THY DISEASE: Muzyka nas uzależnia! – 15.01.2010

ImageTHY DISEASE powstali w 1999 roku. Od tego czasu nagrali pięć studyjnych płyt i jedno koncertowe DVD. Ich pierwszy album („Devilish Act Of Creation”) zajął w magazynie „Metal Hammer”, głosem czytelników, pierwsze miejsce – „debiut roku”. Były to czasy, kiedy ludzie jeszcze kupowali płyty (mogę już tak napisać), także ów album leżał w Krakowie, w „Music Cornerze” na ul. Siennej za 50 kafli. Takie są fakty. THY DISEASE jest zespołem, który z płyty na płytę stara się rozwijać swój styl. Przez te wszystkie lata gry nagrał kilka fajnych krążków i namieszał trochę na deskach scenicznych w całym kraju. Teraz obchodzi dziesięciolecie swojej działalności. Nie mogąc przepuścić takiej okazji pomyślałem, że zapytam gardłowego Psycho o kilka rzeczy dotyczących historii grupy i jej planów na przyszłość…


Witaj Psycho! Latka lecą, wątroba niszczeje, włosy wypadają, mezalians Dody i Nergala w każdej gazecie na pierwszej stronie, a Wy dalej robicie swoje… Skąd ta energia i chęci do gry?

Witam! Tworzenie i granie muzyki przynosi nam po prostu ogromną satysfakcję. Muzyka nas uzależnia! Czujemy się wyróżnieni mogąc nagrywać kolejne płyty z THY DISEASE. Z biegiem czasu nabraliśmy także zdrowego dystansu do samych siebie oraz do perspektyw rozwoju naszej „kariery”.

Przyznam szczerze, że byłem bardzo ciekawy Waszej nowej płyty „Anshur-Za”. Pod pewnymi względami przyniosła ona wiele ciekawych rozwiązań, ale dlaczego jej nagranie trwało tak długo? Album „Rat Age” również miał mały poślizg promocyjny. Co było powodem tych dłużyzn czasowych?

Tym razem nie byliśmy uwiązani żadnym kontraktem, więc postanowiliśmy maksymalnie dopracować płytę. Po raz pierwszy w historii THY DISEASE, zdecydowaliśmy się też na przedprodukcję albumu. Trzeba także przyznać, że niektórzy z nas byli pochłonięci w tym czasie innymi projektami muzycznymi oraz przedsięwzięciami naszej agencji Creative Music. To wszystko znacznie wydłużyło proces powstawania „Anshur-Za”. Z drugiej strony, nigdy wcześniej nie mogliśmy poświęcić naszej nowej płycie tyle czasu i myślę, że efekt finalny w pełni rekompensuje długie oczekiwanie, ponieważ „Anshur-Za” jest naszym najbardziej dopracowanym albumem, zarówno pod względem kompozycji, jak i brzmienia. Jeżeli chodzi o poślizg promocyjny naszego poprzedniego albumu, to jak się zapewne domyślasz, nie była to kwestia, która zależała od nas.

ImageGdzie nagrywaliście swój najnowszy krążek? Czy było to jedno studio nagraniowe?

Album został zarejestrowany w trzech studiach: ślady perkusyjne w Dominik Studio, wokale, gitary i bas w Schindler’` Factory Studio, natomiast klawisze, miksy i mastering w studio ZED. Producentem płyty, podobnie jak w przypadku płyty „Rat Age”, byliśmy my oraz Tomasz Zalewski. Uważam, że wyszło całkiem nieźle i „Anshur-Za” to najlepiej brzmiący album THY DISEASE.

Wraz z nową płytą zmienił się także wydawca (Mystic). Jak z perspektywy czasu oceniasz to, co zrobiła dla Was wytwórnia Metal Mind Production i Empire Records? Swego czasu za sprawą MMP byliście na piedestale promocji. Płyta DVD i VHS „Extreme Obsession Live”, trzy studyjne albumy, dwa klipy, Metalmania etc. Nie było chyba źle, prawda?

