Archiwa tagu: FRONTSIDE

Relacja z KO Tour: DECAPITATED, FRONTSIDE, VIRGIN SNATCH, DROWN MY DAY – 30.11.18 / Warszawa

Opis wydarzenia: Co to był za koncert! A kto nie był ten trąba i o! 4 zespoły, z czego 3 w tym roku miały premiery swoich nowych albumów studyjnych. Chyba w głównej mierze właśnie to oraz fakt, że na scenie miały prezentować się wyłącznie polskie kapele sprawił, że prosto z pracy popędziłem przez pół miasta do warszawskiej Progresji. A wiecie z pewnością jak wygląda stolica w godzinach szczytu? No właśnie. Nic to, komunikacja tłoczna ale w całym tym ścisku szło się przynajmniej ogrzać w ten mroźny, grudniowy wieczór. I jakoś tak przyjemniej na sercu się robiło, że jeszcze trochę, jeszcze chwila i będę grzał ducha i ciało. Ducha ognistą muzyką, ciało ognistą wodą. Ciekawiło mnie jak będzie z frekwencją. Czy koniecznie potrzebujemy zagranicznej gwiazdy w postaci headlinera, która odwiedza nasz kraj raz na kilka lat, żeby wybrać się na koncert? Czy duch metalowej braci tli się lub zgasł już kompletnie? Nikt nie chłonie samego klimatu miejsca, chwili? Nie wracają wspomnienia i uczucie, że jest się we właściwym miejscu, wśród właściwych ludzi? Wszystkie obawy zostały rozwiane w momencie przekroczenia progu klubu.

Organizacja: Knock Out Productions już dawno stało się synonimem szwajcarskiego zegarka – wszystko chodzi niezawodnie, bez zarzutu.

Muzyka: Na miejsce dotarłem przed czasem.18:00, a na miejscu krząta się już pokaźna gromadka ludzi – jak na tak wczesną porę rzecz jasna. Pierwszy zespół – DROWN MY DAY – rozpoczął koncert z lekkim, bo niecałym 10 minutowym opóźnieniem. Grupę widziałem wiele (tj. 4) lat temu. Już wtedy zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie i byłem zaskoczony informacją, że dopiero tydzień temu wydali swój drugi album. Cóż, nie ilość a jakość się liczy! Panowie od początku do końca swojej obecności na scenie uderzali solidną dawką deathcore’u z wyraźnymi wpływami djent’u. Publika szybko poczuła bijącą od wokalisty ze sceny energię i w ten sposób pojawił się pierwszy circle pit. DROWN MY DAY w pełni wywiązał się z roli „otwieracza” rozgrzewając publikę. Brakowało mi tylko większego zaangażowania i kontaktu z publiką ze strony pozostałych członków zespołu. Ciężko wymagać tego od perkusisty, który przygwożdżony jest do zestawu perkusyjnego, jednak reszta składu sprawiała wrażenie stremowanych lub za bardzo skupionych na tym, co dzieje się wyłącznie na gryfie gitary. Niemniej występ jak najbardziej na plus i oby na kolejny album nie trzeba było czekać 5 lat.

Chwila przerwy i na scenie zainstalował się kolejny zespół. Jeśli DROWN MY DAY rozgrzał publikę, to VIRGIN SNATCH (nie mylić z inną polską VIRGIN!) sprawił, że ta aż kipiała. Zespół obyciem scenicznym nie odstawał od gwiazd wieczoru. Pomimo, że wszyscy zgromadzeni pod sceną żywiołowo reagowali na każdy kolejny numer, wokalista grupy postanowił wycisnąć z fanów jeszcze więcej. Przeskakując barierki i dołączając do pogo pokazał „jak to się robi”. Niezwykle żywiołowy występ, ale czego innego można się spodziewać po thrash metalu na światowym poziomie?

