TRAUMA: Brutalny świat za oknami

trauma_logoTRAUMA w tej chwili święci swoje małe triumfy za sprawą najnowszej płyty „Karma Obscura”. Promują swoje dzieło na koncertach nie tylko jako gwiazda wieczoru, ale także u boku takich uznanych firm jak NILE, z którymi udało im się zagrać dwa koncerty w naszym kraju. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że wszystkie swoje mniejsze i większe sukcesy zawdzięczają w ogromnej większości własnemu uporowi i pracy. I za to wielki szacunek dla Mistera, z którym porozmawiałem o wielu różnych sprawach.

Hej Mister! Witam ponownie na łamach Atmospheric’a!

Cześć Paweł. Miło ponownie porozcierać trochę tematy i generalnie gościć na łamach Atmo.

Jesteście dopiero co po koncertach z NILE więc wypadało by podzielić się wrażeniami:). Jako że promocją zespołu zajmujecie się sami, to ciekawi mnie, jak doszło do tego, że to właśnie m.in. TRAUMA supportowała egipskich bogów;).

Wspólne granie z wyborowymi zespołami ma zawsze niemal same zalety. Rasowy band zawsze jest w stanie czymś zaskoczyć, zawrócić w głowie niczym niezła laska napalonemu facetowi haha. Jest w tym jakaś magia i niesamowita energia, z którą się zderzasz jako odbiorca i czujesz całym sobą jej niesamowitą moc. Nawet takiemu wyjadaczowi jak ja czasem spada beret z głowy, jak widzę na scenie mistrzów, którzy biczują maniax pod sceną bezlitosnymi ciosami i nie biorą jeńców. Możliwość obcowania z prawdziwą sztuką i podpatrywania pewnych rzeczy, nauczenia się nowych patentów jest lekcją bezcenną. Nigdy nie jest tak, że człowiek wie wszystko. Mimo tak olbrzymiego bagażu doświadczeń, jaki targam na swoim krzyżu, wciąż się czegoś uczę, dzięki czemu nadal się rozwijam. Sama konfrontacja przynosi wiele pozytywów dla zespołu, jeśli masz w sobie pokorę, dystans i jesteś otwarty na zmiany. Ponad to wszystko zawsze jest miło zobaczyć i posłuchać dobrej muzy na żywca, poznawać ludzi z innych zespołów i podpatrywać ich w akcji, licząc, że czegoś Cię nauczą. Trzeba mieć dystans do siebie i posiadać zdolność w miarę obiektywnej samooceny. Trzeba też umieć wyciągać wnioski, żeby zespół był w stanie się rozwijać.

Prywatnie bardzo lubię i cenie muzykę NILE, więc tym bardziej cieszę się ze sposobności zagrania razem. Zresztą każdy z nas lubi ich muzykę i wszyscy cieszyliśmy się na myśl o tych koncertach. Jak do tego doszło? Nie wiąże się z tym żadna zawiła i podstępna historia, po prostu zapytaliśmy organizatora tej trasy, czy istniałaby możliwość, aby TRAUMA mogła zagrać przed NILE i tyle. Podaliśmy rozsądne warunki, na które agencja się zgodziła i to cały ambaras. Z drugiej strony nie wypadliśmy sroce spod ogona. Ludziska nas znają i cenią, więc byliśmy mocnym suportem dla Amerykanów na polskiej ziemi. Mięliśmy zresztą fantastyczne przyjecie w Warszawie i we Wrocławiu, za co chciałbym serdecznie podziękować, korzystając z okazji.

Jak wspomnieliśmy, TRAUMA nie ma menadżera, wytwórnia też się za bardzo Wami nie interesuje, jednym słowem zbieracie tylko to, co sami posiejecie, także w kontekście ostatnio wydanego albumu „Karma Obscura”. Jak wyglądają zatem Wasze dotychczasowe plony?