Faktycznie, start  mieliśmy niezły, jak na tak młody zespół i całkiem miło wspominam tamten okres. Z drugiej strony problem z promocją THY DISEASE w MMP polegał na tym, że wytwórnia ta koncentrowała się wówczas na kapelach grających bardziej komercyjne odmiany metalu, a nam zaoferowano tzw. „standardowy pakiet”. Zabrakło indywidualnego podejścia do grupy, ale tak to już jest, kiedy podpisze się kontrakt z dużą wytwórnią. Ogólnie rzecz biorąc, zostaliśmy nieźle wypromowani na terenie Polski i o dziwo także za naszą wschodnią granicą. Szkoda jednak, że nadal pozostajemy zespołem nieznanym w innych częściach świata.

Największym zaskoczeniem na nowej płycie jest dla mnie użycie czystych wokali Cube. Muszę powiedzieć, że solowe poczynania Waszego speca od elektroniki nigdy specjalnie mnie nie absorbowały. Natomiast na albumie wyszło to bardzo fajnie. Wokale zostały wyważone w dokładnych proporcjach. Kto wpadł na taki pomysł aranżacyjny?

Muszę przyznać, że jedynym odgórnym założeniem, które mieliśmy przed sesją nagraniową „Anshur-Za”, było wykorzystanie czystych wokali. Skoro mamy w swoim składzie człowieka, który śpiewa w swoim solowym projekcie, wybór padł oczywiście na Cube. Jeżeli chodzi o proporcje między wokalami death metalowymi, a czystymi, głos decydujący należał do Yanuarego, który jak zwykle czuwał nad całością kompozycji. Cube natomiast odpowiadał za aranżacje swoich partii.

Image

THY DISEASE niejako przyzwyczaił nas przez te lata do coverów. Ponowne nagranie „Frozen” MADONNY było dobrym posunięciem taktycznym, lecz równie doskonale sprawdził się także utwór DEPECHE MODE „Sinner In Me”. Kiedy macie zamiar nagrać cover jakiegoś zespołu, do kompozycji podchodzicie w sposób bardzo indywidualny. Kto jest głównym aranżerem i pomysłodawcą takich zabiegów?

Zgadzam się, że do coverów podchodzimy w sposób bardzo indywidualny. Mamy przecież do czynienia z artystami reprezentującymi często bardzo odmienną stylistykę. Do tej pory głównym pomysłodawcą i aranżerem naszych przeróbek był Yanuary. W przypadku „Sinner In Me” pomysłodawcą byłem ja, natomiast jeżeli chodzi o stronę muzyczną, bardzo duży wkład miał Cube. Jest to poniekąd oczywiste, ponieważ utwór ten bazuje na klawiszach, a nie na gitarach.

Czy macie zamiar nakręcić promocyjny klip do któregoś z utworów z „Anshur-Za”?

Rzeczywiście planowaliśmy nagranie teledysku, ale ostatecznie nie wiem, czy coś z tego wyjdzie ze względów, że tak powiem, „ekonomicznych”:-). W czasach, gdy prawie każdy ma dostęp do YouTube, wideoklip to doskonała forma promocji zespołu, a także nie ukrywajmy, świetna zabawa dla kapeli. Obiecuję, że jeżeli tym razem ostatecznie nie uda nam się niczego nakręcić, zrobimy to przy okazji następnego albumu [trzymam Cię za słowo – red.].

ImagePrzez THY DISEASE przewinęło się sporo muzyków: Pinochio, Darkside, Pepek, Marcotic. Czy dzisiaj utrzymujecie ze sobą jakiś kontakt, czy wszystko urwało się bezpowrotnie?