Nadszedł czas na pierwszy z dwóch głównych występów dzisiejszego wieczoru. Technicy zaczęli usuwać sprzęt supportów, robiąc miejsce na dekoracje. Scena zaczęła zapełniać się grafikami charakterystycznej okładki „Zmartwychwstanie”. Na sali zaczęło robić się naprawdę tłoczno i jasnym było, na kogo czeka większość zebranych dziś w Progresji. Jeśli ktoś myślał, że FRONTSIDE przechodzi kryzys wieku średniego, to tego wieczoru został szybko wyprowadzony z błędu. Po dwóch, znacznie lżejszych, rockowych albumach, zespół wrócił na właściwy tor. Gromadząca się energia wreszcie eksplodowała. Pod sceną ogień. Na playliście przeważały numery z wydanego w tym roku „Zmartwychwstanie”, jednak nie mogło oczywiście zabraknąć takich hitów jak „Naszym przeznaczeniem jest płonąć”, „Wspomnienia jak relikwie” czy „Granice rozsądku”. Byłem zaskoczony brakiem któregokolwiek utworu z dwóch poprzednich płyt tj. „Prawie martwy” i „Sprawa jest osobista”, które były ciekawym epizodem w historii zespołu i uważam, że wnoszą urozmaicenie w twórczości FRONTSIDE (aspekt zawsze mile przeze mnie widziany w występach jakiejkolwiek kapeli). Na bis poleciała jednak „Legenda” co pokazało, że zespół nie odcina się całkowicie od swojej, przez niektórych uważanej jako mało chwalebnej, niedalekiej przeszłości. Apetyt fanów grupy został w pełni zaspokojony. Skandowanie nazwy zespołu między numerami, wspólne śpiewanie piosenek – takich występów może sobie życzyć każdy artysta.

DECAPITATED gościł niedawno na deskach Progresji przy okazji pełnienia roli supportu MESHUGGAH. Jednak 30 minut występu ledwo rozbudziło apetyt na więcej. Zespół postawił tego wieczoru kropkę nad „i”, uświetniając swoim występem i tak rewelacyjną już imprezę. Przeważały kompozycje z najnowszego „Anticult” oraz „Blood Mantra”. Z poprzednich wydawnictw pojawił się jedynie „Spheres of Madness” z „Nihility”. Byłem pełen obaw, że i tym razem zespół nie wykona „Blood Mantra”,  jednak na całe szczęście zachował go na bis. Nie mógłbym prosić o więcej.

Podsumowanie: KO Tour znów przypomniało, że polski metal ma się świetnie. Polskie zespoły wciąż potrafią zapełniać duże kluby a fakt, że obok starej gwardii pojawiają się wciąż młode formacje jest niezwykle budujący. Można spać spokojnie.

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider

 

Knock Out Productions aktualizuje listy supportów na nadchodzących koncertach

Agencja koncertowa Knock Out Productions w ostatnich dniach zaktualizowała informacje o supportach na nadchodzących wydarzeniach oraz trasach koncertowych!

Czytaj dalej Knock Out Productions aktualizuje listy supportów na nadchodzących koncertach

KO Tour: DECAPITATED, FRONTSIDE, VIRGIN SNATCH, DROWN MY DAY – 22.11-09.12

W tym roku Knock Out Productions przygotował niezwykłą niespodziankę fanom cięższego grania –  Knock Out Tour 2018! Trasa koncertowa z udziałem DECAPITATED, FRONTSIDE, VIRGIN SNATCH, a także DROWN MY DAY odbędzie się w listopadzie i obejmie jedenaście koncertów w największych polskich miastach!