Nie chciałbym tutaj  nikogo oczerniać i obwiniać za wszelkie niepowodzenia mojego zespołu. Prawda jest taka, że sami jesteśmy kowalami własnego losu i ponosimy pełną odpowiedzialność za to kim i w jakim położeniu dziś jesteśmy. Owszem, nie mamy managera i faktycznie ciężko jest zapanować nad wszystkim, ale nikt nie obiecywał mi nigdy, że droga, którą zmierzam, to autobana. Nie chcę lalusiować i psioczyć niczym ośmiolatek, któremu mama zarekwirowała procę. Trudno się mówi, nie zamierzam się tu użalać i biadolić. Jesteśmy zespołem undergroundowym i naszym celem nie jest wcale wdrapywanie się na szczyt, a zwyczajne tworzenie muzy, granie małych klubowych koncertów i czerpanie z tego mega frajdy jak dotychczas. Niektórzy z nas mają dobrą pracę i nie mogą być w pełnej dyspozycyjni dla zespołu w każdym momencie. Nie mamy ciśnienia na karierę, ani ambicji, by zostać celebrytami, także cieszy nas to, co uda się skomponować, nagrać, zgrać czy wydać. Celem naszego zespołu nie jest podbijanie oficjalnego rynku i trzaskanie mamony na hitach TRAUMY. Chcemy żyć muzyką, a nie z niej. Bycie zawodowcem czasem zadeptuje pasje do grania i szacunek dla siebie i własnego instrumentu. Nie mamy managera i nigdy nie mięliśmy. Dlaczego? Hmmm… Nie poznałem nigdy nikogo odpowiedniego, kto by chciał pracować z takim zespołem jak nasz, w dodatku dla rozrywki czy też zabawy, bo hajcem to my raczej nie pachniemy. Pytasz o plony. Niewiele się u nas dzieje i nie ma co tu pompować klaty. Staramy się grać jak najwięcej koncertów, nagrywać kolejne płyty i zbierać to, co zakiełkuje na tej piaszczystej ziemi. To w zasadzie wszystko.

TRAUMA_1

W wywiadzie dla pandemoneon.pl powiedziałeś, że muzyka nie obroni się sama. Słowa te, dość tragiczne w swoim wydźwięku, brzmią jeszcze gorzej, gdy zestawimy je z ilością płyt, które do tej pory nagrałeś wraz z TRAUMĄ. Siedem albumów to przecież niebagatelna ilość, a mimo wszystko walczycie o byt na równi z debiutantami. Zastanawiam się wobec tego, dlaczego zdecydowaliście się ponownie zaistnieć pod logiem Witching Hour Records? Czyżby promocja poprzedniej płyty (notabene bardzo ciekawie wydanej na winylu) była aż tak obiecująca? Nie dało się wygasić kontraktu i poszukać szczęścia gdzieś indziej?

Myślę, że nietrudno jest mi przyznać rację w tym stwierdzeniu. Teraz jest taki wysyp zespołów, muzyki i czego tam jeszcze chcesz, że przebiciu się przez ten cały szajs musi towarzyszyć wyjątkowo dobra kampania promocyjna, nuklearny skuteczny skandal, bądź zmyślna i szczwana intryga, która zwróci uwagę na danego wykonawcę. Nieważne, czy się pisze o kimś dobrze czy źle, ważne jest, aby się w ogóle pisało. Brutalny świat dziś mamy za oknami, nikogo nie interesują normalni faceci grający metal. Nie wszystko jest w życiu takie piękne i słodkie jak bombonierki na taśmie u Wedla. Smród gówna zawsze zwycięży woń delicji, a ludziom i tak się wciśnie kit, że to wyjątkowy rarytas. Nie chce tu uchodzić za świętego Mistera z Asyżu, ale trochę mnie to przerasta i nie bardzo chce mi się uczestniczyć w tym syfie. Wolimy być jako zespół jednak trochę w cieniu, niż wystawiać dupsko pod byle latarnią, by cokolwiek na tym zyskać.

Z Witching Hour Prod. na początku było wszystko ok. Firma w pewnym momencie działała nawet z rozmachem, wierzyliśmy, że skorzystamy na tym i dostaniemy większe wsparcie od nich. Bart zaproponował nam kontrakt na dwa albumy, dostaliśmy dobry budżet na obie sesje w Hertz Studio, a to nie są małe pieniądze i choć z problemami, to jednak dotrzymał słowa i opłacił obie sesje nagraniowe. Z tym szukaniem szczęścia, tak jak się wyraziłeś, gdzieś indziej w dzisiejszych czasach różnie bywa. Myślisz, że zachodnie firmy fonograficzne zabijają się o kapele z naszego kraju? Jeśli nie jesteś ze Stanów, Szwecji, Niemiec bądź z Francji, to jesteś skazany na niebyt. Udało się nielicznym krajowym zespołom wypłynąć, ale to są wyjątki.

Bardziej myślałem o Pagan czy innym Mystic… Wiadomo, że „Karma Obscura” nie doczeka się winylowego wydania, jak to było z „Archetype Of Chaos”, przynajmniej jeśli chodzi o Witching Hour. Nie korci Cię, by poszukać takiej możliwości gdzieś indziej? Witching Hour zrezygnowało z tego rodzaju nośnika, tłumacząc się deficytowością tego typu przedsięwzięcia, ale przecież od dawna wiadomo, że winyl jest wydawnictwem kolekcjonerskim, a nie komercyjnym (jeśli tak można nazwać wydawanie CD z muzyką metalową).

