THE GROTESQUERY The Facts and Terryfying Testament of Mason Hamilton: Tsathoggua Tales `12

CD/LP `12 (Cyclone Empire)
Ocena: 6/6
Gatunek: death metal

W stosunku do albumu „The Facts and Terryfying Testament of Mason Hamilton: Tsathoggua Tales” THE GROTESQUERY mam pewien wyrzut sumienia: przeleżeli na mojej półce cholernie długo, zanim udało mi się coś o nim naskrobać… Nie żeby był ku temu jakiś szczególny powód – po prostu się nie składało. Słuchałem tej płyty co jakiś czas, ale wciąż nie mogłem znaleźć klucza. A tym kolejnym przesłuchaniom towarzyszyło coraz potężniejsze przeczucie wyjątkowości. Następnie owo przeczucie przerodziło się w pewność i tak oto stałem się wyznawcą talentu tej międzynarodowej ekipy (tj. dwóch Szwedów, Norwega i Amerykanina). Napisałem do tej pory kilkadziesiąt recenzji. Szacuję ostrożnie, że zbliżam się do setki. Dwa razy do tej pory oceniłem album na sześć pełnych gwiazdek (oba albumy oczywiście doskonale pamiętam). A więc ta szóstka jest trzecia –  to jest ta najważniejsza. Pozostaje mi więc tu tylko obronić swoje stanowisko. Chociaż tak naprawdę muzyka THE GROTESQUERY broni się sama – trzeba dać jej tylko czas, by odpowiednio głęboko wgryzła się w zwoje mózgowe. Czasami (kiedy słuchany album jest dobry, a nie do gruntu spartolony) zadaję sobie pytanie o to, co chciałbym tam jeszcze poprawić – w przypadku  „The Facts and Terryfying Testament of Mason Hamilton: Tsathoggua Tales”okazuje się, że nie chciałbym tu zmienić dokładnie nic. Ostatecznie nawet tytuł i okładka mi się spodobały. Nagrania płyty dokonano w Unisound Studio (Tony Blakk & Dan Swanö) w doskonałym, międzynarodowym składzie: Rogga Johansson (all guitars), Kam Lee (vocal), Brynjar Helgetun (drums) i Johan Berglund (bass). Wszystko jasne? Do personaliów wrócimy jeszcze przy okazji – powiem tylko, że ci panowie raczej nie pijają miodku… Oni żują pszczoły! Przyjrzyjmy się jednak w końcu muzyce, muzyce ostatecznie doskonałej – w swojej brutalności, motoryce, kompozycji. Jest to brutalny death metal bez szczególnych udziwnień, ale jednocześnie każdy (!) numer jest tu doskonale różny od poprzedniego. Całość zaś składa się na nierozerwalny koncept. Gitarzysta w THE GROTESQUERY jest jeden, gitarowych ścieżek na tym albumie wiele. Regularnie grają nam tu przynajmniej dwie gitary. W ogóle Rogga Johanson (bo o nim tu mowa) to fenomen metalowej sceny. I tytan pracy: prócz THE GROTESQUERY jest on członkiem 17 (słownie: siedemnastu!) innych zespołów – głównie death metalowych. „Macierzystym” jest dla niego chyba PAGANIZER, gdzie udziela się nieprzerwanie od 1999 roku. Wspomniane zespoły to nie jakieś uśpione projekty. Od początku 2012 roku do dziś nagrał w nich pan Johanson 14 pełnoprawnych albumów (nie licząc EPek i splitów). W sumie zaś (to jest od początku swojej muzycznej działalności) na koncie tego muzyka jest partycypacja w 51 wszelkiego rodzaju wydawnictwach szeroko pojętego death-core łomotu (głównie wiosło, ale również bass, vocal, albo wszystko naraz). I tak oto ja, ze swoimi kilkudziesięcioma recenzyjkami i trzema szóstkami na koncie nie jestem godzien rozwiązać rzemienia u sandałów Wielkiego Roggi! Ale jednak próbuję się jakoś dobrać i znaleźć kluczyk… A żeby nie powstało wrażenie, że ilość nie przechodzi tu w jakość, podkreślę jeszcze raz: riffy na „The Facts and Terryfying Testament of Mason Hamilton: Tsathoggua Tales” to ekstraklasa – doskonałe kompozycyjnie, nieschematyczne, świetnie zaaranżowane, ciężkie, potężne i masywne, a zagrane z lekkością, wyczuciem przez utalentowanego muzyka, który gra, co chce, a nie tylko to, co potrafi. Choć mam już swoje lata, przyznać muszę, że kiedy Barney Kamalani Lee (vocal) zaczynał swoją przygodę z death metalem, mnie bardziej jarał jeszcze „Puszek Okruszek”… On to właśnie (i nie mówię tu o Okruszku) był współzałożycielem (obok Chucka Schuldinera, Ricka Rozza i Dava Tett’a) pierwszym wokalistą i bębniarzem DEATH. W pełni swój potencjał rozwinął jednak jako krzykacz MASSACRE (pamiętacie „From Beyond”?). Dziś ma już prawie pięćdziesiątkę i w THE GROTESQUERRY brzmi wyśmienicie! Jego growl ma doskonałą artykulację i świetną barwę. Niejeden młodziaszek może pozazdrościć panu Lee warsztatu. Garowy THE GROTESQUERY, Brynjar Helgetun, pochodzi z Norwegii i zapewniam państwa, że również nie wypadł sroce spod ogona. Na garach miesza fachowo, wprowadza czasem takie podziały, że włosy stają dęba (na brodzie). Gra równiutko, z wielkim czuciem. Początkowo myślałem, co by bass (Johan Berglund) jeszcze tu nieco obniżyć. Mógłby się on jednak wtedy gubić w natłoku dźwięków, a tak jest doskonale słyszalny. A przecież o to chodzi! Ścieżki basu nie są jednak jakoś szczególnie odjechane, ale nie są też prymitywne. Podkreślają raczej linię melodyczną i mnie to wystarczy. Prócz doskonałej warstwy muzycznej THE GROTESQUERY ujął mnie tu też konceptem samego albumu. Nie będę opisywał, o czym jest ta historia – dużo zdradza sam tytuł. A jest to druga część szerszego, trzypłytowego konceptu, którego część trzecia zatytułowana „Tome of the Skinless Bride”, mam nadzieję, że ukaże się wkrótce. Coś czuję, że będzie to jazda obowiązkowa dla wszystkich rzeźników. [Herr B.]

 

The Grotesquery, www.facebook.com/thegrotesquery

Cyclone Empire, info@cyclone-empire.com; www.cyclone-empire.com