To se ne vrati

 

To se ne vrati…

W sumie to nie wiem, czy tak się to pisze, ale szczerze mówiąc, wali mnie to, skoro w ogólnopolskich gazetach w tytule widnieje np. „Na wakacje do Kołobrzegu”… Ale nie o tym miałem pisać…
Pewnie nie tylko ja tak mam, ale i wielu starych ludzi słuchających jeszcze metalu, że coraz rzadziej sięgam po coś nowego z tej muzyki. Dlaczego? Dobre pytanie, w sumie sam nie wiem do końca, czemu się tak dzieje. Po części pewnie dlatego, że przestałem po części rozumieć dzisiejszy metal (poza tym, to co teraz uważane jest za muzykę metalową oficjalnie, dla mnie jest po prostu rock’iem, no może hard rock’iem, zresztą – skoro ŁZY jest uważany za zespół gotycki, to czemu ja się dziwię…), a po części dlatego, że niewiele nowego w tej muzyce się dzieje…

ImageTak, czasem wolę zagłębić się w swoich starociach, dla mnie ciągle żywych, ciągle świeżych i wciąż najlepszych. Niestety, jednak prawie wcale nieznanych dla tych, którzy mienią się dzisiaj być fanami muzyki metalowej. Pewnie powiecie, że przyfruwam, więc dlaczego dzieje się tak, że rozmowa z małolatem twierdzącym, że jest fanem KAT`a może odbywać się tylko na płaszczyźnie „Ballad” i późniejszych płyt? Jakiś czas temu Kuba – mój pierwszy współtwórca „Atmo” – opowiadał mi jak to na jakimś underground’owym koncercie spiknął się z gościem w rozmowie o rzeczonym KAT`cie. Fan ów na tytuły „666”, „Bastard” czy „Oddech umarłych światów” (nie wspominając już o „Ostatnim taborze” czy koncertówkach) wzruszył tylko ramionami, po czym wyzwał go od pozerów i w ogóle stwierdził, ze Kuba nie jest metalowcem, bo na takiego nie wygląda czy coś… Niestety nie jest to odosobniony przypadek. Sam na koncertach od pewnego czasu czułem się jak na przedszkolnej rewii mody, ale…

ImageZebrało mnie tak na wspominki, gdyż znalazłem dzisiaj kasetę „Horda Goga” DRAGON’a. Słuchałem jej po raz pierwszy po przeprowadzce i co stwierdziłem? Ano tylko tyle, że wtedy to robiło się muzykę. Czy ktoś zna jeszcze ten zespół? Materiał na „Hordę Goga” nagrany został w 1989 roku, a więc ma teraz 17 lat – tyle samo co połowa dzisiejszych metalowców – i rok później wydany przez WIFON na licencji Metal Mind Prod., wytwórni, która dopiero co zdobywała sobie swoją dzisiejszą „sławę”. DRAGON w owym czasie przedstawiał się bardzo ciekawie. Pierwszym plusem (jak dla mnie) były polskie teksty, na których niejedna ówczesna blackmetalowa horda mogłaby się wzorować. Tytuły mówią same za siebie: „Kapłani zdrady”, „Siedem czasz gniewu”, „Wieczne odpoczywanie”, „Beliar”, „Horda Goga” itd. Połączenie heavy metalu w muzyce (i w niektórych warstwach wokalnych) z thrash, death i black metalem, okraszone prędkością speed metalu (kiedyś istniał taki gatunek, dziś chyba już zapomniany) dało nieziemskie połączenie. A jeśli do tego dodam, że można tam też znaleźć solówki rodem z pierwszych płyt KAT’a, to co niektórzy już powinni poderwać się do poszukiwań. Później, ku mojej rozpaczy, DRAGON obrał inną ścieżkę muzyczną i skierował się w ramiona królującego wówczas death metalu stając się jednym z setek podobnych sobie zespołów. I mimo wszystko, że startował w czasach sprzyjających takim zespołom (popatrzcie na VADER`a, który jest tego najdoskonalszym przykładem – oni po prostu znaleźli się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu – nic więcej), nie odniósł większych sukcesów. Niestety, cóż można jeszcze powiedzieć o DRAGON’ie, chyba tylko zacytować ich samych, a więc „Pokój duszom zmarłym daj Panie…”