No niestety tak nieciekawie wygląda to dzisiaj. Muzyka TRAUMY ponoć nie nadaje się, aby wydawać ją w formie analogowej płyty; wytwórnia twierdzi, że byłoby to przedsięwzięcie deficytowe i trudno się dziwić, że nie chcą umoczyć dupska. Staram się to zrozumieć i nie żywię w związku z tym żadnej urazy do Bartka. Przyznam jednak, że jest mi z tego powodu trochę przykro, ale z drugiej strony nie jesteśmy przecież żadnym wielkim zespołem, żeby artykuły TRAUMY, że się tak brzydko wyrażę, przynosiły same korzyści naszemu wydawcy. Kalkulator nie kłamie, a firma musi zarabiać na swoich wydawnictwach. CDs TRAUMY zawsze sprzedawały się przyzwoicie, więc po co zawracać sobie głowę taką inwestycją. Z drugiej jednak strony w 100% zgadzam się też z Twoim ostatnim stwierdzeniem, iż winyl ma bardziej kolekcjonerskie przeznaczenie i oczywiście szukamy ewentualnej wytwórni, która wypuściłaby „Karma Obscura” na czarnym blacie. Jaki będzie tego efekt – zobaczymy. Nie jestem dziś w stanie zagwarantować, że uda się ten temat zakończyć, tak jakbyśmy tego sobie życzyli, ale trzeba być zawsze dobrej myśli.

Jak już zawędrowaliśmy w rejony winylowej wersji „Archetype Of Chaos”, to ciekawy jestem, dlaczego postanowiliście zmienić front cover? Osobiście bardziej przypadła mi do gustu okładka z tej właśnie wersji niż z CD, a jaki jest Twój typ? Mieliście przygotowane dwie wersje okładki i szkoda było marnować, czy co?

Szczerze mówiąc, to nie była nasza koncepcja. Bart zaproponował nam takie rozwiązanie i uznaliśmy to za ciekawy pomysł, dlatego zdecydowaliśmy się, aby winyl miał zmienioną szatę graficzną. Nie mięliśmy przygotowanych dwóch wersji okładek, każdą z nich wykonał inny grafik. Pierwsza, ta z wersji CD to praca Xaaya, krakowskiego artysty, którego znacie pewnie z okładek NILE, BEHEMOTH, CEREBRUM, GORTAL czy REDEMPTOR. Wersja layoutu i front cover z wydania analogowego „Archetype Of Chaos” to dzieło pochodzącej ze Śląska agencji graficznej Mentalporn, a konkretniej człowieka skrywającego się pod pseudonimem Qras. Projektował mnóstwo okładek, merchendise‘u dla wielu zespołów jak choćby MASACHIST, FRONTSIDE, HELL-BORN, MOON, HUNTER, ANTIGAMA etc. Jeśli mam być z Tobą szczery, to obie prace podobają mi się bardzo i nie potrafię wskazać tej lepszej.

trauma_carma_obscuraPrzyglądając się okładce do „Karma Obscura” siłą rzeczy dostrzega się jej symbolikę. Ying i Yang, życie i śmierć – to pierwsze skojarzenia, które przychodzą na myśl. Ma to odzwierciedlenie w tekstach, czy po prostu jest to fajny obrazek?

Nie będę interpretował naszych tekstów, okładek etc. Nigdy tego nie robię i sadzę, że nie jest to konieczne, bo przecież teksty wydrukowane są na wszystkich naszych wydawnictwach, a covery widać jak na dłoni i nie trzeba chyba do nich komentarza. Wierzę, że ludzie, którzy słuchają naszej muzyki i interesują się tym, co chcemy przekazać za pośrednictwem twórczości TRAUMY, nie są kompletnymi zidiociałymi debilami, którzy potrzebują instrukcji obsługi i jakichkolwiek wyjaśnień do naszych wydawnictw. Lubię kiedy ludziska sami odkrywają pewne rzeczy, interpretują teksty Chudego na swój sposób. Ja od siebie mogę jedynie zachęcać do tego.

Kiedyś, zapewne za czasów THANATOS, sam pisałeś teksty, potem, słusznie poniekąd, oddałeś tę działkę wokalistom, gdyż stwierdziłeś, że śpiewając nieswoje teksty nie jest się w stanie odpowiednio ich wyrazić (lub coś w tym stylu). W takim razie jak Ty zapatrujesz się na teksty pisane dla TRAUMY? Jest Ci wszystko jedno, o czym one są? Nigdy nie chcesz narzucać swojej interpretacji słuchaczom i nie dajesz się do tego namówić w wywiadach…

Na początku faktycznie zajmowałem się również pisaniem liryk dla TRAUMY, a jeszcze wcześniej dla THANATOS, którego byłem członkiem. Mniej więcej od albumu „Suffocated In Slumber” przestałem się tym zajmować, skupiając swą uwagę wyłącznie na komponowaniu muzyki. Dlaczego? Jesteś dobrze poinformowany, masz rację – uważam, że wokalista, kiedy sam pisze, bardziej jest zaangażowany w partie wokalu, bardziej je czuje. Dla mnie tekst jest równie istotny jak muza, to musi być zawsze jeden spójny przekaz z muzyką. Teksty  na ostatnią płytę TRAUMY w całości przygotował Chudy i miał w 100% wolną rękę w kwestii doboru tematów i tego, jak zamierzał pewne kwestie w nich przedstawić. Niczego mu nie sugerowałem, ani nie poddawałem żadnej cenzurze. Artur napisał teksciory zgodne w 100% z własnymi odczuciami, więc są szczere i prawdziwe…

