TRAUMA, DECAPITATED, ASTAROT, SPINAL CORD – 28.10.2000, Rzeszów


TRAUMA, DECAPITATED, ASTAROT, SPINAL CORD

28.10.2000, Rzeszów, „Gambit”

Jesienny sezon koncertowy w Rzeszowie w pełni…

Nieco spóźniłam się na SPINAL CORD. Jest to jeszcze grupa mało znana i być może nie wszyscy się zorientowali, że gra w niej choćby Krystian z DOGMY, więc dla słuchaczy, którzy nie wiedzieli, czego mogą się spodziewać, jej występ musiał być dużym zaskoczeniem w znaczeniu miłej niespodzianki. Moc bijąca z muzyki chłopaków naprawdę nie mogła nie robić wrażenia. Kapela wiele zyskuje na żywo w porównaniu demówką. Na szczególne wyróżnienie zasługuje zwłaszcza wokalista. Ten to ma potęgę w gardle. Pokazał klasę, poziom światowy. Skąd oni wytrzasnęli kogoś takiego? Wykopali w jaskini złota w Ameryce? Choć na pierwszy rzut oka nie wygląda on na zapalonego metalowca. Może dlatego, iż skrywał się pod kapturem, który od razu skojarzył mi się z krzykaczem z NIGHT GALLERY.

Szczerze mówiąc zupełnie nie przejęłam się setem ASTAROT. Dość pośpiesznie wycofałam się do sali i nie zatrzymał mnie początkowy rozmach, tj. sugestywne dymy, świetne oświetlenie. Niemniej zapominalskim nadmienię, że jest to ta rzeszowska kapela, która jakiś czas temu błyszczała przez moment choćby na licznych taśmach kompilacyjnych z utworem „Bestia”. Hm, nawet nie jestem pewna, czy ten numer pojawił się tamtego wieczoru – choć publika nie chciała puścić chłopaków ze sceny i jest to wymarzony, dzięki całkiem przebojowemu, wpadającemu w ucho refrenowi numer na bis. Po wielu miesiącach stagnacji panowie zebrali się na nowo, doszli do porozumienia ze starym wokalistą Konradem, któremu wcześniej udało się zaśpiewać na płycie SACRUM i przygotowali premierowy materiał, który zaprezentowali w „Gambicie”. Obecnie ASTAROT ma niewiele wspólnego z przemieszaniem doom & thrash i zrobił się strasznie heavy metalowy. Oczywiście nie każdemu musi się to podobać; ktoś tam zażartował, że brzmi to jak jakaś piosenka B. DYLANA.

Tak się zasiedziałam przy tym piwie, że nie zauważyłam zmiany. Między uszami przemknęły mi głównie numery z nowego krążka DECAPITATED, jeszcze „Mantadory Suicide”. Oczywiście zespół zagrał w poszerzonym składzie, z Jackiem Hiro ze SCEPTIC. Trzeba przyznać, że w tym momencie publika bawiła się najlepiej.

TRAUMA wypadła dużo lepiej niż podczas poprzedniej wizyty w „Gambicie”, na Negarive Zone Festival, obok brazylijskiej HIBRII. Nawet jeśli ludzie nie szaleli aż tak bardzo, czuli tę muzę i panowie byli zadowoleni z przyjęcia. Nawet nikomu specjalnie nie przeszkadzało, że już gdzieś na początku drugi gitarzysta miał jakieś problemy, zszedł ze sceny i wrócił dopiero w połowie koncertu, w trakcie grania numeru SLAYERA, któremu zresztą złożono hołd po raz drugi tego wieczoru. Zespół zagrał przede wszystkim fragmenty z nowej płyty, „Suffocated In Slumber”; niestety chyba trochę lekceważąc fakt ponownego wydania „Comedy Is Over” przez Pagan Rec. Jednak tak naprawdę nie można było narzekać na repertuar. Tak doskonały zespół jak TRAUMA potrafi zauroczyć wszystkim, zawsze i wszędzie. Były dwa bisy, co prawda w pierwszej kolejności wywołane przez Miska z EPITOME i Piotra Popiela, ale przecież to nie jest już aż tak ważne.

Wydaje się, że dobra passa TRAUMY jeszcze długo nie przeminie. W każdym razie ja jestem spokojna o przyszłość zespołu, jeśli nadal będzie on grał tak udane koncerty, jak ten w Rzeszowie.

[Kasia]