Tak się złożyło, że z większością byłych muzyków THY DISEASE nie utrzymujemy jakiegoś bliższego kontaktu. Każdy z nas ma swoje życie prywatne czy zawodowe i dlatego często jest tak, że skoro nie możemy się ze sobą spotykać podczas prób czy koncertów zespołu, podtrzymywanie znajomości bywa czasem niemożliwe. Nie oznacza to oczywiście, że mamy do siebie jakieś pretensje i rozstaliśmy się ze sobą skłóceni. Ja osobiście cieszę się, że za każdym razem udało nam się rozstać w sposób cywilizowany i bez wzajemnych pretensji.

ImagePsycho, dla mnie osobiście jesteś jednym z najlepszych wokalistów death metalowych w Polsce. Czy w jakiś specjalny sposób kształcisz (dbasz) o swój głos? Wiesz, herbatka z miodem, płatki kukurydziane:-)?

Zdecydowanie bardziej podchodzi mi Jack Daniel’s i Lucky Stricke… Jeżeli chodzi o formę ekspresji, to zawsze inspirowali mnie dwaj wokaliści: David Vincent (MORBID ANGEL) i Vorph (SAMAEL). Spośród setek nieciekawie brzmiących growlujących wokalistów, to oni właśnie wyróżniają się charyzmą i są doskonale rozpoznawalni. Ja nigdy nie chciałem stać się najbardziej brutalnie brzmiącym gardłowym świata. Dla mnie liczy się przede wszystkim indywidualne podejście do tematu, tak, aby głos współgrał także ze słowami. To podkreśla także wiarygodność mojego przekazu. Jednym słowem kiedy ryczę, to myślę także o tym, co chcę przekazać:-).

Co stanowi dla Ciebie inspirację, jeśli chodzi o pisanie tekstów? Czy jest to jakiś specjalny rodzaj literatury, prywatne obserwacje? Może podzielisz się z nami tytułami książek, które w jakiś sposób ukształtowały Twoje podejście do słowa pisanego?

Jeżeli chodzi o mojego ulubionego autora, to na pewno jest nim Milan Kundera, ale inspiruje mnie on raczej w życiu prywatnym, a nie kiedy piszę teksty dla THY DISEASE. Faktem jest, że podczas pracy nad historią „Anshur-Za” inspirowałem się słowem pisanym, ale były to raczej rzeczy z dziedziny politologii czy historii najnowszej. Żeby nie pozostać gołosłownym, wymienię tu np. „Fisaco” Thomasa E. Ricksa, „Clash Of Civilizations” Samuela Huntingtona, „Selling US Wars” Achina Vanaika czy prace Erica Howsbawna. Sporą inspiracją jest dla mnie również kino. Filmy, które zrobiły na mnie wrażenie, w okresie kiedy pisałem teksty, to między innymi „28 Weeks After”, „Animatrix” oraz serial „Generation Kill”.

W wywiadzie zamieszczonym na Waszym koncertowym DVD z ust Yanuarego pada taka wypowiedź: „Jeżeli chodzi o muzykę, komponowanie i tworzenie, to nie można być osobą, człowiekiem zamkniętym. Trzeba być otwartym na różne inne gatunki, to na pewno. No i być człowiekiem wyluzowanym. Nie można być osobą spiętą, zapracowaną, zabieganą. Trzeba po prostu mieć luz. Chodzić często na imprezki i słuchać dobrej muzyki, wszelakiego rodzaju:-)”. Jak ustosunkujesz się do tej wypowiedzi dzisiaj? Czy proza życia nie wkradła się jeszcze w Wasz zespół?

Nadal ciężko jest mi z tymi słowami się nie zgodzić, ale z drugiej strony przebija przez nie beztroskość i niedoświadczenie człowieka, który  ledwo co otarł się o prawdziwe życie. Jeżeli chodzi o mnie, to muszę przyznać, że poniekąd z konieczności podchodzę teraz do pewnych spraw o wiele bardziej serio niż kiedyś. Tak to już jest, że w pewnym momencie trzeba było nieco ograniczyć imprezowanie [Skałki „Rescue team:-) – red.]. Nie oznacza to jednak, że straciłem źródło swoich inspiracji. Po prostu szukam ich gdzie indziej. Jeżeli jednak ktoś by mi zaoferował, że będzie mi płacił za relaks i imprezowanie, to oświadczam publicznie, że jestem gotowy rzucić swoją pracę oraz wszystkie obecne kochanki:-).