Na to, by zrealizować nagrania do „Archetype Of Chaos”, wyłożyłeś gotówkę z własnej kieszeni, ryzykując, że nikt Ci jej nie zwróci. I znów z jednej strony sytuacja niby normalna w undergroundzie, ale w zasadzie dla debiutantów… Czy z nagraniem najnowszej płyty też wiąże się jakaś traumatyczna, że tak powiem, historia?

To prawda, za nagranie „Archetype Of Chaos” zapłaciłem z własnej kieszeni i nie była to mała kwota, uznałem jednak, że w tamtym czasie będzie to najlepsze rozwiązanie dla naszego zespołu i dla materiału, który chcieliśmy wówczas wyprodukować. To był dla naszego zespołu  dosyć  trudny okres. Byliśmy bez kontraktu, a ja chciałem nagrać tą płytę, jak najlepiej się da i kontrolować cały proces produkcji tego materiału w 100%. Zależało mi, abyśmy pracowali własnym tempem, jak podczas poprzednich sesji nagraniowych. Chciałem, żeby studio było opłacone na czas i aby załatwione to było w sposób jaki ja preferuję. Nagrywaliśmy w naszym ulubionym studiu nagraniowym Hertz, które, powiedzmy sobie szczerze, nie należy do tanich. Pracowaliśmy w normalnym wymiarze godzin, w jakim zawsze pracujemy, bez oszczędzania i chodzenia na skróty, więc cała ta impreza musiała być kosztowna. Zależało mi na rasowym brzmieniu i wiedziałem, że bez odpowiednich zasobów finansowych nie uda się wyprodukować tego albumu w sposób, jaki by nas zadowalał. Byłem zdania, że jeśli będziemy mieli w ręku nowy, wyśmienity album TRAUMY i wyprodukujemy go należycie, to uda się znaleźć wydawcę i odzyskać siano i na szczęście tak też się stało, ku naszej uciesze. Mi osobiście kamień spadający z serca nawet przygniótł trochę stopę haha.

Jeśli chodzi o najnowszy album „Karma Obscura”, to sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Sesję nagraniową finansowała nasza wytwórnia, więc z jednej strony spadło nam z barków obciążenie z tym związane, z drugiej jednak strony straciliśmy kontrolę nad całym tym procesem. Witching Hour Prod. nie było w stanie uregulować opłaty za studio w terminie, w jakim my chcieliśmy skończyć prace w studiu i w związku z tym zrodziła się mega obsuwa w ukończeniu tej płyty. Nagraliśmy wszystkie ślady instrumentów planowo, podczas pierwszej fazy sesji nagraniowej. Na miks i mastering czekaliśmy jednak ponad rok. Firma wpadła w problemy finansowe i musieliśmy czekać, aż Bart się pozbiera do kupy, przynajmniej na tyle, żeby ukończyć sesje TRAUMY i wydać w końcu „Karma Obscura”.

A jako że historia lubi się powtarzać, to znów zawitaliście do Hertz Studio. Chyba polubiliście komfort nagrywania w miejscu, które bardzo dobrze znacie i wiecie, co możecie z niego wyciągnąć, co?

Tak, bardzo polubiliśmy warunki, jakie panują w tym studio. Nie mamy ambicji odwiedzania wszystkich studiów nagraniowych w kraju. Zawsze dobrze czuliśmy się w białostockim Hertzu i wracam tam jak bumerang. To miejsce zmienia się i rozwija w tempie, w jakim my nagrywamy kolejne płyty. Za każdym kolejnym razem, kiedy odwiedzamy to fantastyczne studio, jest ono świeżo po remoncie. To nie ma jakiejś ściany, to nie ma okien, przez które zawsze wyglądałem z reżyserki na ogródek, to znowu jest nowe pomieszczenie, którego nie było i cała masa nowego, bardzo drogiego sprzętu, który pomaga osiągać coraz lepsze brzmieniowe rezultaty w finale. Poza tym mamy wszyscy ogromne zaufanie zarówno do Sławka, jak i Wojtka Wiesławskich, z którymi znamy się jak łyse konie. Pracujemy ze sobą od niemal 15 lat i jesteśmy zadowoleni z brzmienia naszych wspólnie wyprodukowanych w kooperacji z chłopakami albumów TRAUMY. Naprawiać coś, co dobrze funkcjonuje, byłoby absurdem.

reklama-trauma-650x100_an

Muzyka na „Karma Obscura” przypadła mi bardziej do gustu niż ta zawarta na „Archetype Of Chaos” i – być może mogę się tu mylić, gdyż dość rzadko sięgam po swoje winyle, bo mi ich po prostu szkoda hehe – mam wrażenie, że „Karma Obscura” jest bardziej przestrzennym albumem, może nawet najbardziej ze wszystkich, które znam. Pomimo skomasowania dźwięków, jest w nich sporo miejsca na oddech, przez co jest to samonośna muza, nie przytłaczająca, nie męcząca, a przykuwająca jednocześnie uwagę podczas słuchania.

