UNDERDARK, ROTENGEIST, INFIDEL – 17.07.2008, Wrocław

Preachers Of Chaos Tour 2008:

UNDERDARK, ROTENGEIST, INFIDEL

17.07.2008, Wrocław, „Wagon”
Image

Z dużymi nadziejami wybierałem się na czwartkowy koncert do wrocławskiego klubu „Wagon”. Głównymi gwiazdami miały być dwie przemyskie kapele – ROTENGEIST i UNDERDARK. Nie ukrywam, że mocno kibicuję scenie przemyskiej, którą uważam za wielką niespodziankę i świeży powiew na skostniałej mapie podziemnego grania w Polsce. Koncert w stolicy Dolnego Śląska miał być drugim show podczas mini trasy Preachers Of Chaos Tour 2008, która obok Wrocławia objęła także Kraków, Poznań i Warszawę. Obie kapele z wrocławską publicznością zmierzyły się po raz pierwszy i muszę przyznać, że wyszły z tej konfrontacji obronną ręką!

ImageImprezę rozpoczęli jednak przedstawiciele miejscowego podziemia – black metalowcy spod znaku INFIDEL. Szczerze mówiąc o samym tym zespole wiedziałem bardzo niewiele, poza podstawowymi wiadomościami z ich witryny internetowej, w związku z tym jego występ był dla mnie sporą zagadką. Panowie na scenie pojawili się około godz. 20:30, przy dźwiękach mrocznego intra, a zaraz potem postanowili uraczyć publikę bezkompromisową black metalową chłostą! W każdym dźwięku grupy słychać było fascynację ortodoksyjnym, skandynawskim black metalem (zresztą wizerunkowo także nie odbiegała daleko od skandynawskich wzorców – obowiązkowy makijaż i żelazne dodatki). Gdybym miał na gorąco porównać INFIDEL z kimś, to przychodzi mi na myśl CARPATHIAN FOREST i stary dobry IMMORTAL, oczywiście zachowując wszelkie proporcje. Jako że na scenie INFIDEL pojawił się na prawach supportu, występ zamknął się w mniej więcej półgodzinnym secie. Czasu wystarczyło na siedem kompozycji, z czego większość wypełnił nowy materiał kapeli. Początek nie był zbyt imponujący (miałem wrażenie, że muzycy troszkę rozjeżdżali się rytmicznie), ale im dalej w las, tym było lepiej. Według mnie najciekawszymi momentami koncertu były w kolejności: „Bloody Horns Of Wrath”, „Rising From Infernal Abyss” oraz zagrany na końcu cover „Conqueror” SODOM. Podsumowując – INFIDEL na scenie wypadł dosyć dobrze. Grupa została ciepło przyjęta przez miejscowych maniaków, ale jeśli o mnie chodzi, to muzycznie niczym specjalnym się nie wyróżniła. Nie przekreślam jej jednak i jestem pewien, że poradzi sobie w naszym podziemnym światku. Może po prostu dziś nie było nam po drodze…

