważ nawet nie mam chęci zauważyć, że istnieją.

[Wisław Czajkowski]

Stillborn, www.stillborn.pl, www.myspace.com/naturalborndestroyers