Dzięki, to miło, że nasza karma Ci zasmakowała:-). Staram się komponować muzykę w 100% zgodną z moim odczuwaniem, postrzeganiem świata wokół mnie i zgodną przede wszystkim ze mną samym. Po prostu taką, jakiej sam lubię najbardziej słuchać jako odbiorca i fan metalu. Ja, w przeciwieństwie do Ciebie, lubię zarówno „Archetype Of Chaos”, jak i najnowszą produkcję. Nie jestem jednak obiektywny, więc nie będę wyrażał swoich prywatnych opinii. Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że przy takim dorobku płytowym, jaki ma TRAUMA, nie jesteśmy w stanie każdą płytą zadowolić wszystkich fanów i szczerze mówiąc nawet nie staramy się tego robić. Cieszy mnie jednak fakt, że ludziska nie podają jednej i tej samej płyty TRAUMY jako swojej ulubionej z naszej dyskografii. W moim odczuciu to znaczy, że trzymamy równy poziom od wielu lat, a to dla mnie jako twórcy jest niezmiernie istotne. Wiesz, nie da się ukryć, ale zmieniamy się z upływem lat, co nie pozostaje bez wpływu na nasze życie, to jak postrzegamy rzeczywistość, jak rozumujemy wiele zagadnień i w końcu jak tworzymy muzykę TRAUMY. Zmierzamy tak czy owak drogą do ostateczności, a nasza muzyka dojrzewa razem z nami i podlega wpływowi wszelakich życiowych doświadczeń. Nie opieramy się tym zmianom, gdyż są one po prostu naturalne i wynikają z procesu przemijania, nabierania życiowego, jak i muzycznego doświadczenia. Postrzegam to jako rozwój i nie zamierzam się przed nim bronić. Chcę pozostać w swego rodzaju symbiozie ze światem, jaki mnie otacza, niezależnie od tego, czy on mi się podoba, czy nie. Tworząc muzykę jestem w 100% sobą, nikogo nie udaję ani nie naśladuję. To musi być zawsze czysty przekaz, pozbawiony zimnej kalkulacji i stereotypowego podejścia do aranżacji. Dla mnie albo coś swobodnie płynie i klei się w całość, albo jest jak korek w dupie i śmierdzi jak pierd.

Tak samo krąży za mną myśl, że płyta wprawdzie zaczyna się z kopyta, po staremu, do czego nas już przyzwyczaiłeś, ale tym razem w zasadzie ciągle zwalnia i nabiera przestrzeni. Przynajmniej w dwóch ostatnich kawałkach bardziej to słychać.

Tak, to prawda. Lubię jak albumy metalowe zaczynają się bez gry wstępnej, ale zdaję sobie również sprawę, że ta formuła w przypadku TRAUMY została już nieco wyczerpana, gdyż wykorzystaliśmy ją w przeszłości już kilkakrotnie. Prosto w pysk zaczyna się album „DetermiNation”, podobnie kopiący numer otwiera płytę „Neurotic Mass” czy ze starszych krążków na przykład „Suffocated In Sluber”. Nowy album, po krótkim symfonicznym wstępie, zaczyna się mega wolnym, ciężkim i oleistym instrumentalem „The Prelude To Annihilation”, któremu bliżej to CELTIC FROST niż do BRUTAL TRUTH. Szybki, dewastujący song pojawia się dopiero po nim. Na „Archetype Of Chaos” po introdukcji wchodzi „Cortex Deformation”, który jest w średnim tempie i nie należy do najszybszych na płycie. Staramy się nie popadać w schematy i wciąż szukamy nowych rozwiązań, tak abyście nigdy nie byli w stanie przewidzieć, co się za chwilę wydarzy.

Moje wrażenia słuchowe pokrywają się też z Twoim stwierdzeniem, że TRAUMA zaczęła czerpać z innych gatunków, uzupełniając tym swój death metal. Nie jest to może jakaś zastraszająca ilość, ale czuć pewne świeże spojrzenie, co bardzo dobrze słychać chociażby w „The Edge of Depravity”, jego początku czy środkowym zwolnieniu, gdzie pojawia się normalny wokal. Co prawda nazwanie muzyki TRAUMY eklektyczną to jeszcze gruba przesada, a może i potwarz:-), ale coś jednak zaczyna być na rzeczy.

