TIEBREAKER Death Tunes `16

„Death Tunes” to moje pierwsze spotkanie z norweskim TIEBREAKER, a jest to drugi album zespołu, wydany w barwach Karisma Records. Tytuł płyty może sugerować jakieś ciężkie dźwięki, jednak mylnie, bo muzyka oscyluje w ramach rocka i stoner rocka. Jest stosunkowo lekka i melodyjna, z posmakiem bluesa, nierzadko spokojna. Próbuję docenić twórczość TIEBREAKER, jednak nie trafia do mnie. Jest w tej muzyce coś mulącego, nie wiem, dokładnie co: może to przykurzone stonerowe brzmienie, które mnie nie przekonuje, może ogólnie za niski pierwiastek energii, może zbyt „anemiczny” wokalista… Większość utworów upływa w wolnych i średnich tempach, brzmi zachowawczo, gitarzyści są nieśmiali, brakuje mi tutaj przyśpieszeń, mocniejszego uderzenia, jakiegoś przytupu, czegoś, co by zostało w pamięci po przesłuchaniu „Death Tunes” (utwory „Hell” i „Killer” to trochę mało). A może wybrzydzam, bo generalnie stylistyka, w której obraca się kapela, to „not my cup of coffee”?! Pewnie tak… Wydawca poleca TIEBREAKER fanom RIVAL SONS, THE HELLACOPTERS i KVELERTAK, a ja fanką tych formacji nie jestem, a raczej słyszę na „Death Tunes” elementy przypominające mi BLACK SABBATH i nasz DŻEM z Ryśkiem Riedlem: dokładnie w cudnie płynącej balladzie „Heavy Lifting”, która zamyka album, tak więc ostatecznie warto wytrwać do końca krążka. [Kasia]

Tiebreaker, www.facebook.com/tiebreakerofficial, www.tiebreaker.bandcamp.com
Karisma Rec., Postboks 472, 5805 Bergen, Norway; post@karismarecords.no; www.karismarecords.no