UNIPOLAR MANIC-DEPRESSIVE PSYCHOSIS: Obrazy szaleństwa – 26.08.2009

ImageCo może wyniknąć ze spotkania sześciu szaleńców z doświadczeniem w graniu metalu? Nieschematyczna muzyka? Zaskakujący imidż? UNIPOLAR MANIC-DEPRESSIVE PSYCHOSIS z Bielska-Białej charakteryzuje się tym wszystkim.
Zresztą rodowód tworzących tę grupę muzyków wiele wyjaśnia. Część tej zgrai współtworzyła jeden z najdziwniejszych tworów powstałych w naszym kraju – PSYCHOTROPIC TRASCENDENTAL. Poza tym sekcja pogrywała wcześniej w równie interesującym zespole BLIND SLIME. Ich nowe dziecko nagrywa obecnie debiutancki album i o nim m.in. jest poniższy wywiad…


Witaj. Z reguły nie pytam zespoły o ich biografię, UNIPOLAR MANIC-DEPRESSIVE PSYCHOSIS to jednak stosunkowo młoda kapela, więc tym razem zrobię wyjątek. Powiedzcie coś o Waszej historii…

Chrzaniec: Cześć. No cóż, nasza historyja zaczęła się w latach `90. zeszłego stulecia. Wpadliśmy z Pietią na pomysł zagrania na dwa basy. Odbyły się nawet dwie czy trzy próby i sprawa padła z różnych przyczyn. Około roku 2006 powstały sprzyjające okoliczności do ponownego spotkania się. Wszyscy znamy się od dawna, graliśmy i gramy nadal w innych kapelach, pogadaliśmy, pograliśmy kilka psychodelicznych prób i tak mam zostało do dnia dzisiejszego.

Przez pewien czas za mikrofonem stał u Was Pachu z HUGE CCM. Co prawda uważam, że zmiana wokalisty na K-vassa wyszła Wam na dobre, ale z wrodzonej dociekliwości i kronikarskiego obowiązku chciałbym zapytać Cię o tą zmianę personalną…?

Chrzaniec: Taka nastąpiła i tyle na ten temat chcę powiedzieć…

Często zmieniacie swój wizerunek sceniczny, wręcz się nim bawicie. Raz zakładacie maski a`la Hannibal Lecter, innym razem Wasz gitarzysta Koniu maluje sobie twarz pastą do butów…

ImageChrzaniec: Tak będzie się działo, w zespole panuje pod tym względem pełna wolność. Przebrania zależą od tego, co znajdziemy w sklepach z tanią odzieżą, od tego co jest na zapleczu… w szklanych naczyniach. Zależy co nam przyjdzie do głowy. Koncert jest wydarzeniem, o którym się mówi kilka tygodni wcześniej. Udzielamy się w kapeli, by grać koncerty, by móc pokazać, że mamy potencjał, moc i że mamy z garem. Koncert to jak malowanie obrazów, kucie żelaza, to upust tego, co we mnie siedzi i wymaga wyrzucenia.

K-Vass: Malowanie samym dźwiękiem nie wystarcza, szczególnie w sytuacji koncertowej. Za maskami nie zawsze kryje się jakaś wielka tajemnica, czasem pojawia się po prostu pytanie, jak przypierdolić publice właśnie z tej strony. Oczywiście zdarzają się elementy mające głębsze znaczenie, ale zazwyczaj mało kto je dostrzega, nie mówiąc już o zrozumieniu. Muzyka kreuje stan, w którym znajdziesz elementy będące częścią pewnej układanki, myślę, że jej znaczenie nie jest oczywiste nawet dla nas samych.

Nieschematyczny macie także line-up. Rzadko można zobaczyć / usłyszeć zespół z dwoma basistami w składzie…

Chrzaniec: Ooo i to jest jeden z powodów, dla których warto chodzić na koncerty:-)

Czy któregoś z Was dopada co jakiś czas depresja? Pytam, bo sprawiacie wrażenie wesołków, podczas gdy nazwę macie raczej poważną…

Chrzaniec: Co jakiś czas każdego dopada coś co można porównać do niej. Nie ma żartów, ludzie skracają sobie życie, bo wpadają w stan, który ich do tego popycha, wariują, zostają sami, tracą znajomych, rodziny. My pokazujemy, że całe te gówno można po prostu wysrać z siebie i żyć. Cieszyć się, nagrywać płyty, robić to, co podnosi, nie dołuje. Dla nas depresja to przeszłość. A nazwa jest poważna, bo… taka jest.