Każdy może mieć swoje zdanie na temat naszej muzyki i odbierać ją w zupełnie inny sposób. To akurat często ma miejsce w mailach od maniax, czy kiedy zdarzy mi się przeczytać jakąś recenzje na jakimś portalu czy w branżowej gazecie. Nie wszyscy zauważają te wpływy, o których wspominasz. Dla mnie one są oczywiste, a nasze inspiracje mają bardzo szeroki wachlarz stylistyczny. Często cofam się w przeszłość do pierwszych moich muzycznych fascynacji. Wyrosłem na muzyce punk rockowej, nowo falowej i trochę alternatywnej, później, dopiero w połowie lat 80-tych złapałem metalowego bakcyla i pochłonęło mnie to całe szaleństwo bez reszty. Ten spokojny fragment w połowie „The Edge Of Depravity” to taki ukłon w stronę depresyjnych klimatów JOY DIVISION. Ten czysty wokal to moja robota. Może nie jest zachwycający, ale oddaje klimat, o jaki mi chodziło, a przede wszystkim to zupełnie inna barwa niż Chudego, więc fajnie ze sobą kontrastują. Jest jeszcze jeden taki fragment na albumie, gdzie mix naszych wokali brzmi bardzo ciekawie. Mam na myśli pierwsza zwrotkę „Awakening Of Masses”. Te wysokie screamy w tle to moja robota – brzmią fenomenalnie z podstawowym wokalem Artura. Lubię takie rozwiązania i jestem z nich bardzo zadowolony. Zwróć też uwagę na solo w tym kawałku. Miało zabrzmieć bardziej rockowo, bluesowo niż metalowo i wyszło znakomicie. Bardzo oszczędnie technicznie, ale niezwykle klimatycznie.

Jak już wspomniałem o wokalu, to nie sposób przejść obojętnie obok powrotu Chudego do TRAUMY. Przyznam, że ściągnięcie go z powrotem w szeregi zespołu było Waszym strzałem w dziesiątkę, bo to, co zrobił na „Karma Obscuta”, to pierwsza liga jest…

Czasem życie zaskakuje nas niesamowicie. Nie sadziłem, że po naszym rozstaniu z Arturem jeszcze kiedyś będzie nam dane pracować ze sobą pod traumatyczną banderą naszego niszczyciela. Jak mówi jednak stare powiedzenie: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Cieszę się, że Chudy powrócił do zespołu i to w tak wyśmienitym stylu. Jego głos faktycznie zabrzmiał naprawdę wyjątkowo na najnowszej płycie i jest to efekt dobrego przygotowania się do sesji, doskonałego zaznajomienia się z materiałem muzycznym i wysoko postawionej poprzeczki. Artur był zmobilizowany i zmotywowany, pracował intensywnie i udowodnił, że jest dojrzałym wokalistą. Po raz pierwszy Chudy  napisał teksty do wszystkich utworów i po raz pierwszy tak naprawdę mu na tym zależało. Odwalił  facet kawał dobrej roboty i pokazał, na co go tak naprawdę stać i choć czasem kręci nosem i nie jest zadowolony ze wszystkich fragmentów wokalnych na „Karma Obscura”, to dobrze to wróży na przyszłość, bo ja również, jak większość dziennikarzy, z którymi ostatnio rozmawiałem, jestem pod dużym wrażeniem wokali na tej płycie. To bez dwóch zdań to najlepszy album Chudego.

Także kwestia składu TRAUMY wymaga poruszenia, bo jako że egzystujecie od jakiegoś czasu jako trio, to ewidentnie widać, że brakuje w Waszym otoczeniu jakiegoś dobrego/zdolnego/chętnego* (*niepotrzebne skreślić) basisty, który by zasilił skład zespołu. Nie szukacie czwartego do pokera? Macie sesyjnego basistę na koncerty, czy obywacie się bez niego? No i kto tym razem nagrywał partie basu w studio? Pewnie Ty…

