TURBO, GRAILKNIGHTS, ZANDELLE, INDESPAIR – 16.11.2009, Wrocław

TURBO, GRAILKNIGHTS, ZANDELLE, INDESPAIR

16.11.2009, Wrocław, „Alibi”

Koncertu legendy naszej sceny, poznańskiego TURBO, nie mogłem w żaden sposób opuścić. Tym bardziej, że był to występ specjalny. Pierwotnie miał się zbiec z premierą długo oczekiwanego nowego albumu grupy „Strażnik Światła”. Jak się później okazało, plany planami, a życie życiem. Ostatecznie premierę krążka przesunięto na 23.11.2009. Jednak mimo tych kłopotów dla mnie i tak show miał charakter wyjątkowy, bo pierwszy raz mogłem zobaczyć w akcji nowego gardłowego TURBO – Tomka Struszczyka.

Jak to najczęściej bywa, koncert rozpoczął się z około godzinnym poślizgiem. Na pierwszy ogień poszedł miejscowy INDESPAIR. Ostatni raz widziałem chłopaków przy okazji wizyty Blaze`a Bayley`a, notabene w tym samym miejscu. Szczerze mówiąc, poprzedni występ nie przypadł mi do gustu, w przeciwieństwie do tego. Widać, że kapela nieco okrzepła, ba, były nawet widome oznaki większego luzu i scenicznego obycia. Muzycznie INDESPAIR zaprezentował bardzo przyzwoity heavy metal.

Image

Po krótkiej przerwie na scenie pojawili się pierwsi zagraniczni goście w postaci amerykańskiego ZANDELLE. Nowojorczycy zagrali prawie godzinny set, prezentując muzykę z pogranicza power i heavy metalu. Szybko, konkretnie i na temat. Trochę mi to pachniało tribute bandem IRON MAIDEN. Wokalista w młodości musiał być mocno wpatrzony w Dickinsona, bo zachowaniem i stylizacją nawiązywał do Bruce`a z klasycznego okresu `84-`89. Na koniec, w ramach bisów, ZANDELLE zagrał dość efektownie cover MAIDENów – „Caught, Somewhere In Time”, pobudzając przy tym zgromadzoną przed sceną publikę.

Image

Najciekawsze jednak miało dopiero nastąpić. Kto by pomyślał, że drugi support przeniesie nas w stylistykę iście przedszkolną. Na scenę wyskoczyło czterech „rycerzy”, bardziej przypominających superbohaterów z komiksu niż średniowiecznych gladiatorów. Niemcy z GRAILKNIGHTS na ponad godzinę przenieśli nas w krainę, do której trafić można chyba tylko po spożyciu sporej dawki alkoholu:-). Tych, których nie było na koncercie, pewnie to zszokuje. Powiem krótko, GRAILKNIGHTS to połączenie „Ulicy Sezamkowej” i „Monty Pytona” z melodyjnym, mocnym metalem. Tak, tak, nie przesłyszeliście się, ani nie przewidzieliście się. Czterej superbohaterowie, smok przechadzający się między publiką, zły „Szkieletor” dzierżący w skostniałej ręce kielich „Graala” i garbaty sługa straszący publikę… Co więcej ma Was przekonać? Sam koncert był swego rodzaju opowieścią. Rycerze od początku mieli za zadanie odzyskać „Graala”. Oczywiście GRAILKNIGHTS zlikwidowali smoka, pokonali „Szkieletora”, odebrali mu kielich i… zakończyli spektakl, wzbudzając euforię i aplauz publiczności! Myślę, że pięciolatkom ten koncert przysporzyłby równie dużo radości, co wizyta w teatrze lalek.

Image

Na szczęście po kolejnej przerwie technicznej scenę opanowała gwiazda wieczoru. Muzycy TURBO rozpoczęli w swoje show w okolicach 21.40. A to, co zagrali, spokojnie można nazwać poezją!
Set wypełniony był starymi, klasycznymi numerami, tymi nieco nowszymi, a także kawałkami pochodzącymi z nowej płyty. Aż nie chce się wierzyć, że na premierowe nagrania TURBO trzeba było czekać bite pięć lat!
Klasycy polskiego metalu rozpoczęli zaskakująco, bo „Kometą Halley`a”, a potem mieliśmy istną lawinę. Brawurowo wykonane „Już nie z tobą”, a perfekcyjne i porywające, nowe, potencjalne hity „Na progu życia”, „Szept sumienia” czy „Niebezpieczny taniec” po prostu wcisnęły mnie w ziemię! Zresztą cała sala zareagowała równie entuzjastycznie!
A zespół? O wirtuozerii Hoffmanna mógłbym napisać pracę magisterską. Reszta kapeli dostroiła się do swojego szefa. Świetny i jak zwykle skupiony na swoim basie Bogusz Rutkiewicz, spokojny, ale także perfekcyjny drugi gitarzysta Dominik Jokiel i precyzyjny jak metronom Tomek Krzyżaniak.

Image

TURBO to miażdżąca koncertowa maszyna. Ta grupa nie bierze jeńców! Sądzę, że wpuszczenie w jej szeregi młodej krwi uratowało tę kapelę.
Na koniec podzielę się osobistą refleksją. Pewnie dla części zabrzmi to jak herezja, ale jestem przekonany, że Wojtek Hoffmann znalazł wokalistę, z którym „TURBINA” może zwojować zdecydowanie więcej niż z kapryśnym Kupczykiem. Facet znakomicie radzi sobie zarówno ze starymi przebojami, jak i z nowym materiałem TURBO. „Kawalerię Szatana II”, „Pozorne życie” czy najcieplej przyjętego „Szalonego Ikara” wykonał tak, jakby te kawałki były napisane specjalnie dla niego!
Mili państwo – czapki z głów! Grupa TURBO po kilku latach niebytu wróciła na należne sobie miejsce. To są królowie polskiego heavy metalu i nic tego nie zmieni!

[Sebass, fot. Mariusz Wyłomański]