ImageMniej więcej około godziny 21:00 na scenie pojawiła się pierwsza gwiazda wieczoru – ROTENGEIST. Kapela hołduje starej szkole thrash metalu z lekką domieszką technicznego deathu. Bez specjalnego przedłużania muzycy rozpoczęli koncert, który w mojej opinii był najlepszym występem tego wieczoru! Trzech kolesi, niepodpierających się żadnymi rekwizytami ani scenicznym anturażem, zwyczajnie skopało tyłki blisko 60-cioosobowej publice! Dawno nie widziałem takiej energii i spontaniczności w grze. Trio ROTENGEIST, dowodzone przez Piotrka Winiarskiego vel Młodego (gitara/wokal), na scenie klubu „Wagon” pokazało wielką dojrzałość i nienaganną wręcz technikę! Zespół zaprezentował dziewięć utworów, w tym cały materiał ze swojego pierwszego dema („Promo 2007”), na czele z takimi perełkami jak „Manhunt”, „Self Destruction” czy „Strange”. Nie zabrakło także nowości, które reprezentował utwór „Slaves Of The Falles Freudom”, a także dedykowany pewnej toruńskiej rozgłośni – „Spiritual Collapse”. Na koniec, niejako na deser, ROTENGEIST brawurowo wykonał cover „King Of The Kill” kanadyjskich mistrzów thrash metalu – grupy ANNAHILATOR. Chłopcy znakomicie czuli się na scenie, szczególnie Piotrek, który z funkcji leadera wywiązuje się jak mało kto! Widać, że facet jest zarazem sercem i mózgiem tej kapeli. Okazało się także, że wokal Piotra na żywo nabiera zdecydowanie więcej kolorytu niż to słychać na demowce, co na żywo dodało zespołowi kolejnego atutu. Specjalne brawa należą się Ziemowitowi, który za garami szalał niczym Mikkey Dee z MOTORHEAD. Na tle wspomnianej dwójki Alek (bas) sprawiał wrażenie spokojniejszego, ale on skupiał się na swojej robocie. Z gitarą basową wyczyniał rzeczy wręcz nieprawdopodobne! Momentami miałem wrażenie, że na scenie stoi Wojtek Pilichowski, a nie jeden z muzyków debiutującego thrash/deathowego zespołu z krańca południowo-wschodniej Polski. Reasumując – ROTENGEIST tego wieczora zaprezentował się wrocławskiej publiczności z jak najlepszej strony i bez cienia kokieterii mogę stwierdzić, a widziałem to na własne oczy, że muzycy „kupili” sobie tym występem kilku nowych, wiernych fanów!

ImageW okolicy 22:00 przyszedł czas na kolejne danie główne – death metalowy UNDERDARK! Chwila oddechu dla Ziemowita (bębni przecież w ROTENGEIST) i kapela dowodzona przez Drizzta rozpoczęła ostatni koncert tego dnia. Chłopcy, podobnie jak ich poprzednicy, przygotowali dziewięcioutworowy set. Pięć numerów to były kompletnie nowe kompozycje utrzymane w podobnym klimacie co utwory z „Dema 2007”. Jako „otwieracz” zabrzmiał numer „From Victory To An Inn”, który na publiczność zadziałał niczym młot, bo jakąś chwilę po jego wybrzmieniu na sali w „Wagonie” zapadła wielka konsternacja. Myślę, że nikt nie spodziewał się takiej dojrzałości muzycznej w wykonaniu mało znanej kapeli. Zresztą to samo zaskoczenie widziałem na twarzach ludzi w trakcie koncertu ROTENGEIST. Potem wszystko potoczyło się lawinowo. Nowe numery, takie jak „Nunquam Retrorus”, „Lust” czy „Black Accomplishment” wcale nie brzmiały słabiej od „Monument Of Hypocrisy” lub „New Dimension Of Pain”, które są w moim przekonaniu muzycznymi wizytówkami grupy. Ogólnie na scenie UNDERDARK sprawiał wrażenie dobrze naoliwionej maszyny, która bez kompleksów brnie do przodu i nie zawaha się przed niczym! Drizzt (gitara/wokal), Spider (gitara), Dyvan (bas/wokal) i wyróżniony już przeze mnie wcześniej Ziemowit (perkusja) bardzo pewnie czuli się na wrocławskiej scenie. Pokazali, że są świetnymi instrumentalistami i ciężko było znaleźć w ich grze jakieś mankamenty. Na scenie przypominali nieco VITAL REMAINS i UNLEASHED, z otwartą przyłbicą do publiki – tak jak lubię!

Podsumowując – zespoły UNDERDARK i ROTENGEIST, mimo problemów z nagłośnieniem i specyfiką miejsca, jakim jest nie największy klub „Wagon”, pokazały kawał niezłej muzy! Osobiście troszeczkę wyżej oceniam show ROTENGEIST, głównie za większy entuzjazm i specyficzne „kontrolowane szaleństwo”. Ale jedno jest niepodważalne – oba bandy mają niezwykły potencjał, umiejętności i wiarę, które mogą zaowocować czymś na miarę sukcesu DECAPITATED! Życzę im tego z całego serca i czekam na kolejny koncert we Wrocławiu – może tym razem w kultowym „Madnessie”?

 

[Sebass, foto Anna]