Kilka lat temu zarejestrowałeś wokale na albumie SCEPTIC „Pathetic Being”. Czy nie myślałeś, wtedy żeby zostać w tym zespole na stałe?

Kilka lat temu? Jakby tak dobrze policzyć, to od tego czasu minęła już prawie dekada… [prawie robi wielką różnicę…:-) – red.]. W tamtym okresie byłem jak najbardziej pełnoprawnym członkiem SCEPTIC, ale ostatecznie zrezygnowałem ze współpracy i zdecydowałem całkowicie się poświęcić się THY DISEASE. Myślę, że wokalista decyduje o indywidualnym charakterze zespołu i – w przeciwieństwie do gitarzystów czy perkusistów – powinien koncentrować się na jednej grupie.

Psycho, a co z ANAL STENCH? Smród chyba nie uleciał na dobre? Nie planujecie jakiejś reaktywacji pod tym szyldem?

To nie jest tak, że ANAL STENCH zakończył oficjalnie swoją działalność i że już na pewno nigdy nie powstanie żaden album. Umówmy się, że póki co  „Smród” przestał być aktywny. Co będzie miało miejsce w przyszłości, to zależy od tego, czy poczujemy ponownie potrzebę nagrywania pod szyldem ANAL STENCH. Także zapamiętajcie numer Bestii – 997! [i do wujka Butcha:-)! – red.].

W Krakowie odbędzie się za kilka dni duży koncert upamiętniający Wasze dziesięcioletnie urodziny. Wystąpi na nim kilka kapel, które ostatnimi czasy powróciły do grania koncertów (CRYPTIC TALES, HELLIAS). Czy któryś z tych zespołów jest Ci w jakiś sposób muzycznie bliski?

Dla mnie, z oczywistych względów, najbliższym zespołem z tego składu jest SCEPTIC. Byłem członkiem tego bandu, nagrałem z nimi jedną płytę i zagrałem kilka koncertów. Także muzycznie ich styl jest najbliższy mojemu sercu. Inny krakowski zespół, który darzę wielkim uznaniem, to ATROPHIA RED SUN, chociaż oni akurat nie wystąpią na naszym rocznicowym gigu. Mam nadzieję, że atmosfera w „Rotundzie” dopisze tego dnia i będziemy mogli zobaczyć na jednej scenie najlepsze kapele z naszego miasta.

Jakie macie plany na przyszłość? Myślicie może o jakiejś płycie koncertowej, zagranicznej trasie, kolejnym DVD?

Niestety wydanie płyty koncertowej bądź też DVD leży w gestii wytwórni, a nie naszej. Zobaczymy, co zaoferuje nam w przyszłości Mystic, ale póki co, nie słyszałem o podobnych zamiarach z ich strony. Nasze najbliższe plany to oczywiście trasa koncertowa oraz promocja najnowszego albumu „Anshur-Za”.

Wielkie dzięki za poświęcenie swojego czasu dla naszych czytelników! Ze swojej strony życzę Wam kolejnych udanych dziesięciu lat muzycznej kariery! Ostatnie słowa należą oczywiście do Ciebie! Do następnego!

Dzięki za wywiad oraz za ciepłe słowa pod adresem zespołu. Pozdrawiam wszystkich naszych fanów. Myślę, że album „Anshur-Za” nie rozczaruje Waszych oczekiwań. Do zobaczenia na koncertach!

[Sabian]

Thy Disease, Darek Styczeń, management@creative-music.pl; tel. 509484514; www.thydisease.com, www.myspace.com/thydisease