THY DISEASE, CEMETERY OF SCREAM, CRYPTIC TALES … – 24.01.2010, Kraków

XX-lecie THY DISEASE (Creative Act Of Music Tour 2010):

THY DISEASE, VIRGIN SNATCH, ARMAGEDON, CRYPTIC TALES, HELLIAS, HEART ATTACK

24.01.2010, Kraków, „Rotunda” („Extreme”)

W ten święty niedzielny dzień, jak przystało na prawdziwego, ekhm, metalowca, udałem się do świątyni znajdującej się przy ul. Oleandry 1. Wiedziałem, że mogę tam w skupieniu przemyśleć ważne życiowe sprawy, słuchając zadziwiające historie muzycznych kaznodziejów. Tak! Prawili oni mądrze, nareszcie odnalazłem prawdę. O czym mówili? O wielu ważnych kwestiach społecznych, politycznych, religijnych, czasem co prawda mało można było zrozumieć, ale liczą się intencje!
Słuchajcie mnie ludzie, bójcie się piorunów i zemsty stwórcy, jeśli nie czytaliście książki, którą podarł bluźnierca Nergalodon na satanistycznym spędzie czarownic… Tam odnajdziecie bowiem odpowiedzi na wszystkie nurtujące Was pytania, a reszta niech będzie dopełnieniem, nową ewangelią…
Nawet nie wiecie, z jaką ulgą popchnąłem wielkie drzwi tego przybytku i wpadłem do środka celem ogrzania się, na zewnątrz było wtedy minus 15 stopni Celsjusza, prawdziwa Syberia. „Rotunda” może specjalnie ogrzana nie była, ale w końcu wieczór dopiero się zaczynał. Po sforsowaniu konfesjonału z ochroniarzami dotarłem wreszcie do środka. Oczywiście od razu spotkałem kilku znajomych parafian, księży i proboszczów. To też z miłą chęcią uciąłem sobie z nimi pogawędkę, bo kolejka po lemoniadę i cmentarne miodziki ciągła się aż po horyzont. Trudno, zawsze można napić się później…

ImageI wten błysły światła, flesze aparatów, zadudniły bębny i poleciały dymy, na scenie zawitał HEART ATTACK. Chłopaki ruszyli z kopyta zaczynając od „Polaris”. Brzmienie zmieniało się co utwór (taka rola otwieracza), ale nie przeszkadzało to pierwszym śmiałkom wykonać taniec deszczu w okolicach barierek. Muzyki słuchało się dobrze, a na sam koniec zespół ku uciesze zebranej gawiedzi zaserwował cover PANTERY – „Walk”. Wszyscy wtedy zaczęli chodzić, poważnie! Po ścianach, po podłodze, nawet po suficie. I pomyśleć, że piętro wyżej była jakaś dyskoteka dla Włochów. Dziwne…

ImageKiedy HEART ATTACK skończył, pobiegłem po tę cholerną lemoniadę, ale życzliwy pan przy sklepiku oznajmił, że teraz będzie grał HELLIAS. Kurde, chciałem obejrzeć ten koncert, więc „nawróciłem” się po raz kolejny i już byłem niedaleko sceny. Ekipa Goolarego zaczęła od starego obertasa „Kona Bóg”. Ludzie zaczęli nieśmiało podrygiwać i kręcić się w kółko machając kudłami. Tego wieczoru zespół zagrał jeden kawałek, którego nie umiem zidentyfikować… Wynająłem więc prywatnego detektywa, który ma się dowiedzieć dyskretnie, co też chłopaki zagrali (dam Wam znać, jak się dowiem). Natomiast pewny jestem, że była „Golgotha” oraz dwie nowości: „A.D. Darkness”, „A.D. Martyrology”. Na scenie najlepiej czuł się chyba Foreman, który doskonale potrafi się po niej poruszać i zagadywać publikę. Brzmienie mogłoby być lepsze, ale po co narzekać i robić z siebie jakiegoś audiofila?
Ja swój słuch szanuję i zamiast stać przy kolumnie (jak co poniektórzy), gdzie powietrze burzy włosy na nosie i wywraca żołądek, stałem sobie na środku. Oczywiście w uszach stopery, dzięki temu na drugi dzień nie jestem na koncercie i nie zabieram go ze sobą, gdziekolwiek mam zamiar się udać. Najlepsze jednak w tym wszystkim jest to, że jakość dźwiękową mam jak na płycie koncertowej i bawić się mogę bez stresu, że ogłuchnę…

