T Anti-Matter Poetry `10

T to nazwa prog rockowego projektu z Niemiec, za którym stoi multiinstrumentalista, wokalista i producent w jednej osobie – Thomas Thielen, ukrywający się pod taką też ksywką (T). Wygląda to bardzo tajemniczo, tymczasem „Anti-Matter Poetry” to już trzecia płyta tego jegomościa, ale pierwsza, którą usłyszałam. Artysta oczywiście wszystko zrobił sam, a zajęło mu to cztery lata (od komponowania, przez nagranie ścieżek instrumentów i wokali, po mastering albumu) i za to należą mu się wielkie brawa, bo realizacja takiego przedsięwzięcia muzycznego to ogromna praca, wykonana zresztą z wielką starannością. „Anti-Matter Poetry” to aż 68 minut muzyki, którą scala tekstowy koncept. Utwory tworzą spójną całość. Wraz z T ruszamy w epicką podróż… Pierwsza kompozycja, „The Wasted Land”, na początku silnie przywodzi mi na myśl twórczość PINK FLOYD, tudzież Rogera Watersa jako solisty. Później utwór rozwija się i toczy swoim torem, ale i tak jest w nim jeszcze np. wyciszenie z fortepianem i zmodyfikowanym śpiewem. Natomiast kompozycja „Scavengers And Hairdressers” rozpoczyna się ohydnym, sztucznym, jakimś synkopowym motywem syntezatorowym, którego kompletnie nie rozumiem. Pasuje to do rocka progresywnego jak pięść do nosa, czyli nie pasuje wcale (no i coś podobnego jest jeszcze w środku „I Saved The World”). Nie wiem, może T w młodości (a ciekawe, ile ma lat?) był zafascynowany nurtem new romantic albo elektronicznym a`la KRAFTWERK…? Albo… Davidem Bowie, bo znowuż tego artystę przypomina mi śpiew pana T w tym właśnie utworze. Natomiast w jeszcze innym miejscu płyty, w środku „Phantom Pain Scars”, organy Hammonda brzmią jak w starym prog rocku typu EMERSON LAKE & PALMER. Zaś w „I Saved The World” i tytułowym „Anti-Matter Poetry” głos T przez chwilę przypomina mi Steve`a Hogartha (zresztą cały „I Saved The World” i jeszcze „The Rearview Mirror Suite” brzmią jak pofishowy, balladowy MARILLION). No dobrze, dość tych porównań do muzyki innych, które jak najbardziej mogą być (są) subiektywne, ponieważ pomimo takich skojarzeń album „Anti-Matter Poetry” jawi się jako odrębne zjawisko. Po prostu muzyka jest przebogata w motywy, brzmienia, zmiany tempa. Kompozycje oczywiście są długie (i bardzo długie, no, nawet kilkunastominutowe), sporo się w nich dzieje. Ogólnie na uwagę zasługuje wspaniała kombinacja gitar (solówek) z klawiszami (w tym improwizacje) o różnych brzmieniach (hammondowskie, fortepianiwe itp.) oraz emocjonalny wokal (czasem modyfikowany). Niesamowicie wypada w „Phantom Pain Scars” partia saksofonu (szkoda, że taka krótka) oraz improwizacja fortepianowa, czy niektóre solówki gitarowe, jak też wokal z polifonią w „Anti-Matter Poetry”. Właściwie każdy z utworów niesie w sobie coś, co jest w stanie zaintrygować i – co ważne – wszystko można odkrywać podczas wielokrotnego słuchania płyty, bez poczucia znudzenia. Nie sposób opisać wszystkie niuanse muzyczne przygotowane przez T, a nawet nie jest to wskazane. Niech każdy, kto zdecyduje się sięgnąć po album „Anti-Matter Poetry”, ma miłą niespodziankę oraz wyzwanie zgłębienia tej muzyki. Ja na pewno najbardziej mogę go polecić fanom np. płyty „Brave” MARILLION oraz wszystkim miłośnikom po prostu urokliwego rocka neo progresywnego, melodyjnego i utrzymanego w spokojnych tonacjach (rzadziej „mocniejszego” instrumentalnie czy z szalonymi improwizacjami). [Kasia]

 

Progrock Rec., P.O.Box 80265, Rancho Santa Margerit, CA 92688, p. 949-288-3771, USA; www.progrockrecords.com