THAW Earth Ground `14

digiCD `14 (Witching Hour Prod.)
Ocena: 5,5/6
Gatunek: black metal, ambient, noise

Jeśli ktoś jeszcze nie kojarzy nazwy THAW, to znaczy, że jest nowy w tym biznesie, albo ostatnie lata spędził skutecznie zahibernowany gdzieś daleko od cywilizacji. Pozostali pewnie już wiedzą, czego się po płycie „Earth Ground” spodziewać, ale czasem zamiast niespodzianek, liczymy po prostu na dobrą muzykę, a o takiej zawsze warto przypomnieć. Debiut „Thaw” był jednym z najciekawszych wydarzeń krajowej sceny szeroko rozumianego black metalu, jednak od razu pojawiły się głosy malkontentów, że to właściwe nic nowego, owszem, dobra muzyka, ale tylko w naszym zaścianku może się wydawać, że to jakieś wielkie odkrycie i niedługo o THAW nikt już nie będzie pamiętać. Kolejne wydawnictwa oraz szeroko zakrojona działalność koncertowa pozwoliły zweryfikować takie opinie, jednak dopiero drugi pełnowymiarowy album miał dać odpowiedź na pytanie, czy THAW to gwiazda jednego sezonu, czy też jednak cały ten hype jest uzasadniony względami stricte muzycznymi. Nie budując dłużej suspensu – „Earth Ground” dało radę i na tym mógłbym zakończyć swoje wywody, ale wypada napisać coś więcej, żebyście nie pomyśleli, że to artykuł sponsorowany:-). Zaczynając od podstaw, THAW to nadal frapująca mikstura drugiej fali norweskiego black metalu, noise, industrial, sludge czy co tam jeszcze chcecie. O ile jednak na debiucie dominowały wpływy noisowe i bezpośredni soniczny atak na słuchacza, to następca, zachowując te cechy, jest jednocześnie materiałem bardziej zróżnicowanym i poukładanym. Bez obaw, THAW nie grozi awans na Eurowizje ani listy przebojów, ale „Earth Ground”, w miejsce jednorodnej dźwiękowej masy, proponuje zbiór utworów, z których każdy posiada indywidualne cechy, a które razem tworzą spójną muzyczną opowieść. Jak w każdej opowieści, ważne jest zróżnicowanie: na „Earth Ground” napotkamy instrumentalne miniatury („First Day”), noise/grindowe petardy („Second Day”) czy wreszcie utwory stawiające w równiej mierze na klimat („Sun”), co na bardziej bezpośrednie środki wyrazu („Afterkingdom”). Mimo tego zróżnicowania (a może właśnie dzięki niemu), płyta „wchodzi” od pierwszego odsłuchu i chce się do niej wracać. Dodatkową zaletą „Earth Ground” jest produkcja materiału, co przy takiej muzyce jest równie istotne jak niełatwe – tym większe brawa, że znakomity efekt osiągnięto odwiedzając mniej uczęszczane przybytki nagraniowe (studio Radia Katowice oraz Maq). Jak słychać, da się, jeśli ma się na swoją muzykę pomysł i trafi na odpowiednich ludzi. Najważniejsze, że „Earth Ground” po prostu dobrze się słucha. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że jest to płyta „przebojowa”, w znaczeniu pozytywnym (oczywiście biorąc poprawkę na stylistykę, w jakiej powstała). Czego bym, jeszcze nie napisał, najważniejsze już wiecie – tego albumu THAW po prostu trzeba posłuchać. Podsumowując, „Earth Ground” wydaje się bardziej spójną i przemyślaną propozycją niż „Thaw” i choć brakuje mi nieco tego szaleństwa obecnego na debiucie, to trzeba przyznać, że to jedna z najciekawszych propozycji 2014 roku i wszelkie nad nią zachwyty są jak najbardziej zasłużone. [Michał Pawełczyk]

Thaw, www.facebook.com/thawnoise
Witching Hour Prod., ul. Armii Ludowej 78, 15-170 Białystok; tel. 85-6751470; biuro@witchinghour.pl; www.witchinghour.pl