THE HIGHER CRAFT The Quest Into The SteppingstonAge `11

THE HIGHER CRAFT… Cóż za pretensjonalna nazwa! Szczególnie kiedy zauważymy, iż akronim tejże to również oznaczenie substancji aktywnej w marihuanie. Nie ma tu żadnego przypadku. Na pstrokatej, pogodnej okładce (która bardzo spodobała się mojej córce) płyty „The Quest Into The SteppingstonAge”siedzi między innymi pan na grzybku, pretensjonalnie trzymający „podejrzanego” papierosa i otoczony przerośniętymi grzybami z rodzaju Psilocybe, a w samej introdukcji (gdzie znajdziecie bardzo fajny i zabawny motyw z kanarem sprawdzającym bilety) THC wspomniane zostanie dwukrotnie i nie chodzi tam raczej o nazwę zespołu… Jednocześnie „The Quest Into The SteppingstonAge” to album, który można rozpatrywać tylko(!) integralnie ze współtworzącymi go tekstami. Można by zaryzykować i powiedzieć nawet więcej: muzyka w tym wypadku jest tylko inscenizacją i dopełnieniem sfery lirycznej, a może nawet jest to zapis audio inscenizacji – oryginalnie również z niedostępną nam sferą wizualną, której fragmentów łatwo jest się jednak domyślić… Nagrań dokonano w Bridge Gate – istnieje w Londynie galeria o takiej nazwie, ale może chodzić też o London Bridge(?) – oraz w Chalice Chapel (ergo świątyni Świętego Grala, więc też całkiem nie byłe gdzie!), w latach 2009-2011, najprawdopodobniej podczas kameralnych koncertów (przedstawień?). Wnioskuję to między innymi po tym, iż w intro („Audiotorium”) – jedyny raz na tej płycie – odzywają się niemrawe brawa, ale poza tym jednym miejscem zostały one wycięte (?), albo w ogóle ich nie było (nie klaszcze się przecież w środku przedstawienia). Jednocześnie musimy pamiętać, iż album stanowi fragmenty szeregu koncertów z kilku lat. O nagraniu tej muzyki na żywo (z dość licznymi jednocześnie samplami) świadczy również jednoznacznie „koncertowe” brzmienie całości, z licznymi niedociągnięciami włącznie. Z oczywistych przyczyn nie podejmę się krytyki angielskiego tekstu poetyckiego, ale pokrótce opiszę choćby koncept tego albumu. Tytuł „The Quest Into The SteppingstonAge” możemy przetłumaczyć jako „Dążenie do odskoczni, którą jest kultura pierwotna”: steppingstone to bowiem odskocznia (jako punkt odbicia), Stone Ageto po prostu epoka kamienia. Już w samym tytule zawarta jest więc gra słów. A tego typu zabiegów pełne są te liryki. Balansują one, moim zdaniem, pomiędzy grafomanią, a natchnioną poezją (ciężko jest mi to ocenić jednoznacznie, jako Polakowi). Poruszają najwznioślejsze z możliwych tematów: pytania o to, kim jesteśmy? dokąd zmierzamy? o sens, cel, a wszystko w dość ciężkim, metafizycznym sosie… Opisana jest tu (w największym uproszczeniu) peregrynacja ludzkiej świadomości do kolejnej inkarnacji. Pojawia się mnóstwo literackich i filozoficznych toposów, które w swym nagromadzeniu i patetyczności ocierają się czasem o banał. Podobnie jest niestety również z muzyką THE HIGHER CRAFT. Słuchanie płyty „The Quest Into The SteppingstonAge” w oderwaniu od tekstów w ogóle nie ma sensu. Dość dużo tu przeróżnych wypełniaczy, efekciarstwa, „odgłosów kosmosu”, melodeklamacji i podobnych (chyba że ktoś lubi takie rzeczy). Progrockowa, gitarowa muzyka również tu jest, nawet w sporych ilościach, ale jej jakość – zarówno pod względem kompozycyjnym, brzmieniowym, jak i wykonania – pozostawia dużo do życzenia. Również wokalizy Christiny Poupoutsi, liderki i głównej siły sprawczej w THE HIGHER CRAFT, warsztatowo są bardzo słabe i poruszają się na pograniczu fałszu. Partie gitar zaś ocierają się tutaj o właściwy progrockowi (space operze?) minimalizm. O ile jednak dla innych znanych mi zespołów minimalizm ten jest celowy, pozorny i z wirtuozerskim potencjałem, tu wydaje się on szczytem technicznych możliwości gitarzysty. Kompozycje są przy tym często zwyczajnie banalne (dla mnie jedyne dwa lepsze numery na tym albumie to trochę retro w swym duchu „Memory Slides” i lekko odjechany, ale jednocześnie i lekko spartolony „Tidal Wave”) i dążące (obok dryfujących w kosmicznej przestrzeni odgłosów i pogłosów) do przebojowości znanej nam z twórczości zespołów ŁZY, BLUE CAFFE, BAJM etc. Są to jednak próby spartaczone, niepotrzebnie poprzetykane kolejnymi scenami, muzycznie zafałszowane. Do niedawna zastanawiałem się nad sensem używania wyrażeń typu „zagubienie”, „szukanie stylu” przy okazji recenzowania muzyki. THE HIGHER CRAFT pozwolił mi nadać im właściwy sens. Muzyka tego zespołu jest iście zagubiona i szukająca stylu, chaotyczna, nieumiejętnie łącząca w sobie sprzeczności, przesycona efekciarstwem mieszającym się z niedociągnięciami. Charlie Noakes (bas) dziękuje we wkładce swojemu ojcu, że zaznajomił go z metalem… Śmiem w tym miejscu zaprotestować przeciwko każdemu, kto próbowałby nazwać tę muzykę metalową – nawet w najszerszym znaczeniu! Beata Kozidrak na żywo też wypada dość „ostro”, ale nikt nie mówi, że to metal! Drodzy Metalowcy! Jeśli chcecie posłuchać dobrych, filozoficznych tekstów w akompaniamencie dobrej rockowej muzyki – polecam THE LEGENDARY PINK DOTS. Jeśli zastanawiacie się, skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy – polecam film „What the Bleep Do We Know!?” lub samodzielną pogłębioną lekturę. Jeśli zaś chcecie znaleźć się na wkładce wśród podziękowań na płycie (jest tam więcej osób niż tych klaszczących w pierwszym kawałku) – polecam THE HIGHER CRAFT i wizytę w Chalice Chapel (może to jeszcze tam grają!)… [Herr Bee]

The Higher Craft, steppingstoneage@hotmail.co.uk

www.myspace.com/steppingstoneage