Tag Archives: recenzja

PENTAGRAM CHILE The Malefice `13

Generalnie przy takich płytach jak „The Malefice” nie mam za wiele do powiedzenia. Chilijski PENTAGRAM obudził się z letargu. Wygląda to, jakby uśpili ich w 1991 i odhibernowali nieświadomych zmian, trendów i ogólnej sytuacji politycznej na scenie metalowej. I chwała im za to. Nowy album tych panów brzmi i dźwięczy, jakby został nagrany w tym topowym okresie dla death metalu.

SERVI DIABOLI We Are Hidden `13

Biednie prezentuje się twórczość zespołu SERVI DIABOLI, z którym mam okazję (bo nie przyjemność) zapoznać się po raz pierwszy. „We Are Hidden” to cztery utwory nagrane jakby na pół gwizdka, brzmią jakby były nagrane z myślą o demo jakieś 15 lat wstecz, przez chcących zrobić zawrotną karierę młodych metalowczyków. Brzmienie jest jakieś suche, cienkie, gitary cienko przędą, szczególnie uwidacznia się to w szybszych fragmentach.

ARROGANZ kaos.kult.kreation `13

Dobrego pierdolnięcia nigdy za wiele. ARROGANZ do płyty „kaos.kult.kreation” był dla mnie czymś nieznanym. Czy coś przez to w życiu straciłem, tego nie chce mi się tu roztrząsać, szkoda życia. Lepiej posłuchać „kaos.kult.kreation.” (tytuł mógłby sugerować, że mają jakieś ciągoty do grania jak dewastatorzy z REVENGE), bo to całkiem dobry album. Choć mógłby być lepszy, gdyby nie brzmienie.

HORNA Askel Lähempänä Saatanaa `13

Kiedyś z dawien dawna nie bardzo podchodziła mi twórczość fińskiej HORNY. Po ładnych paru latach abstynencji związanej z muzyką tegoż zespołu dorwałem album „Sotaahuuto” i pokochałem HORNĘ, że się tak sentymentalnie i banalnie wyrażę. Finowie wrócili do łask i najnowszym dokonaniem, płytą „Askel Lähempänä Saatanaa”, w łaskach tychże pozostają.

AGRESIVA Eternal Foe `12

Kiedy się wreszcie wsłuchałem porządnie w „Eternal Foe”, stwierdziłem, że chyba zaćmienie jakoweś dopadło mnie przy pierwszym odsłuchu. AGRESIVA, grając swój techniczny thrash, nie zapomina ani o chwytliwości, ani o agresji, ani o progresji. I jednocześnie kręcą oni i romansują ostro ze starą thrashową szkołą, nie zapominając, czym ten gatunek się karmił i na czym żerował. Nie jest to jakieś nowomodne thrashowe pierdzenie, jakie serwuje nam dziś masa nawiedzonych kolesi w białych trampkach i rurkach.

LORD Digital Lies `13

Australijski LORD nagrał bezsprzecznie jeden z najlepszych albumów Anno 2013 w kategorii heavy/power metalu. Bez żadnego pitolenia, pedalstwa często praktykowanego przez zespoły z tegoż nurtu, można piać z zachwytu nad „Digital Lies”, nie wysłuchując piania na płycie. I chociaż długa ona niesamowicie, bo trwa ponad 70 minut, to ma ona w sobie sporo energii, polotu i pompuje świeżą krew do tego nurtu.

PENDEJOS 26 `14

Czy na dzisiejszy wieczór przy piwerku masz ochotę na zacnego, polskiego rocka? I to w dodatku takiego lekko pachnącego Meksykiem? Polska trupa PENDEJOS zwana, lubująca się w tym biednym kraju (i mieszkający w innym, także zabiedzonym, huehue), ma dla Ciebie niedługi albumik zatytułowany „26”. Przez te kilka zakrapianych tequilą piosenek przebrniesz gładko i, może nawet tak jak ja, z nieukrywaną przyjemnością.

AMBERIAN DAWN Re-Evolution `13

Przechodzący roszady personalne fiński zespół AMBERIAN DAWN prezentuje materiał zarejestrowany z nową wokalistką Capri, który został wydany w ramach pełnowymiarowego wydawnictwa. „Re-Evolution”, bo taką właśnie nazwę nosi ta płyta, to album kompilacyjny, na którym znajduje się jedenaście najbardziej rozpoznawalnych utworów wybranych z nagrań dokonanych przez zespół w latach 2008-2012.

CONCRETE ICON Perennial Anguish `13

CONCRETE ICON gra mroczny death metal z mroźnej Finlandii. Do zapoznania się z albumem „Perennial Anguish” zespół ten stanowił dla mnie białą plamę na death metalowej mapie, podobnie jak czas jakiś temu VORUUM. Tymczasem otrzymałem mroczny, masywny i najczystszej jakości deathior. Już pierwszy w kolejności „Haven Defiled” ukazuje w pełnej krasie, czego możemy się spodziewać po tym albumie. Finowie mielą wolno, miażdżą szybko i uspokajają, waląc głazem po łbie.

ROOT Viginti Quinque Annis In Scaena `13

Zawsze dobrze słuchało mi się i oglądało ROOT na koncertach. A widziałem ich chyba ze trzy razy, za każdym razem na Brutal Assault, zanim festiwal ten zbliżył się drastycznie do granicy i stał się „Polakownią”. I choć największym sentymentem darzę ich stare nagrania, to te nowsze też dobrze wypadają na żywo. ROOT gra po prostu chwytliwe, łatwo wpadające w ucho kompozycje, takie, których się najzwyczajniej w świecie słucha i łyka niczym zimne piwo w letnie popołudnie.