K-Vass: Mogę się po cichu przyznać, że po raz kolejny nazwa zespołu nabrała ostatnio dla mnie dość mocnego znaczenia. Nie przypuszczałem, że będę dryfował po rejonach, które opisuję, jak widać życie lubi płatać figle… Depresja… Jest w niej coś z tego życiowego ołowiu w butach, którego każdy z nas chce mieć jak najmniej. Przebywanie w świecie dźwięków zawsze było, jak przebywanie w szpitalu pełnym beznadziejnych przypadków. Chyba dzięki tej terapii mam siłę chodzić po tej drugiej stronie świata, pełnej smutnych twarzy na ulicach, dwulicowości, rutyny, braku zaufania.

Gdy słucham Waszych nagrań na MySpace czy w czasie koncertów, odnoszę wrażenie, że w UNIPOLAR MANIC-DEPRESSIVE PSYCHOSIS, podobnie jak w PSYCHOTROPIC TRANSCENDENTAL – innej kapeli, z której część fanów interesujących się od lat polskim undergroundem metalowym powinna Was kojarzyć, staracie się raczej uciec od stricte metalowego grania…

Chrzaniec: Bardzo prawdopodobne jest to, że jesteśmy w okolicy stricte. Nie staramy się uciec. Nikogo nie gonimy i przed nikim nie uciekamy. Robimy swoje.

K-vass: Oj, ciąży nam ten metal, ciąży. Ale zdecydowanie – nic na siłę. Mamy tego pecha, że się spotkaliśmy:-) i pozwalamy sobie na zbyt wiele w temacie komponowania. Nie jest to też jakieś specjalne wyzwanie, choć oczywiście podziwiam tych, którzy rzeźbią daną szufladkę i nie nudzą się przy tym. U nas jest chyba szersze spektrum, miłe jest to, że muzyka nie jest wynikiem kalkulacji, silenia się na elitarność etc. Przychodzimy na próbę, powstaje piosenka i okazuje się, że jedynym wspólnym mianownikiem z poprzednią są ci sami ludzie.

Przejdźmy do przygotowywanej przez Was debiutanckiej płyty. Jak byście ją zarekomendowali komuś, kto nigdy jeszcze nie słyszał Waszej muzyki?

Chrzaniec: Część płyty jest już w sieci i tam znajdziesz najlepsze rekomendacje.

K-vass: Ubieranie albumów w słowa, szycie kategorii, otwieranie szuflad stylistycznych z pewnością przerasta nas samych, nie wspominając o odbiorcach. Ten brak skromności wynika przede wszystkim z dość specyficznego instrumentarium. Myślę, że z czasem to właśnie słuchacze powiedzą, co my właściwie kurwa gramy.

ImageGdzie nagrywacie i jakie brzmienia chcecie uzyskać? Na żywo brzmicie dość ostro, nawet thrashowo, bym powiedział, studyjne wersje demo kawałków, które były na Waszym MySpace, ukazywały Waszą muzykę od bardziej przestrzennej strony…

Chrzaniec: Nagrywamy w Old Potato Studio. To nasza inicjatywa, która cały czas się rozwija. Brzmienie, jakie uzyskamy, jest niewiadome:-). Eksperymentujemy z efektami, procesorami i sposobami nagrywania. Mamy sporo pomysłów na potraktowanie śladów różnymi sposobami traktowania:-). To, co słychać na koncertach, zależy od lokalu i od tego, jak się ustawimy. Spotkaliśmy się ze stwierdzeniem, że, kurwa, takiego powalającego brzmienia dawno tu nie słyszano, ale jest różnie. Kawałki z MySpace nie były studyjne, były kanciapowe, nagrywane na jeden mikrofon na żywca, były brzmieniowo z dupy. Chodziło o to, by zamieścić naszą muzykę na tej stronie. A przestrzeń dopiero pokażemy:-).

K-vass: Tak, wspomniane przez Ciebie numery z MySpace bardzo swobodnie można nazwać demami. Płyta z pewnością będzie bardziej przejrzysta niż dotychczasowe doznania koncertowe, mam nadzieję, że będzie pewnym odniesieniem do pracy z dźwiękowcami w klubach. Brak zaufanej i zorientowanej osoby skazuje nas na razie na loterię w tym temacie. Nie oszukujmy się, album będzie jak najbardziej metalowy, więc ciężar i mięso na pierwszym miejscu. Ale ucieczki w bok są w każdej piosence, więc z pewnością zaskoczymy kilka osób. Dwa basy, dwie gitary i przynajmniej jedna twarz przy mikrofonie – myślę, że to wystarcza, aby odbyć szaloną podróż nieco głębiej niż w las blastów. Był taki moment, że brakowało jeszcze dwóch osób i byłby SLIPKNOT. Na żywo zdarzał się klawisz i sample, ale ten temat jest jeszcze dość luźno traktowany, wbiliśmy wystarczająco dużo „normalnych” śladów. Przy czym ciekawe, jak daleko zaszedł dziś homerecording, praca na kilkudziesięciu śladach przy użyciu budżetowego sprzętu to dziś normalka. Jakość studyjna jest dostępna dziś w każdej śmierdzącej piwnicy:-). W produkcji pomogło kilka osób m.in. Gnat (PSYCHOTROPIC TRANSCENDENTAL, MAELS, STROMMOUSSHELD).

