THORNIUM Dominions Of The Eclipse `11

Na pewno znajdą się wśród Was najczarniejsze prawdziwki, które pamiętają szwedzką hordę THORNIUM jeszcze z pierwszej połowy lat 90-tych. Ja przyznam się bez bicia, że w tamtych czasach zawzięcie ortodoksyjnie słuchałem death metalu, dopuszczając czasem jedynie niektóre thrashowe nuty. Tym samym, debiut „Dominions of the Eclipse” z 1995 roku ominął mnie całkowicie i gdyby nie jego reedycja, pewnie nigdy nie usłyszałbym o owej formacji. Pomijam fakt, że grupa reaktywowała się w 2007 roku i zdążyła nagrać już dwa nowe materiały. Dobra, przesadziłem z tą grupą. THORNIUM, przynajmniej w przypadku omawianej płyty to popularny niegdyś „one man band”, czyli projekt jednego muzyka, Daniela Munoza, ukrywającego się pod pseudonimem Thyph. Muzycznie bardzo mocno osadzony w konwencji doprowadzonej do perfekcji przez DARK THRONE, a więc surowego, wściekłego black metalu, wraz z całą otoczką typu corpse-painting, pochodnie, miecze i nabijane gwoźdźmi naramienniki. Blasty sypią się jak opętane, gitary brzęczą jak stado komarów, wokalista skrzeczy jak nakazuje konwencja. Problem w tym, że w muzyce tej nie ma za grosz oryginalności, a całość przypomina właśnie odrzuty z albumów Fenriza i Nocturno Culto. Ja wiem, że tak być powinno, niemniej Thyphowi zabrakło konsekwencji, jakby nie mógł zdecydować się na którąś konkretną odnogę rozwijającej się wówczas sceny. Bo niby jest surowizna i agresja, ale utwory są niezwykle rozbudowane, trwając od ponad pięciu do blisko dziewięciu minut. A ponieważ w podstawowej wersji płyty znalazło się ich dziewięć, widać wyraźnie, że byle czorcik na klatę tak potężnej dawki plugawstwa nie przyjmie. A że czasem jeszcze Munoz próbuje urozmaicić coś jakimś zwolnieniem, akustyczną wstawką, grającą samotnie perkusją, dla prawdziwków robi się zbyt nowatorsko. To nie jest zły materiał. Wręcz przeciwnie, stanowi wzorcowy przykład jak kiedyś grało się black metal i jak powinien on być realizowany. Nie stanowi on jednak żadnej zaginionej perły (bo nie sądzę, by ktoś szczególnie o tę płytę zabiegał), a jedynie dodatek do nowych dokonań już pełnoprawnego zespołu. Dawka bluźnierstwa wzrosła, bowiem dorzucono tu jeszcze całe demo „North storms of the bestial goatskin”. Jeśli macie odwagę zmierzyć się z prawie osiemdziesięcio minutową dawką wspomnień THORNIUM, zapraszam. Ja wracam do klasyków nurtu [Shadock]

Thornium, www.thornium.com, www.myspace.com/thetruethornium

Soulseller Rec., www.soulsellerrecords.com, www.myspace.com/soulsellerrecords