Na co dzień gramy w piątkę i ten skład koncertowy jest stabilny od ponad 3 lat i nie ma opcji, abśmy na stałe zrezygnowali z drugiej gitary czy basu na koncertach. Zawsze mięliśmy problemy z drugim gitarzystą i czasem z basistą, odkąd Firana wyjechał do Anglii. Aby zapobiec ciągłemu tłumaczeniu, dlaczego odszedł ten czy tamten muzyk, postanowiliśmy korzystać z pomocy sesyjnych muzyków, którzy wspierają nas wyłącznie na koncertach. Nie jest tajemnicą, że to ja jestem mózgiem i liderem TRAUMY. Komponuję muzykę i zajmuje się tak naprawdę wszystkim, co dotyczy mojego zespołu. W studio radzę sobie doskonale z wszystkimi gitarami i na dwóch ostatnich płytach nagrywam również ścieżki gitary basowej. Przyznam szczerze, że sprawia mi to ogromną frajdę i stanowi dodatkowe wyzwanie dla mojej ambicji. Może żaden ze mnie czarodziej, ale uwielbiam bas i nagrywanie go sprawia mi nawet więcej radości, niż kiedy nagrywam gitary rytmiczne. Poza tym ja w głowie cały koncept na gorąco wymyślam, zmieniam całe motywy wszystkich gitar i tak jest po prostu wygodniej to ogarnąć. Na co dzień gra z nami Tomasz Myśliński z Gdańska i radzi sobie doskonale na koncertach. Podobnie jest z Krzyśkiem Piątkiem, który obsługuje drugą gitarę w TRAUMIE. Ten pan z kolei robi doktorat w Olsztynie i obaj nie mieliby tyle czasu, aby ze mną pracować nad całością kompozycji. Ja naprawdę poświęcam mnóstwo czasu na muzykę w ciągu każdego dnia. Pracuję na co dzień u siebie i sam dysponuje swoim czasem. Nie każdy z nas ma taki komfort, dlatego też na mnie spoczywa tyle obowiązków, włączając w to komponowanie muzy dla TRAUMY. Chociaż to dla mnie jest przyjemność, a nie obowiązek.

Nie należycie do zespołów, które umieszczają na swoich płytach covery. Wiesz, takim cudzym i dobrze znanym utworem niejeden już się wypromował hehe. Ciekaw jestem, z jakiego powodu nie ma ich na Waszych wydawnictwach – szkoda miejsca, czasu, kasy czy też wszystkiego na raz? Jedynym wyjątkiem od tej reguły zdaje się być EPka „Hamartia” z 2006 r., na której prócz swoich dwóch kawałków zamieściliście aż trzy covery. Widzisz, gdybyś swego czasu to Ty nagrał swoją wersję „I feel you”, to kto wie, jak potoczyłyby się losy TRAUMY hehe.

Tak sobie to kiedyś wymyśliłem i jestem konsekwentny w tym postanowieniu. Na pełnoczasowych wydawnictwach TRAUMY nigdy nie będzie cudzych kawałków, chyba że poświecimy ją samym coverom, ale byłaby to specjalna sytuacja, na przykład jakiś jubileusz, imieniny Krystyny czy Dionizego. Na dużych krążkach musi być nasz autorski materiał i koniec, kropka. Nie chcę, aby mi ktoś kiedyś wygarnął, że jakiś nasz album był dobry tylko i wyłącznie ze względu na obecność jakiegoś coveru i tylko dlatego sprzedawał się jak ciepłe bułeczki. Płyty TRAUMY są dla mnie kompletną koncepcyjną całością i nie zamierzam naruszać tego stanu żadnymi dodatkami. Na takie luźniejsze potraktowanie tematu pozwolić sobie możemy tylko i wyłącznie na wszelkiego typu wydawnictwach uzupełniających, jak płyty koncertowe, dvd, czy mini albumy i jak sam słusznie to zauważyłeś, pozwoliliśmy sobie na taki patencior na mini CD „Hamartia”. Odnośnie „I feel you”, to może i dobrze, że nie zabraliśmy się za ten swoją drogą super numer. Jeszcze ta wersja na tyle by się spodobała panom Brytyjczykom, że załapałbym się do DEPECHE MODE na stare lata haha.

Jednak w przypadku TRAUMY nie ma już żadnego parcia na szkło. W każdym wywiadzie podkreślasz, że TRAUMA jest amatorskim zespołem, nienastawionym na sukces (przynajmniej za wszelką cenę) i że tak w zasadzie to nagrywacie płyty i istniejecie, bo tak Wam się podoba i jest to Wasza odskocznia od życia codziennego. Niektórzy uprawiają ogródek, a inni napieprzają death metal, czyli każdemu wolno kochać… hehe.

Jest dokładnie tak, jak mówisz. Mamy już swoje lata i szczeniacki pęd za karierą, sukcesami mamy już za sobą. Ustabilizowaliśmy sobie nasze życie na tyle, że trudno byłoby w jednej chwili wszystko rzucić w diabły i postawić na szali po prostu wszystko. Część z nas ma dobrą pracę i nie ma takiej dyspozycyjności, jakiej potrzebowałby zespół rozpędzony na zawodowym torze. TRAUMA to przynajmniej dla mnie sposób na życie, odreagowanie od świata, który nas otacza, żyje tym bezapelacyjnie, ale nie muszę uprawiać muzyki zawodowo i żyć z tego, co zagram na scenie. Czasem myślę, że wiele mogłoby to zepsuć, nawet to, co jest najważniejsze, czyli miłość do grania, komponowania etc. Nie chciałbym po tylu latach przemieniać mojej ukochanej gitary na łopatę, tym samym stając się robolem, który robi to wyłącznie dla pieniędzy i nie odczuwa już żadnej pasji.

