Tag Archives: recenzja

NEURONSPOILER Emergence `13

Już okładka albumu „Emergence” zespołu NEURONSPOILER nie pozostawia zbyt wielu wątpliwości: nie do końca ubrana, ale też nie do końca „zwyczajna” kobieta kuca, w rękach trzymając coś na kształt gitarowego gryfu. Tak może wyglądać tylko okładka heavy metalowej płyty! Płyta ma też podtytuł (a może to tylko slogan reklamowy? – sam już nie wiem), który ostatecznie odziera z wszelkich wątpliwości: „Classic metal resurgence in safe hands”…

VICTORIANS ARISTOCRATS` SYMPHONY Revival `12

Po pierwszym rzucie oka na okładkę płyty „Revival” i odruchowej reakcji „znowu gotyk, ale za co?:-)”, okazało się, że czasem poznaję ciekawą muzykę, po którą normalne bym nie sięgnął. VICTORIANS – ARISTOCRATS` SYMPHONY (trochę barokowa i długa ta nazwa, więc dalej dla skrótowości będę pisać VICTORIANS) to młoda stażem ekipa z nieoficjalnej stolicy różnych dziwnych muzycznych wynalazków, to znaczy z Bielska-Białej.

FATUM ELISUM Homo Nihilis `11

Najlepsze na płycie „Homo Nihilis” jest intro. Trzy zapętlające się łacińskie słowa, a ja za każdym razem strzygę uszami. Ale owo intro to tylko 1 min i 5 sek., a potem dostajemy jeszcze cztery utwory – ponad siedemdziesiąt minut muzycznej męczarni. Jeśli istnieje jakiś wycinek Piekła przeznaczony dla muzyków, powinni tam (w kółko!) serwować muzykę z debiutanckiego krążka FATUM ELISUM.

THE NO-MADS Lost Control `13

Przed moimi uszami szaleje po raz wtóry „Lost Control” – czwarta bodajże płyta najlepszego polskiego thrash metalowego zespołu, jaki obecnie działa – THE NO-MADS. Wiem, że nie zanosi się, jak widać, na zbytnio obiektywną, a co za tym idzie rzetelną recenzję, bo po takim stwierdzeniu to nawet nie chciałoby mi się czytać dalej, ale w mojej opinii nie ulega to wątpliwości.

PERSEFONE Spiritual Migration `13

Zespół PERSEFONE, pochodzący z egzotycznej Andory, trzy lata kazał nam czekać na swoją czwartą płytę. Nie był to jednak czas stracony, gdyż album „Spiritual Migration” jest bardzo dojrzały niemal w każdym aspekcie. No, jest jedna rzecz, która nie do końca mnie przekonuje, a nawet razi, ale o tym później… Ambitnie i wirtuozersko jest właściwie od początku trwania krążka; progresywny duch jest łatwo wyczuwalny, a wszystko osadzone jest na deathowym kręgosłupie.

MOROWE S `14

MOROWE budzi wstręt, wzbudza zachwyt, ma atrakcyjną figurę, ma pożywienia pod dostatkiem, jest pełne geniuszu, ma zabawę, ocieka letnią swawolą, kusi kiczem. MOROWE nie jest tylko właścicielem Gazpromu. Album pt. „S” to materiał, który odraża, konfunduje i zarazem olśniewa. Sprawia, że słuchacz na zmianę przemawia do siebie „Eee ch*jowe, pójdę posłuchać Avril Lavigne” oraz „Czy to już inny wymiar? Nigdy jeszcze…”.

ARIES VEHEMENS Decade Of Necrosodomy `14

Spowinowacony muzycznie (mniej) i składowo (bardziej) z ROTTEN AGE, horda o nazwie ARIES VEHEMENS jest kolejnym reprezentantem nowotarskiego zagłębia muzycznego bezeceństwa. Matex „Decade Of Necrosodomy” to najlepsza nagroda za cierpliwość, bo Wściekły Baran (dafuq?) ma już za sobą ponoć dwanaście lat działalności, choć pewnie różnie bywało z intensywnością tejże. „Decade of Necrosodomy” stoi pod znakiem death metalu prostego jak konstrukcja cepa i równie skutecznie młócącego.

ROTTEN AGE Zgnilizna Dziejów `14

Bez litości, w pogardzie dla finezji, z zerowym poszanowaniem dla tzw. dobrego smaku. Pierwszy, samodzielnie wydany long hordy ROTTEN AGE z Nowego Targu, zatytułowany „Zgnilizna Dziejów”, już na wstępie dzieli po łbie sękatym obuchem. Jak można przekonać się na zespołowym fejs-zbuku, panowie z ROTTEN AGE są „metal as fuck” do tego stopnia, że do zdjęć pozują z gustownym biżurem męskim, sporządzonym z gwoździ i łańcuchów drogowych.

KETELENS’ BRUKKE Graeueltaten / Memories of Life `10

Bojałem się podchodząc do płyty „Graeueltaten / Memories of Life” KETELENS’ BRUKKE, że to jakieś nawiedzone i natchnione diabelstwo, które poza groźnymi minami zaprezentuje mi muzyczne gówno. Tymczasem bardzo miło się rozczarowałem. Po krótkim, a wpadającym w ucho intrze dostajemy porcję doskonałego black metalu, nasączonego mocno skandynawskim duchem z pierwszej połowy lat 90-tych.

KRIEGSMASCHINE Enemy Of Man `14

Po dziewięciu latach na polską ziemię wróciła maszyna wojny, zasilona doświadczeniem, nienawiścią i trotylem. Niemniej jednak, nadeszła w ciszy – niczym nocny łowca, który ujawnia się dopiero przy detonacji. Premiera płyty obyła się bez jakiegokolwiek szumu medialnego, ba… nikt niewtajemniczony nie miał szans się o niej dowiedzieć.