TÝR, ALESTORM, HEIDEVOLK, WITCHKING – 21.04.2009, Kraków

Image High Seas &Low Lands Tour:
TÝR, ALESTORM, HEIDEVOLK, WITCHKING

21.04.2009, Kraków, „Studio”

We wtorkowy wieczór do grodu Kraka zawitały zespoły spod znaku metalowej szanty i rycerskiej ballady, jednym słowem miłośnicy trzech „S”, czyli sex, schnaps i śledzie. Jako że dzień na gig jakiś taki dziwny, za wielu miłośników morskich opowieści się nie zjawiło w krakowskim klubie „Studio” (tak na oko lekko ponad setka).

Na pierwszy ogień puszczono lokalny band o nazwie WITCHKING. Jako ciekawostkę dodam tylko, że był to ostatni występ z tą grupą całkiem niezłego wokalisty Tomka Twardowskiego. Do mnie koncert tej kapeli nie przemówił wcale i to nie dlatego, że nie lubię takiego heavy metalu, ale wolę posłuchać oryginalnego JUDAST PRIEST niż oglądać jakąś niespecjalnie udaną imitację. Chłopcy powinni przemyśleć swój repertuar. W trakcie ich sztuki palec mój eksplorował najgłębsze zakamarki prawej dziurki w nosie. Nuda i amatorka.
Image
Przyszła kolej na holenderskich wikingów z HEIDEVOLK. Pierwsze zaskoczenie – po kiego grzyba tylu ich na tej scenie? Im dalej zagłębialiśmy się w ich występ, tym bardziej utrwalało się we mnie przekonanie, że dali by sobie spokojnie radę we czterech. No ale to ciekawostka może taka, że w zespole jest dwóch wokalistów, którzy zasadniczo śpiewają tak samo i dwóch gitarzystów, którzy zgrają dokładnie to samo. Niemniej jednak sama muzyka broniła się na żywo dość dobrze i ten występ obserwowałem z uwagą. Wyszło dobrze i ciekawie. Niezły show, niezła muza, niezłe wykonanie. BAL-SAGOTH czy SUMMONING to oni nie są, ale źle nie było i koncert HEIDEVOLK zakonotowałem jako bardzo udany punkt wieczoru.

Czas na wschodzącą gwiazdkę, następców, jak ich określają media, RUNING WILD – szkocki band ALESTORM. Mógłbym określić ich występ jednym zdaniem: „Jaki, kurwa, RUNING WILD???” I to powinno wystarczyć, ale trochę się muszę popastwić. Żenada pod każdym względem, zarówno muzycznie, technicznie, jak i wizerunkowo. Banda nie umiejących grać na swoich instrumentach histerycznych kolesi, którzy braki warsztatowe usiłują nadrabiać energią i wygłupami na scenie. Nie wiem, co biorą, ale coś mocno pobudzającego (szczególnie chłopiec, którego zadaniem było przeszkadzanie innym muzykom na scenie). Sama muza ALESTORM to totalne dno, wykonanie poniżej krytyki. Może jestem za stary, ale jeśli marketing mówi, że objawienie i następcy i w ogóle, to ja chcę to zobaczyć i usłyszeć. Nic takiego się nie wydarzyło w „Studiu”. Co dziwne, małolatom się podobało. Mi nie.

Image Czas na bohatera wieczoru z dalekiej północy – TÝR. Pierwsze wrażenie – rewelacja. Pełny profesjonalizm, pomimo tego, że na początku sztuki było widać, iż muzycy z Wysp Owczych są mocno rozczarowani frekwencją. Jednak dali radę i wyszedł im naprawdę rewelacyjny koncert. Pełne zaangażowanie w to, co robią, rewelacyjny kontakt z publicznością („Krupnik is the best vodka on the world!”). Zawodowcy i kropka. Muzyka TÝR nigdy nie należała do łatwych w odbiorze, można by nawet rzec, iż bywa nudnawa, ale w oprawie na żywo robi wrażenie i ci panowie przekonali mnie, że wiedzą, po co wyszli na scenę. Pozwolili sobie też na małą zabawę w postaci odegrania „Whisky In The Jar”, zapraszając na deski inne kapele biorące udziale w koncercie. Fajny, szalony przerywnik, który rozruszał publikę i pozwolił na chwilę odpocząć od ciężkich i walcowatych utworów, do jakich przyzwyczai nas TÝR. Generalnie bardzo na tak!

Konkluzja – robienie koncertu w Polsce we wtorek jest totalną pomyłką. Niemniej bawiłem się momentami całkiem nieźle. Dziękuje.

 

[Spider A.J.]