THY DISEASE Costumes Of Technocracy `14

CD `14 (Mystic Prod.)
Ocena: 3/6
Gatunek: industrial groove metal

Po niespełna pięciu latach od wydania swojej ostatniej (piątej) płyty, krakowska ZARAZA powróciła – ponownie za sprawą Mystic Production – by sączyć swój chorobotwórczy industrial groove w uszy (nieświadomych?) słuchaczy. Czynnik chrobotwórczy w THY DISEASE musi być iście zabójczy, ponieważ ze składu nagrywającego poprzednie wydawnictwo ostał się tylko Yanuary, skądinąd założyciel i spiritus movens tego zespołu. Poprzedni długoletni wokalista Psycho nagrał na „Costumes Of Technocracy” swój głos tylko w jednym numerze, a poza tym zmiany, zmiany, zmiany! Ale do tego THY DISEASE powinno już nas chyba przyzwyczaić, ponieważ od momentu założenia przez zespół przewinęło się już pięciu bębniarzy i trzech basistów (czyżby „typowe” problemy z sekcją?)… Na najnowszej płycie nie usłyszymy również Cube’a – wieloletniego (4 albumy) klawiszowca grupy. Owa dłuższa przerwa i pomór pierwotnego składu sugerować mogą jakąś rewolucję muzyczną na „Costumes Of Technocracy”… Nic z tych rzeczy! Charakter muzyce THY DISEASE nadaje bowiem głównie Dariusz Styczeń, czyli Yanuary właśnie. Mamy tu więc do czynienia z death metalem silnie podrasowanym klawiszami i samplami – tak było zresztą od zawsze, a teraz te próby są być może po prostu jeszcze śmielsze. Kiedy jednak dawniej owa elektronika miała trochę bardziej „mroczny” charakter, teraz jej brzmienia orbitują niebezpiecznie blisko odblaskowej kuli, wiszącej pod sufitem podmiejskiej dyskoteki. Już bardzo dawno temu mówili przyjaciele pewnego artysty, by ten „nie mieszał ogórków z dżemem”… Nie każdy jednak bierze sobie do serca dobre rady i tak THY DISEASE już od pierwszych wydawnictw wciska do swojego death metalu sporo elektro. No ale muzyka powinna być sferą nieskrępowanego eksperymentu, a że czasem wyjdzie z tego „paw” – to już są koszty mieszania. THY DISEASE w przemycaniu do swojej muzyki sampli, klawiszy i loopów jest bardzo konsekwentny. Równie konsekwentnie i z uporem godnym lepszej sprawy publikowali na trzech wydawnictwach (demo 1999, „Devilish Act of Creation” – 2001 i „Anshur-Za” – 2009) legendarny, niesamowity i ponadczasowy utwór genialnej i boskiej divy pop disco – MADONNY. Podkreślę jeszcze raz, iż na płycie „Costumes Of Technocracy” muzycy THY DISEASE posunęli się dalej, trawestując pewne brzmienia zarezerwowane (!) dla muzyki disco (prócz sampli, również namiętne przetwarzanie refrenów przez vocalizer) i z nią jednoznacznie się kojarzące. Proszę mi tylko nie zarzucać, że nie odróżniam rzeczonego disco od mrocznego industrial elektro. Niestety odróżniam! To jednak nie jedyny problem, jaki mam z „Costumes Of Technocracy” (podkreślę, że nie mam problemu z disco, a w domu po kryjomu i z obrzydzeniem słucham sobie czasem SPARKSa): pierwszy raz chyba podczas premierowego odsłuchiwania jakiegoś albumu miałem – prócz jakże subiektywnego odczucia znudzenia – wrażenie, iż „znam” ten materiał, że „wiem”, co za chwilę się stanie i mogę sobie na bierząco „nucić” kolejne riffy. Dla mnie świadczy to tylko o jednym: absolutnej schematyczności i prostocie odgrywanych (przez gitarę Yanuarego) partii. Niestety, jest tutaj coś na rzeczy: kolejne riffy na tym albumie (ale dotyczy to w pewnym stopniu również poprzednich wydawnictw THY DISEASE) są konstrukcyjnie do siebie bardzo podobne, stanowiąc pewne (nieświadome?) przetworzenia i zapętlenia samych siebie. W moim (!) odczuciu powszechnie chwaloną płytę „Costumes Of Technocracy” w rzeczywistości ratuje brzmienie, efekty, nagranie i produkcja. Tutaj nie mam zastrzeżeń. Nagrań dokonano w krakowskim Creative Music Studio (nie mylić z CMS z Woodstock, NY D.C.), a miksu dokonał Tomasz „Zed” Zalewski. I to efekty właśnie stanowią „esencję” tej płyty (złośliwi powiedzą, że jest po prostu „efekciarska”). To jest to „coś”, co pozwala (z wysiłkiem!) skupić na sobie uwagę! Bo ten album może też lecieć w tle również doskonale „niesłyszany”. Przy okazji najnowszej produkcji THY DISEASE zdałem sobie sprawę, dlaczego tak „ciężko” znosiłem koncerty Krakowian: bo skoro główny atut ich muzyki stanowi brzmienie i efekty, koncert w zatęchłej spelunie, z obsikaną podłogą w męskim sraczu, w pomieszczeniu o „wątpliwej” akustyce doskonale wydobywa wszelkie formalne i kompozycyjne braki ich muzyki. I tak oto – całkowicie nieuprzedzony i pełen szczerych chęci – lądowałem zazwyczaj pod klubem, by odsapnąć przy fajce. W tym sezonie zespół koncertuje jako headliner (ja nie idę!), więc życzę wszystkim niezapomnianych muzycznych wrażeń! A na bis może MADONNA? Niestety na albumie nie ma 4. wersji „Frozen”. No cóż! Może w japońskim wydaniu! [Herr B.]

Thy Disease, www.facebook.com/thydisease
Mystic Prod., marcin@mystic.pl; tel. 22-6161179; www.mystic.pl