THEOSOPHY In The Kingdom Of North `11

CD `11 (No Colours Rec.)
Ocena: 3,5/6
Gatunek: black metal

Nie ulega wątpliwości, że pomysł na twórczość THEOSODHY zrodził się na kanwie dokonań niezwykle zasłużonych zimowych bestii vide RAGNAROK czy IMMORTAL. Nie ulega także wątpliwości, że część kompozycji umieszczonych na płycie „In The Kingdom Of North” może wydać się już niejako znajoma, szczególnie jeśli dostrzeże się (słuchowo) zbieżność głosu wokalisty z potężnym (i zarazem równie kultowym), piskliwym rykiem Abbatha Doom Occulty (jeżeli już honorować na wszelakie sposoby). W zasadzie w odtwórczej manierze THEOSODHY nie ma niczego złego (hehe, a powinno być), nie można bowiem zgłosić tego do prokuratury, a rzecznik praw dziecka miałby związane ręce. Ponadto image członków THEOSODHY jest równie przerysowany, co ten praojców z IMMORTAL, ale niestety ze względu na nieubłaganą moc chronologii – THEOSODHY już nawet nie pobudza do śmiechu. No dobrze, o tym co tu mamy już się rozpisałem, teraz o tym czego na „In The Kingdom Of North” nie mamy. Wszak tytuł tej płyty, jaki jest – każdy widzi. Jestem przekonany, że ceniący się fani mroźnego black metalu, którzy (nie tylko odpustowo) lubują się w lodowych, majestatycznych hymnach nagrywanych w górach, bez prądu i koszulek, wychwycą dotkliwy brak powyższych elementów. Pewnie miało nie być lipy, a lipa jednak w tym aspekcie jest – wiosenna, ukwiecona i sympatyczna. Piosenki nie maja żadnej mizantropijnej głębi, ani przestrzeni. Słuchacz po zapoznaniu się z „In A Night Storm, In a Blizzard” ma pewność, że Rosjanie nagrywali tę płytę w ciepłym i suchym studiu, przy wielu kubkach gorącego kakao. Nie uświadczymy także przeciągłego zawodzenia, świadczącego o skrajnym głodzie – czyli rodzi się kolejny zawód, THEOSODHY wcale nie było wystarczająco wygłodzone podczas nagrywania. Rozpoławiając jednak szaty na pół, muszę oddać chłopakom, że jakość nagrania powala na kolana i równocześnie potrafi zaspokoić prymitywne gusta. Na „In The Kingdom Of North” podoba mi się także bezustanne parcie do przodu, szalone tempo skomasowanych gitar, nie pozwalające na choćby chwilę refleksji czy także bezlitosne nakładanie na siebie różnych warstw instrumentalnych, które tworzą blackową ściankę. Niestety jest to ciepła, otynkowana i przytulna ściana, która często nijak się ma do otoczki, jaką stworzyli Rosjanie na okładce, czy też w dołączonej książeczce. Kompozycje są również często zbyt krótkie, jak na bezpośrednie odwoływanie się do spuścizny zasłużonych lordów tej niszy black metalu, przez co THEOSODHY znów odwodzi nas niepotrzebnie od korzeni. Jednakże porywistość gitar (np. prowadzącej i rytmicznej razem w „Werewolf” – najlepszej piosence na płycie) wynagradza trochę ten fakt. Wprawdzie jest to solidny kawałek black metalu, z porażającą ilością czarnych witamin – tak potrzebnych do utrzymania minimalnego poziomu jestestwa, niemniej jednak brakuje mu tej rozdziewiczającej blackowej dzikości i akordów łapanych zesztywniałymi od mrozu łapami. Jednak na pewno nie raz wrócę do płyty „In The Kingdom Of North”, choćby dlatego, ażeby poczuć, że wiosna nadchodzi. [Vexev]

 

Theosophy, theosophygm@gmail.com; www.myspace.com/theosophygroup

No Colours Rec., Postfach 1119, 04767 Mugeln, Germany; info@no-colours-records.de; www.no-colours-records.de