TIDES FROM NEBULA, BLANK FACES, THIS GREAT END – 22.10.2011, Wrocław

tfn_net_miniEarthshine Tour 2011:

TIDES FROM NEBULA, BLANK FACES, 

THIS GREAT END

22.10.2011, Wrocław, “Firlej”

W ramach Earthshine Tour 2011, we wrocławskim klubie „Firlej”, mieliśmy przyjemność zobaczyć zespół TIDES FROM NEBULA.
Klub przywitał nas morzem ludzi. Byłem tam już wielokrotnie, ale dawno nie widziałem takiego tłumu. O liczbie osób niech świadczy to, że pula biletów w przedsprzedaży została wyczerpana.

Impreza rozpoczęła się około godziny 19. Jako pierwszy na scenie pojawiła się grupa THIS GREAT END (jak się później okazało, laureat konkursu „Młody Wrocław”, o czym z zasłużoną dumą poinformowali ze sceny). Ten młody band, który powstał w 2010 r., a jego charakter muzyczny ukształtował się całkiem niedawno (śmiem powiedzieć, że ciągle się hartuje), ma wyraźną tendencję wznoszącą. Na koncercie zaprezentowali się naprawdę dobrze. Ten eksperymentalny post-rock ma swoich fanów, a nie jest to przecież najprostsza w odbiorze muzyczka. Kwartet instrumentalistów bazujących na nutkach rozbijających się o ściany dźwięku, a ja… z ciekawością czekam na ich debiutancką płytę.

Kolejna wrocławska grupa, BLANK FACES, okazała się nieco mocniejsza, mroczniejsza i zdecydowanie… dobrze grająca. To też, najprościej mówiąc, instrumentalny post-rock, z dużym wskazaniem na TOOL i NEUROSIS (jeżeli chodzi o „starych” mistrzów). Jest to jednak znaczne uproszczenie w stosunku do tej niełatwej do opisania muzyki, gdyż tej nawałnicy riffów, przeplatanej plamami spokoju, nie dało się odmówić dozy oryginalności. Nie była to może bardzo zróżnicowana muza, ale wielu osobom podobała się nawet bardziej niż „główne danie wieczoru”. Co ciekawe, spotkałem się z określeniem, że: „brzmią jak ciemna strona TIDES FROM NEBULA”. Kapela promowała płytę „Freefall”.

TIDES FROM NEBULA to zespół cieszący się coraz większą estymą, wśród fanów ambitnego grania, na całym świecie. Grupa ma na swoim koncie dwa albumy: „Aura” oraz „Eartshine” (wyprodukowany razem ze Zbigniewem Praisnerem). Czterej warszawiacy ze sceny każdym dźwiękiem udowodnili, że w sztuce czarowania muzyką i malowania nią historii, nie tyle wymagających wyobraźni, co ją rozbudzających, nie jest potrzebne wypowiadanie (wyśpiewywanie) słów. W tym instrumentalnym opowiadaniu muzycy TIDES FROM NEBULA są mistrzami. Zespół promował głównie album „Earthshine”. Nie zabrakło jednak też i „Aury”, i z tej właśnie płyty piosenki były mocniejsze, nieco mniej melancholijne, a nawet bardziej… surowe. Wydaje się też, że osłuchanie z tamtym albumem działało na jego korzyść, bowiem domagano się utworów z niego pochodzacych. Koncert okazał się pewnego rodzaju wydarzeniem muzycznym, a część osób, która dopiero poznała Tidesów, została ich fanami. Zgromadzone osoby były naprawę poruszone, chciały więcej i więcej, na co jeden z muzyków odpowiedział: „Mamy tylko dwa albumy”. Prawda, ale jakie!

[Yan-us]