THUNDERBOLT The Sons Of Darkness `00

THUNDERBOLT The Sons Of Darkness `00

Hm, zastanawiam się, jakim kryterium kieruje się Mittloff przy nawiązywaniu współpracy z kapelami. Bowiem pod szyldem jego Apocalypse Prod. ukazały się wydawnictwa takich zespołów jak HATE, DOMAIN / PANDEMONIUM, CHRIST AGONY, UNNAMED, ATROPOS, ETERNAL TEAR oraz właśnie grupa będąca przedmiotem tej recenzji jako największe dla mnie zaskoczenie w tym zacnym gronie. Mianowicie mnie THUNDERBOLT niczym nie zachwyca. Zresztą od początku nie obiecywałam sobie zbyt wiele po „The Sons Of Darkness” mając na uwadze split z KATAXU z `97 (well, teraz obydwoma zespołami zainteresowała się amerykańska Ancestral Research…), zaś dodatkowo nieco mnie zdegustowała biografia, w której można wyczytać takie głupoty jak to, że ktoś został usunięty z kapeli, bo był za słaby, aby kontynuować  bitwę przeciw bodaj judeochrześcijańskim świniom oraz fotka we wkładce kasety, gdzie dokładni wygoleni koledzy Paimon i Wrathyr dzierżą w prawicy jakieś topory, a ich szyja jednego z nich ugina się pod ciężarem olbrzymiego krzyża odwróconego we wiadomym kierunku. O kurwa, bez wątpienia mamy do czynienia z ideologistami, którzy wydają się być jakąś poronioną krzyżówką blackersów z narodowcami. Jednak – na szczęście – nie ma to wymiernego odbicia w muzyce z omawianej produkcji(no, może tylko gdzieś tam w tekście pojawia się Aryan Moon…), więc odsuńmy żarty na bok, bo Błażej – mówię to głośno i wyraźnie – to bardzo w porządku facet (mam nadzieję, że nie rzuci on na mnie klątwy, ani nie spali na żadnym stosie po przeczytaniu powyższych słów ), a przede wszystkim w tym miejscu najistotniejsza jest zawartość, nie inne duperele. A więc „The Sons Of Darkness” sprowadza się do czystego BM, w którym nie ma miejsca na przesłodzone melodie czy  pedalskie śpiewy. THUNDERBOLT stawia na podziemne brzmienie (Hard Studio) i moc bezpośredniego przekazu, upatrując siły w muzyce surowej. Nawet jeśli  miejscami pozwala sobie na śmielsze wprowadzenie klawiszy czy wykorzystanie gitary akustycznej (moim zdaniem najlepszy utwór „Journey To The Abyss Hatred”, instrumentalny, zamykający materiał „Longiness”), szybko wraca do opętańczego tempa, które w dużym stopniu forsuje sam Mittloff za bębnami. Chociaż chwilami zespół popada też w schematyczne jak na black metal patenty typu odgłosy burzy, recytowany posępnie fragment tekstu, itp. Najbardziej rozwaliła mnie jednak pierwsza część „Spit In His Face”. Panowie, nie wstyd wam zawalać materiału takim „przebojowym” motywem? Na szczęście później robi się ciekawiej i w ogóle dzięki podobnym rozwiązaniom formalnym w np. utworze tytułowym bądź „The Circle Of Death” cały stuff dużo zyskuje. Cóż, w każdym razie kaseta THUNDERBOLT, mimo że ponoć sprzedaje się dość dobrze i zbiera pozytywne recenzje w prasie oficjalnej, mnie się nie spodobała tak, jak by sobie życzył tego Paimon, a o gustach się nie dyskutuje, prawda? Wypada ją więc polecić przede wszystkim najbardziej zagorzałym fanom black metalu. Oni na pewno będą usatysfakcjonowani. Ciekawe, co tam pan Adamczuk wymyśli następnym razem, a – jak zapowiada, ostrzega – ma być to muzyka zgoła inna niż „The Sons Of Darkness”. [Kasia]

Thunderbolt, Błażej Adamczuk, P.O.Box 164, 67-200 Głogów; paimon@pertus.com.pl
Apocalypse Prod., P.O.Box 239, 00-987 Warszawa 4; apocalypseprod@poczta.onet.pl