Czytaj dalej KO Tour: DECAPITATED, FRONTSIDE, VIRGIN SNATCH, DROWN MY DAY – 22.11-09.12

BEHEMOTH, DARKANE, FRONTSIDE, CRIONICS – 7.12.2002, Rzeszów

BEHEMOTH, DARKANE, FRONTSIDE, CRIONICS

7.12.2002, Rzeszów, „Akademia”

Dopiero teraz po raz pierwszy miałem okazję pojawić się w rzeszowskiej Akademii… Może to i ciekawe miejsce, ale chyba nie na takie koncerty, heh. Najpierw jednak trzeba było trochę pomarznąć przed wejściem, ale przyznam, że w miarę punktualnie (tj. kilka minut po 18-tej) zaczęto wpuszczać ludzi i odbywało się to dość sprawnie. Największe zaskoczenie miało jednak miejsce chwilę później, gdy według mojego zegarka CRIONICS zaczął grać 2-3 minuty przed czasem! Tego się nie spodziewałem… Niemniej jednak mnie ten zespół mało interesuje i wolałem skupić się na degustacji piwa… Po prostu ta ich wspaniała pierwsza płyta w ogóle do mnie nie trafia… Ale trochę im się przyglądałem z boku i muszę przyznać, że na żywo to wcale nie są tacy źli, hehe. Poza tym całkiem żywiołowy koncert… Nieźle, ale mimo wszystko fanem nie zostanę, heh. Następny w kolejce był sosnowiecki FRONTSIDE, coś na co nie mogłem się doczekać… i nie zawiodłem się. Panowie zagrali kilka numerów z nowej płyty, kilka z poprzedniej, wydanej przez MMP, a i zapewne coś starszego, ale przyznam, że nie znam tych starych kawałków, a poza tym teraz już nie bardzo pamiętam, heh. Był też cover SLAYER’a i chyba SICK OF IT ALL, ale za ten ostatni nie dam sobie ręki uciąć. Tak czy inaczej ich koncert był po prostu zajebisty. Niesamowity żywioł na scenie, świetne brzmienie… Czego chcieć więcej? Hardcore’owy wygląd muzyków? A co to ma do rzeczy? Podobnie zresztą myśleli zgromadzeni pod sceną – FRONTSIDE został przyjęty bardzo dobrze. To cieszy. Następny w kolejce był szwedzki DARKANE… No cóż. Przede wszystkim nie uważam ich za taką straszną rewelację, a porównania do SYL czy MESHUGGAH są ogromnie przesadzone. Jasne, fajnie grają, ale to wszystko. A jak wypadają na żywo? Na początku mi się podobało, fajne brzmienie, dość żywiołowo (choć jakże inaczej od FRONTSIDE), po prostu całkiem przyjemnie się patrzyło i słuchało. Ale po jakichś 20 minutach zaczęło się robić nudno… Nie wiem jak długo grali, nie patrzyłem na zegarek, ale ciągnęło się to w nieskończoność. Na dłuższą metę nuda. I w końcu przyszedł czas na gwiazdę wieczoru… Hm, BEHEMOTH widziałem już któryś tam raz… i chyba bardziej podobało mi się na poprzedniej edycji Brutal Assault, kilka miesięcy wcześniej. Co nie zmienia faktu, że wciąż był to bardzo dobry koncert. Z drugiej strony – bardzo typowy jak dla nich. Z tego co słyszałem, to właśnie w Rzeszowie zespół został najlepiej przyjęty, o czym świadczy chyba fakt, że nie wszędzie dwa razy wychodzili na bis. Nie będę pisał, co grali, ani rozpisywał się bardziej w tym temacie, bo to chyba mija się z celem. Na koniec – ja nie żałuję, że się wybrałem i myślę, że wszyscy obecni na tych koncertach są tego samego zdania. Z drugiej strony gdyby nie FRONTSIDE, to nie jestem pewien czy tak chętnie pojechałbym do Rzeszowa… Koncerty BEHEMOTH zaczynają mi się powoli nudzić…
[Mirek]

VADER, DECAPITATED, FRONTSIDE, VESANIA – 13.09.2003, Tarnów

VADER, DECAPITATED, FRONTSIDE, VESANIA

13.09.2003, Tarnów, „Gwiazda”

