THY FLESH Thymiama Mannan `14

CD `14 (Odium Rec.)
Ocena: 4,5/6
Gatunek: black metal

Przepastność metalowego undergroundu nie przestaje mnie zadziwiać – skoro taki THY FLESH pojawia się praktycznie znikąd i nagrywa jedną z milszych niespodzianek roku 2014, to co się dzieje tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden recenzent?;) Ale po kolei… THY FLESH powstał w Grecji w 2004 r. jako zespół thrash metalowy, nagrywając demo „Concept for the Devil”. Potem, jak to w takich historiach bywa, rozpadł się z powodu różnic w kwestiach muzycznych oraz braku zainteresowania wytwórni, by powrócić w zmienionym składzie w 2011 roku. Zmianie uległ też gatunek wykonywanej muzyki, na „black metal dotknięty szaleństwem z tekstami inspirowanymi „Ritual Poetry”, książką napisaną przez założyciela grupy; THY FLESH promuje wandalizm, filozofię, ezoterykę i nieład” (to nie ja, tylko cytat z materiałów promocyjnych). Tyle w kwestiach historyczno-programowych – teraz przejdźmy do zawartości „Thymiama Mannan”, debiutanckiej płyty zespołu z 2014 r.. Już pierwszy kontakt z otwierającym album numerem tytułowym nie pozostawia wąpliwości, co się będzie działo: łacińsko-angielsko-grecka inwokacja oprawiona w utrzymaną w średnim tempie black metalową jazdę, nie stroniącą jednak od okazjonalnych wybuchów agresji. Wszystko skrojone wg. obowiązujących standardów religijnego black metalu (FUNERAL MIST, MARDUK, WATAIN, wstawcie tu swoje ulubione nazwy), co nie jest niespodzianką, skoro materiał był miksowany w szwedzkim Necromorbus Studio znanego tu i ówdzie Tore Gunnara Stjerna. Następny utwór, „Final Nights”, podkręca tempo, pozostając jednak w tej samej stylistyce i chociaż nie ma w nim nic, czego byśmy już nie słyszeli, jednak trzyma poziom, o którym sporo innych kapel może tylko pomarzyć. Gdyby jednak całość „Thymiama Mannan”, wypełniało takie poprawne, ale jednak przewidywalne granie, pewnie nie okazałbym entuzjazmu. Siłą tej muzyki jest różnorodność – niezależnie, czy jest to najbardziej „przebojowy”, kojarzący się z SHINING „Rape Magic”, czy też utrzymany w klasycznym, norweskim stylu „Silver Tongue Devil”, w każdej z tych odsłon THY FLESH prezentuje się równie dobrze, zapobiegając znużeniu słuchacza. Nad wszystkim unosi się też charakterystyczny dla greckiej sceny okultystyczny klimat, podkręcający odbiór całości. Na koniec, dla wytchnienia klawiszowa miniatura „Extremity Unbound” i można zacząć słuchać od początku… Gdyby przyznawano medale za dźwiękowe innowacje, to kandydatura THY FLESH nie trafiłaby nawet pod obrady, ale jeśli szukacie po prostu dobrej, choć niekoniecznie odkrywczej muzyki, to trafiliście pod właściwy adres. Jeśli dodatkowo ciekawi was, co powstałoby ze skrzyżowania patentów późnego MARDUK ze szwedzkim SHINING, podlanego greckim, okultystyczym sosem, to nie musicie już dłużej szukać. Sięgnijcie po album THY FLESH „Thymiama Mannan”. [Michał Pawełczyk]

Thy Flesh, source@thyflesh.org; www.thyflesh.org, www.facebook.com/thyflesh, www.thyflesh.bandcamp.com
Odium Rec., Shadow, P.O.Box 66, 10-001 Olsztyn 1; info@odiumrex.com; www.odiumrex.com, www.facebook.com/odrumrex Oxandrolon