Następnym zespołem, o jakim chciałem tu wspomnieć, jest MORDOR. Zespół ten nadal egzystuje (a przynajmniej istniał do niedawna), jednak porusza się już w zupełnie innych rejonach muzycznych niż kiedyś.
ImageJest rok 1992 i wspomniany wcześniej Metal Mind wydaje oficjalnie pierwsze dziecko zespołu – „Nothing”. Jest to rasowy doom metal wzorowany na wczesnej twórczości PARADISE LOST, co zresztą widać od razu po choćby pobieżnym przestudiowaniu wkładki, gdyż drugą stronę kasety otwiera „Eternal” wspomnianych wyżej Anglików. Intro też zostało zapożyczone nie od byle kogo, bo od zespołu LAIBACH. W zespole tym na początku udzielał się najbardziej eksploatowany perkusista polskiego podziemia Gerard Niemczyk, który swego czasu grał chyba w kilkunastu zespołach na raz (:-))…
MORDOR z kolei obrał później nieco inną drogę kierując się na następnych wydawnictwach w stronę większej melodyki i rock’owej progresywności kosztem ciężkości brzmienia. Jednakowoż nadal tworzyli coś oryginalnego na owe czasy eksperymentując chociażby z żeńskimi wokalami (gościnny udział Anji Orthodox na drugim materiale „Prayer To…”), a w konsekwencji całkiem zatracając się w rock’u progresywnym.
Nie twierdzę oczywiście, że była to muzyka oryginalna. Nic w tych czasach w Polsce nie było oryginalne, tak więc i muzyka metalowa rodząca się niejako od podstaw w postkomunistycznym kraju musiała skądś czerpać wzorce, by dopiero po paru latach dorobić się czegoś swojego.

Image Tak na przykład było z płocką grupą HAZAEL, która startowała w 1990 roku demówką „Chapel Of Doom”. Dwa lata później grupa nagrała drugi materiał „Clairvoyance”, wydany przez debiutującą wówczas Metalstorm Rec. Potem, o ile się nie mylę, nadszedł czas na płytę „Thor”, która już swym tytułem sugerowała rodzaj, jaki w tych czasach królował w death metalu. Później szkalowano zespół na wszystkie możliwe sposoby, gdyż jak minął czas skandynawskiego death metalu, a nadeszła moda na słowiańszczyznę, to i HAZAEL nagrał płytę w tych klimatach („When The Sun Is Dead”). Potem kłopoty z Century Media zmusiły Mariusza i resztę grupy do zaprzestania działalności. Jednak zdołali oni wydać jeszcze w Polsce ostatnią swoją płytę i tak w 1996 r. światło dzienne ujrzała za sprawą Ceremony Rec. ze Świecia płyta „The Kiss And Other Movements”. Jednak niczym nie przypominała ona dokonań grupy, która mimo że zmagała się z nienawiścią (głównie za to, że udało się jej pozyskać zagraniczny kontrakt płytowy), potrafiła stworzyć muzykę na miarę ówczesnego europejskiego poziomu.

Wiem, że przedstawiłem tutaj jedynie skromny wycinek tego, co się działo wtedy w podziemiu. Może w następnym numerze coś jeszcze napiszę, jeśli będzie taka potrzeba z Waszej strony… W tych jakże ciekawych czasach w Polsce istniało sporo obiecujących grup, które niestety nie wyszły z głębokiego podziemia, jak choćby UNNAMED, GROAN, MORSUN DIABOLI, NOSTRADAMUS, SHADE, STONEHENGE, a których warto by było sobie czasem posłuchać chociażby po to, aby zobaczyć jak wyglądał świat polskiego underground’u w ubiegłym stuleciu.

[Paweł / Atmosheric #12]