No proszę, do Tarnowa również zawitała trasa organizowana przez Empire, po raz pierwszy i podobno ostatni… Bo ponad 200 osób to jednak za mało. No cóż. Ja się tak czy inaczej wybrałem, bo nie zamierzałem stracić kolejnej okazji zobaczenia FRONTSIDE’a. A i ciekawy byłem jak prezentują się obecnie polskie death metalowe potęgi, heh. Cóż, nie najlepiej, ale może po kolei. VESANIA poszła na pierwszy ogień i mogę powiedzieć tylko tyle, że to dobrze zapowiadający się zespół. W tym momencie to niestety za mało. W samym Empire jest już kilka zespołów z takim samym image’em i ze zbliżoną stylistyką, polegającą na łączeniu death i black metalu. VESANIA prezentuje niezły poziom, ma w składzie sprawnych muzyków, o czym niech świadczy fakt, że ich pałker ma nagrać gary na nową płytę VADER’a. Ale to przecież nie wszystko. Na żywo machają głowami, ale też jakby widać za małe obycie ze sceną. Jest nieźle i może coś z nich będzie. Takie jest moje zdanie. FRONTSIDE zdobył kolejne miasto i można było zauważyć, że są z tego zadowoleni. Zresztą, kto by nie był? Ich muzyka jest tak różnie przyjmowana, że z każdego takiego sukcesu po prostu wypada się cieszyć. Tradycyjnie bardzo żywy koncert, dużo ruchu na scenie, niezły kontakt z ludźmi… Chociaż chyba bardziej podobał mi się ich show w ramach trasy z BEHEMOTH’em, który miałem okazję zobaczyć w Rzeszowie. Może było to spowodowane faktem, że scena w Gwieździe, jest mniejsza od tej w rzeszowskiej Akademii? Tak czy inaczej świetny koncert, można było usłyszeć oczywiście numery z obydwu płyt, niestety na koniec brakło coveru SLAYER’a, szkoda, a z tego co wiem, to w innych miastach znaleźli czas na to. Wszystko co dobre, szybko się kończy – na scenę wszedł DECAPITATED… Pan wokalista ogolił sobie głowę i tym samym miałem kolejny powód do śmiechu, bo to jego kiwanie głową zupełnie nie do rytmu było cokolwiek żałosne. I nie tylko ja się z tego śmiałem. Muzyki tego zespołu nie toleruję, zatem po prostu sobie ich darowałem, popatrzyłem na nich raptem przez jakieś dwie minutki i cóż – skupiłem się na piwie, to było znacznie ciekawsze. Przyszedł w końcu czas na gwiazdę wieczoru, heh. Ciekawy byłem jak sobie Novy radzi w tym zespole, ale tak prawdę mówiąc, to właśnie tego się spodziewałem. Innymi słowy pełen profesjonalizm, to samo zresztą tyczy się wszystkich pozostałych muzyków, tak sprawnego grania wielu może im pozazdrościć. Niestety wokal był jednym z największych minusów tego koncertu, po pierwsze barwa jakaś taka chujowa, a po drugie zamiast długiego „aaaaarghhhhh”, pojawiało się króciutkie „aa”. Ktoś tu już nie wyrabia. Zresztą, wydało mi się, że za mało w tym wszystkim życia, co prawda Novy i Mauser machali głowami konkretnie, ale… Poza tym dobór numerów jakiś taki kiepski. Znaczy owszem, był powrót do czasów „The Ultimate Incantation” i „De Profundis” czyli do najlepszych płyt, których VADER już nigdy nie pobije, ale większość to jednak nowszy stuff, który niekoniecznie mi leży. Cóż, oczekiwałem, że to będzie co najwyżej przeciętny koncert, i mogę śmiało przyznać, że oczekiwałem odrobinę za dużo…
[Mirek]