STONE COLD BLACK The Cell `08

ImageSTONE COLD BLACK „The Cell”
CD `08

Image

 

Okładka płyty „The Cell” jest do dupy. Czarna jakaś i w zasadzie robiona zapewne na kolanie przed oddaniem kliszy do drukarni. Jakże złudne są tego typu zabiegi. Mimo iż kontakt wzrokowy nie zaiskrzył, to zadziałała magia charakteru. I tak z workiem na głowie, z zatkanym nosem odbywamy randkę z muzyką STONE COLD BLACK. Muzyką, która jest bowiem wypadkową kapel mojego dzieciństwa i ówczesnej nie przemijającej fascynacji. Słuchając albumu „The Cell” czuć unoszący się nad nimi duch ciągle żyjących grup takich jak SLAYER czy TESTAMENT. Nic więcej dodać tutaj nie potrzeba. Wokale stylizowane są na ten drugi z zespołów, muzyka ze swojej łagodniejszej strony też, reszta pozostaje inspiracją amerykańskich zabójców. Płytka niespecjalnie się rozpędza, naparzanko i inne tego typu „pitu pitu” raczej odpada. Mamy więcej wolniejszych kawałków, często kończących się w sposób koncertowy. Ściana szumiących gitar, a na to nałożone długaśne przejście wzdłuż wszystkich kotłów, poczynając od tomu 12, kończąc na 18:-). Jako mały szczyl uwielbiałem takie końcówki i do dzisiaj zawsze się cieszę, kiedy mogę je usłyszeć. „The Cell” potrafi rozbujać, czuć pasję gry i przyjemności obcowania z metalem. Tego typu kapele można wyczuć na kilometr. Grają to, co lubią i sprawia im to niepohamowaną frajdę, szczęście małego dzieciaka. Ciekawy jestem, jak STONE COLD BLACK wypada na koncertach, czy swoją muzyką potrafiłby porwać tłumy? Może kiedyś się przekonamy, bo co, jak co, ale z Niemiec do Polski daleko nie jest, więc może przy okazji grupa zaatakuje kiedyś nasze kluby. Acha, byłbym zapomniał. Album „The Cell” to debiutant. Kolejny szok, bo został zrealizowany dokładnie i z rozmachem. Może ma na to wpływ również fakt, że zespół nie składa się z pokolenia neostrady, tylko biosowego jaskiniowca? Na pewno ten prymitywizm może pochodzić jedynie z tamtych odjechanych thrashowych lat! [Sabian]

Stone Cold Black, www.myspace.com/dickebackenmucke