SUCCUBUS Art Of Hate `00

SUCCUBUS Art Of Hate `00

Ten radomski SUCCUBUS nie ma chyba do mnie szczęścia. Pierwszej demówki nie znam w ogóle, na koncercie grupa nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, a teraz dysponuję materiałem „Art Of Hate”, który także nie wzbudził mojego zainteresowania i nie wpłynął na zmianę wcześniejszej opinii. Death metal tegoż zespołu jest o tyle brutalny, co wtórny i bezduszny. Mam trochę zastrzeżeń do brzmienia produkcji (sesja w Zamek Studio). Muzyka została przytłumiona przez zbyt wyeksponowany wokal. Wcale tu nie słychać, w obrębie grania riffowego, że w składzie jest dwóch gitarzystów. Perka pyka tak jakoś nieśmiało, tj. brakuje naprawdę mocnego uderzenia. Nawet w sumie najlepiej zrealizowane, częste solówki nie ratują sytuacji. Stuff liczy sobie 7 podstawowych utworów, które nie zapisały się niczym szczególnym w mojej pamięci. Dla mnie więc ów SUCCUBUS to dość mierna firma. [Kasia]

Materiał SUCCUBUS, „Art Of Hate”, to spora, silna dawna death metalu z nakierowaniem na MORBID ANGEL. Specyfika gitar oraz praca perkusji wydaje mi się wskazywać na to właśnie źródło inspiracji. A tak w ogóle to tytułowy kawałek zaczyna się po „vaderowatemu”. I większość solowych zagrań nawiązuje do Peterowego ciągnięcia wajchy. I choć członkowie SUCCUBUS niczego nowego nie wniosą w oblicze death metalu, to gwiżdżę na to, bo mi się „Art Of Hate” podoba. Podoba mi się, że chłopcy nie boją się prostych rozwiązań riffowych, że zachowują konsekwentnie „amelodyczną” formułę gitar, a więc mieszczą się od początku do końca w stylistyce death. Że dana fraza, sekwencja riffów oparta jest na powtarzanej wielokrotnie, ustalonej kombinacji i że jest to świadome i bardzo na miejscu rozwiązanie. Że dominuje prostota i w związku z tym brak zgubnego lub niepotrzebnego forsowania się. Że mamy tu swobodne „manipulowanie” tempami każdego utworu: przechodzą one bardzo naturalnie z wolnych uśpień w zmasowane ataki. Że w „The Brought Down With Heaven” bardzo ładnie brzmi bas, który, zsynchronizaowany proporcjonalnie z gitarą, jest łagodnie miękki, ale i wyrazisty, nie narzuca się chamsko, jest po prostu profesjonalnie prowadzony. Że gitary w „The Voices of Our Destination” przypominają mi momentami – choć to pewnie tylko moje subiektywne i mylne odkrycie, które może zaświadcza tylko o moim pozerstwie – IMMOLATION i MALEVOLENT CREATION. Że „Into The Pandemonium” stanowi oko cyklonu. Znaczącym mankamentem „Art Of Hate” jest wokal w fatalnym wykonaniu i brzmieniu – jakby ta sfera pozostawiona została sama sobie, była mniej ważna i zlekceważona. Rozumiem, że miało być ciężko i prymitywnie, z trzewi i głębi mięsa, dla przydania ciężkości całej muzie SUCCUBUS; prymitywność w znaczeniu genialnej mistyfikacji, a nie prostactwa. Wokal nie ma w sobie nic wyrazistego, krwistego, brutalnego i nabrzmiałego żądzą. Nie rozdziera na sztuki, ale buczy niedbale, jak w papierowej tubie i rzuca cień na całą muzykę, czyniąc ją jałową w odbiorze. Poza tym nie dociera żadne słowo. I tan fatalny eksperyment wokalny w „Tears Of Millenium”, ten skrzek ordynarny, wyziew ciążący, karykaturalna barwa. Im bliżej końca całego materiału, tym muzyce SUCCUBUS jakby brak kopa, rozwiązań, muzykom – zapału i kreacyjności, tym większa, jednostajność, wtórność i, w wyniku tego, stagnacja. Ale generalnie „Art Of Hate” jest astralnym przerywnikiem wynoszącym w przestrzeń mentalną. Taka kompozycja materiału SUCCUBUS przywodzi mi na myśl struktury albumów kapel death metalowych gdzieś sprzed 10 lat, gdzie wściekłość kawałków była dystansowana z jednej, a eksponowana z drugiej strony właśnie za sprawą takich instrumentalnych tworów, wyrywających słuchacza z ziemskiej młocki i rzucających go w wymiar kosmiczny (vide „Cosmic Sea” DEATH na „Human” albo MORBID ANGEL i „Covenant” – tam owo astralne niby-wyciszenie otwiera na dobitny, manifestacyjny „God Of Emptiness”. [Ukasz]

Succubus, Krzysztof Łyżwiński, ul. Grenadierów 14/75, 26-611 Radom; succubus@poczta.onet.pl