ImageNo dobra, ale miałem kupić tę nieszczęsną lemoniadę! Do kolejki zwerbowałem kolegę z dawnych czasów, okazuje się, że okazja do toastu będzie, bo ów przyjaciel zostanie w niedługim czasie świeżo upieczonym tatą. Ciekawe, czy będzie zabierał synka na koncerty:-)? Pewnie tak, w końcu mały Hiro gonił niezmordowany po klubie, rzucając swoimi długaśnymi kudłami – „Niedaleko pada jabłko od jabłoni”. Dlaczego więc w tym przypadku miałoby być inaczej? Kolejka była długa, także na CRYPTIC TALES powróciłem, kiedy do końca zostały im jeszcze dwa kawałki. Uprzedzeń nie mam, ale jakoś ich twórczość mnie nie porwała. Może innym razem.

ImagePo opowieściach z krypty (pamiętacie ten serial?) byliśmy już w połowie drogi do zmartwychwstania, gdy na scenie instalował się CEMETERY OF SCREAM. Bardzo sprawnie zresztą! Tomasz pyknął dwa razy stopką, zabuczał klawisz Kasi i zaczęła się jazda! Trzeba przyznać, że zespół potrafi stworzyć fajny klimat. Widać, że na scenie czują się ze sobą dobrze. Olaf jak zwykle czarował publikę. Gość w tym, co robi, jest „(…)szczery do bólu, że aż przeźroczysty”. Materiał leciał głównie z „Frozen Images”. Zabijcie mnie, ale zapomniałem set listę. Na pewno zagrali: „Prince Of The City`s Lights”, „Black Flowers”. Zostali bardzo dobrze przyjęci przez publikę. Gdy skończyli już tradycyjnie pobiegłem do kolejki (wiadomo jakiej), która nie była już taka długa.

ARMAGEDON i VIRGIN SNATCH oglądałem z drugiej linii boiska, czekając na jubilata.

ImageKoncert THY DISEASE wypadł całkiem nieźle. Choć jak dla mnie zagrali za krótko. To w końcu ich urodziny i powinni grać jak dla mnie co najmniej pół godziny dłużej. Na wokalu zamiast Psycho pojawił się Syrus (dawny DISINTERMENT). Myślałem, że może Psycho przyleci na ten jeden gig do Krakowa, ale jednak się przeliczyłem. Syrus w każdym razie fajnie wpasował się w kapelę i szalał po scenie razem z gitarzystami. Kolejnym zaskoczeniem tego wieczoru była dla mnie set lista solenizantów. THY DISEASE skupiło się głównie na nowym albumie, z którego zagrali rewelacyjny „Fog Of War”, a na zakończenie dwa covery: „Sinner In Me” DEPECHE MODE oraz „Frozen” MADONNY. Pamięć jednak ulotna… Na pewno zespół wykonał jeszcze „Mean Holy Spieces” i jeden utwór z „Rat Age”. Zabrakło „Perfect Form” i „Cold”! Czekałem na te kawałki, niestety nie było mi dane ich usłyszeć. Koncert bardzo fajny, tylko za krótki.
Po „Frozen” nastąpiło na scenie małe przemieszanie składów i członkowie różnych grup muzycznych wykonali „Creeping Death” z repertuaru sekty METALLICA. Tego niestety już nie zobaczyłem, bo biegłem w pośpiechu na ostatni dyliżans na osiedle…

Ogólnie rzec biorąc impreza była bardzo udana. Człowiek się rozerwał i posłuchał przy okazji dobrej muzyki, pogadał ze znajomymi. Niestety pozostał mały niesmak, bo tego wieczoru zabrakło szumnie zapowiadanego SCEPTIC. Duża to strata, ale mam nadzieję, że sceptyczni pojawią się wkrótce na jakimś gigu.

 

[Sabian]