Tag Archives: recenzja

ADIMIRON When Reality Wakes Up `08

„When Reality Wakes Up” to drugi pełny album ADIMIRONdeath-thrashowców z włoskiego buta. Płyta stanowi prawie godzinną podróż w różne zakamarki thrashu, podlanego, mniej lub bardziej, brutalnymi zagrywkami. Na pierwszy rzut ucha są ostre jak siekiera gitary, z ciekawym solo to tu, to tam. Sekcja nawet czasami potrafi, co nieco zaskoczyć ciekawszą partią. Ogólnie nie jest źle.

ATRAPA Atrapa Człowieka `13

W Poznaniu muzycznie dzieje się niemało, a mi się z tych rejonów trafiła taka oto ATRAPA, która na krążku „Atrapa Człowieka” przynosi lekko ponad pół godziny mieszanki thrashu i core’owego czadu. Przyzwoity materiał, z grupy tych, co to wchodzą bez popity, ale odpala się je raczej kilka niezobowiązujących razy, po czym odchodzą w zapomnienie. Bo jest zwyczajnie taki całkiem spoko, ale nie urywa zadu.

BEAST Thrash Metal Propaganda `12

Jeżeli już propagować thrash, to jak najbardziej, choć niekoniecznie w takim stylu, jak kolesie o mega oryginalnej nazwie BEAST (z Hiszpanii) na EPce „Thrash Metal Propaganda”. Mnogo odwołań do lat 80-tych. Zagrane jest to na totalnym luzie. Niestety w szerzeniu propagandy to dobrzy byli Józio Goebbels czy Jerzy Urban, a BEAST tak nieco przeciętnie wypada na ich tle, hehe! Do czego piję? Ano materiał tu zawarty jest krótki i nad wyraz oklepany.

FALL OF MANKIND Frolic Among Remnants `12

Tak brutalnego wyziewu jak „Frolic Among Remnants” FALL OF MANKIND już dawno nie dostałem. Miażdżące gitary i rozwierający paszczę wokal (z użyciem jednakże jakowyś sztuczek) od startu mają jeden cel – rozgnieść słuchacza. Nie jestem jakimś zagorzałym fanem ultra brutalnego death, mającego lekkie inklinacje do deathcore, ale przyznaję z ręką na pikawce, że ta płyta mną nieźle sponiewierała. Jeden cel ma zespół FALL OF MANKIND – zdewastować słuchacza.

PENTAGRAM CHILE The Malefice `13

Generalnie przy takich płytach jak „The Malefice” nie mam za wiele do powiedzenia. Chilijski PENTAGRAM obudził się z letargu. Wygląda to, jakby uśpili ich w 1991 i odhibernowali nieświadomych zmian, trendów i ogólnej sytuacji politycznej na scenie metalowej. I chwała im za to. Nowy album tych panów brzmi i dźwięczy, jakby został nagrany w tym topowym okresie dla death metalu.

SERVI DIABOLI We Are Hidden `13

Biednie prezentuje się twórczość zespołu SERVI DIABOLI, z którym mam okazję (bo nie przyjemność) zapoznać się po raz pierwszy. „We Are Hidden” to cztery utwory nagrane jakby na pół gwizdka, brzmią jakby były nagrane z myślą o demo jakieś 15 lat wstecz, przez chcących zrobić zawrotną karierę młodych metalowczyków. Brzmienie jest jakieś suche, cienkie, gitary cienko przędą, szczególnie uwidacznia się to w szybszych fragmentach.

ARROGANZ kaos.kult.kreation `13

Dobrego pierdolnięcia nigdy za wiele. ARROGANZ do płyty „kaos.kult.kreation” był dla mnie czymś nieznanym. Czy coś przez to w życiu straciłem, tego nie chce mi się tu roztrząsać, szkoda życia. Lepiej posłuchać „kaos.kult.kreation.” (tytuł mógłby sugerować, że mają jakieś ciągoty do grania jak dewastatorzy z REVENGE), bo to całkiem dobry album. Choć mógłby być lepszy, gdyby nie brzmienie.

HORNA Askel Lähempänä Saatanaa `13

Kiedyś z dawien dawna nie bardzo podchodziła mi twórczość fińskiej HORNY. Po ładnych paru latach abstynencji związanej z muzyką tegoż zespołu dorwałem album „Sotaahuuto” i pokochałem HORNĘ, że się tak sentymentalnie i banalnie wyrażę. Finowie wrócili do łask i najnowszym dokonaniem, płytą „Askel Lähempänä Saatanaa”, w łaskach tychże pozostają.

AGRESIVA Eternal Foe `12

Kiedy się wreszcie wsłuchałem porządnie w „Eternal Foe”, stwierdziłem, że chyba zaćmienie jakoweś dopadło mnie przy pierwszym odsłuchu. AGRESIVA, grając swój techniczny thrash, nie zapomina ani o chwytliwości, ani o agresji, ani o progresji. I jednocześnie kręcą oni i romansują ostro ze starą thrashową szkołą, nie zapominając, czym ten gatunek się karmił i na czym żerował. Nie jest to jakieś nowomodne thrashowe pierdzenie, jakie serwuje nam dziś masa nawiedzonych kolesi w białych trampkach i rurkach.

LORD Digital Lies `13

Australijski LORD nagrał bezsprzecznie jeden z najlepszych albumów Anno 2013 w kategorii heavy/power metalu. Bez żadnego pitolenia, pedalstwa często praktykowanego przez zespoły z tegoż nurtu, można piać z zachwytu nad „Digital Lies”, nie wysłuchując piania na płycie. I chociaż długa ona niesamowicie, bo trwa ponad 70 minut, to ma ona w sobie sporo energii, polotu i pompuje świeżą krew do tego nurtu.