TWIN PIGS, MONOLIT, LACTOVAGINAL – 27.03.2010, Gdańsk

TWIN PIGS, MONOLIT, LACTOVAGINAL

27.03.2010, Gdańsk, „Infinium”

W ostatnią sobotę marca wybraliśmy się z narzeczoną na długo oczekiwany (przeze mnie) koncert zaprzyjaźnionych wariatów z Olsztyńskiego MONOLIT. Pomimo kilku lat znajomości z (tfu!) członkami kapeli, nigdy wcześniej nie udało mi się zobaczyć ich na żywca. Legendy internetowe nie pozostawiały jednak złudzenia, że warto. I jak to z legendami bywa, niektóre mają w sobie ziarnko prawdy.  Ale po kolei…

Jako pierwsi tego dnia na scenie (czy może raczej podwyższeniu, oddzielonym od części dla publiczności dwoma zestawionymi ławkami) w „Infinium” zainstalowali się Gdynianie z LACTOVAGINAL. Cóż można powiedzieć o ich niezbyt wyszukanej twórczości? Grindujący punk, krzywy i z przytupem, sprawił mi niebywałą radochę. Autentyzm i luz trójki muzyków borykających się z drobnymi problemami technicznymi (vide przewracający się co trochę statyw pod blachę). Ruch pod sceną co prawda niewielki, ale sam klub bardziej się zdaje nadawać na imprezy typu karaoke, ew. bluesowe granie, niż koncerty metalowe. Koniec końców, nieco przydługi (ok. 45-minutowy) set kolega perkman zakończył jakże prawdziwym: „za mało wypiłem, ciężko tak grać” i LACTOVAGINAL zszedł ze sceny, którą pomału zaczęli przejmować Monolici.

Energetyczna mixtura metalu/punku/hc znakomicie sprawdza się w warunkach scenicznych, co Olsztynianie z premedytacją wykorzystują, wycierając sceny klubów rozsianych po kraju Lecha. Ok. 45-minutowy set spinały dwa covery – rozpoczynający całość „Domination” nieodżałowanej PANTERY oraz kończący „Raining Blood” pewnego zespołu na „S”. Trzon występu MONOLIT stanowiła jednak twórczość własna. Dobre opanowanie instrumentów, energia (zwłaszcza szalejący na froncie wokalista Uszy), ale przede wszystkim ciekawe numery oraz teksty wykrzyczane głównie po polsku. To wszystko wzięte razem udowodniło, że Monolity absolutnie nie mają się czego wstydzić i są na dobrej drodze, by porządzić na naszej scenie. Gorąco im tego życzę!!! W kierunku zgromadzonych poleciał przekrój przez ich trzecią demówkę, z takimi hiciorami jak „Wiatr, piach i my”, „Revolution”, „Nadszedł czas”, „Fatum” czy „Spierdalaj”. Wybitnie koncertowa muza poruszyła kilka karków, choć wciąż zdecydowanie większy ogień szedł ze sceny niż z pod niej.

ImageOstatnią kapelką tego wieczora był zespół o znajomo brzmiącej nazwie TWIN PIGS. I znowu klimaty nieco grindowe, acz z wyraźnym przymrużeniem oka. Tematyka utworów – rżnięcie w kakao, ssanie kutasa i ogólnie „nic co ludzkie nie jest mi obce”. Przebrani (a raczej nieco roznegliżowani) Pigsi, pod przewodnictwem Malina (growlujący basista z wymarkerowanym na klacie sercem z napisem „Anal Love” i kutasem wieńczącym to dzieło – podobno organizator całej imprezy:-)), w końcu na dobre rozruszali „Infinium”. O ile przy poprzednich kapelach brakowało nieco ruchu pod sceną (co zwłaszcza mogło dziwić w kontekście MONOLIT), tak lud trochę żwawiej zaczął reagować przy takich szlagierach jak „Wyruchany w dupę” czy „Disco ssanie”. Całość zamknęła się w kolejnych 45 minutach muzycznego hałasu, z jakże przydatnym w takich chwilach poczuciem humoru vide świńska adaptacja „Freezing Moon” „the true” MAYHEM czy wspomniane wcześniej liryki.

Nie mam pojęcia, o której wszystko się skończyło, gdyż w naszym przypadku koncert był jedynie pierwszym (acz istotnym) punktem na mapie wieczoru. Ale to już nie temat na tę relację. Grunt, że warto było tam być.

 

[Tytooz]