IMG_3688Przyznaj się, że łezka Ci się w oku kręci na wspomnienie, jak to rozsyłałeś kasety z „Invisible Reality” po zinach i czekałeś na recenzję Mielczarka w Młotku, albo ta chwila, gdy drżącymi rękami otwierałeś pudło z kasetami z Novum Vox Mortis, a tam śmiały się do Ciebie maski z okładek „Comedy is Over”… To przecież było w czasach, gdy Atmospheric startował jako kserowany zine, w dodatku pisany na maszynie do pisania, bo komputer to ja wtedy w telewizji widziałem…

Widzę, ze znasz wiele szczegółów z naszej historii haha. Oczywiście, że pamiętam takie momenty, które bez dwóch zdań ładowały akumulatory i rodziły w nas motywację do grania i zajmowania się tym całym kramem. Dziś też rozsyłam płyty po ludziskach, jak wówczas, mam jedynie więcej wiosen na grzbiecie i mniejszy zasób naiwności pod mą uroczą baretką, pewnie też i więcej dystansu i pokory do wszystkiego wkoło, łącznie z TRAUMĄ. Zaczynałem swoją muzyczną drogę pod koniec lat 80-tych, w czasach kiedy nie było jeszcze żadnej sceny, nawet undergroundowej i wszystkiego dowiadywałem się z każdym dniem, z każdym otrzymanym listem. To wszystko było wówczas takie świeże, nieznane, zupełnie nowe i ekscytujące. Zawiązywały się znajomości, przyjaźnie ważne i cenne, kiedy patrzę na to szczególnie z dzisiejszej perspektywy. Tak, jak najbardziej łezka kreci się w oku.

W 2012 roku brałeś gościnnie udział w nagraniach EPki „Industry” młodego zespołu HYPERIAL z Dobrego Miasta. Jak do tego doszło i jak duży był Twój wkład w ten materiał? Jak Ci się podoba ich zgoła odmienna stylistyka? Miałeś okazję przesłuchać ich debiutancka płytę? Udzielałeś się gdzieś jeszcze ostatnio?

Tak, miałem przyjemność upuścić trochę swojej wściekłej krwi i deko zabarwić ją muzykę wspomnianej przez Ciebie grupy HYPERIAL. To bardzo fajni i zdolni ludzie, tworzą wspólnie ciekawą i dosyć oryginalną muzykę. Zagraliśmy razem kilka koncertów promujących nasz poprzedni album „Archetype Of Chaos” i była okazja poznać się. Któregoś razu gitarzysta tego zespołu, Konrad, zapytał mnie, czy bym nie zagrał jakiegoś sola na ich EPce, na co zgodziłem się bez problemu. Oprócz sola dograłem również gitary akustyczne w tym samym numerze. Wyszło to chyba nienajgorzej, ja przynajmniej byłem zadowolony. Poza wspomnianymi frazami nie ingerowałem już w pozostałe utwory, więc mój wkład w skomponowanie tego materiału HYPERIAL był zerowy.

A tak na koniec powiedz jeszcze, czy coś dzieje się w obozie LAFAYN? Nie myśleliście z Małym nad tym, żeby reaktywować ten twór, czy też TRAUMA na dzień dzisiejszy w zupełności Wam wystarcza?

LAFAYN od 2006 r. już nie istnieje. Graliśmy wspólnie przez 10 lat, przestało coś się miedzy nami kleić. Zgubiliśmy gdzieś pierwotną chemię i pasję do wspólnego grania, więc daliśmy sobie siana. Wszyscy panowie mają mało czasu na granie, część z nich nie gra już w ogóle. Posprzedawali swoje instrumenty i prowadzą życie rodzinne. Ja zawsze coś dłubałem na boku mniej lub bardziej poważnie. Mam w moim kompie rozbabranych kilka projektów, które czekają na odpowiedni czas, a raczej aż znajdę wolną chwilę, aby się nimi zająć. Od roku jednak pracuję z wyśmienitymi muzykami spoza sceny metalowej. Mamy zespół, który nazywa się OVER MARS. Na basie gra Kłosek z grupy PTAKY, na perkusji Bulas z fankowej formacji P.C., na wokalu Krzyś Kania z LAFAYN, no i ja na gitarze. Nasza muza brzmi jak połączenie BLACK SABATH, KYUSS, SOUNDGARDEN. Trochę nowego, trochę starego, dobrego grania. Pracujemy obecnie nad autorskim materiałem. Zapamiętajcie tą nazwę. Na żywca miazga!

Dzięki za rozmowę i powodzenia!

Ja również dziękuje za miłą pogawędkę. Wszystkiego dobrego, do zobaczenia gdzieś tam na froncie koncertowym. Stay Traumed!

[Paweł]

Trauma, traumaband.official@gmail.com; www.trauma.art.pl, www.myspace.com/traumaprofile