Jak będzie wyglądała oprawa graficzna albumu i kto ją wykona?

Chrzaniec: Nie mam zielonego pojęcia, skupiamy się na nagraniu. Jest kilka pomysłów, choć faktycznie należy już myśleć o zdjęciach, okładkach, wkładkach i sratkach. Będzie sporo zdjęć.

K-vass: Z racji wykonywanych zawodów mamy pole do popisu. Z pewnością będzie to najmroczniej wydany album na ziemi:-).

Czy macie jakiegoś wydawcę na swój debiut? Czasami odnoszę wrażenie, że łatwiej takowego znaleźć grając jakieś popłuczyny po SLAYERze, aniżeli starając się tworzyć coś oryginalnego… Kiedy ostatecznie płyta się ukaże?

Chrzaniec: Wydawca to interesant, który musi najpierw posłuchać. Jak wiadomo, bez tego zerowe szanse na wydanie, no chyba że jest trend na popłuczyny. Więc kolejny pomysł: posłuchać w kilka osób i wydać:-). Mamy kontrolę nad kasą i latamy na Jamajkę. Płyta będzie dostępna w październiku tego roku…

K-vass: O wydawcę lepiej nie pytać, bo wszyscy wiemy, jak rodzimy rynek muzyczny wygląda, szczególnie jeśli chodzi o debiuty. Zabawne, że takim mianem określa się często kapele z dziesięcioletnim stażem, my jesteśmy raczej świeżakami, więc nie mamy złudzeń. Rodzime firmy mają niespecjalnego nosa do „innych” rzeczy i mówię to przez pryzmat znanych mi zespołów, które nie mają szans na normalną publikację, bo są zbyt oryginalne. Druga sprawa to brak średnich wytwórni w Polandii, biedny kraj, więc labele indie są wybredne, „scenowe”, padające albo proponujące termin typu zima 2011. Wydanie „dziwnej” płyty u nas wsadzam do kategorii „łut szczęścia”, nie sądzę, aby sytuacje typu KOBONG (ile to już lat?!) miałyby nagle powrócić ze zdwojoną mocą. W ekstremalnej opcji pójdziemy śladem NINE INCH NAILS i RADIOHEAD, choć zdaję sobie sprawę z tego, jak odbiera się albumy wypuszczone tylko i wyłącznie w sieci, prasa nie dorosła do sytuacji, gdzie obcuje się tylko z muzyką.

ImageJakie jest Wasze zdanie na temat fanów metalu? Nie sądzicie, że spora ich część jest zbyt konserwatywna i akceptuje tylko dźwięki kojarzące się działaniem piły mechanicznej i beczeniem zarzynanej kozy?

Chrzaniec: Mam dwie nadzieje: że odkryją więcej niż te wymienione dźwięki i że to nie jest spora część:-).

K-vass: Niekoniecznie moim problemem musi być czyjś konserwatyzm czy gusta. Ubolewam raczej nad tym, że wieki nie widziałem koncertu polskiego zespołu, który powaliłby mnie na kolana dźwiękiem. Trudno przekazać komuś, jak mogłoby to wyglądać… Byłem kiedyś na takim koncercie – KILLSWITCH ENGAGE, 36CRAZYFISTS, FIVE POINTE 0, długo przed metalcore`ową modą, może było sto osób w „Proximie”. Widziałem te zespoły po raz pierwszy i żaden z nich nie pozostawił na mnie suchej nitki, powaliło mnie czyste brzmienie. Minęło trochę czasu i żaden polski zespół nawet nie zbliżył się do tego wrażenia. Wyjątek stanowi chyba KAT z Kostrzewskim, trafiam na coraz lepsze ich sztuki. Ktoś, kto nie doświadczył czegoś podobnego, zawsze zadowoli się czymkolwiek. Wiadomo, pomalować twarz może sobie każdy, jeśli konwencja jest taka, że technicznie ma być tylko głośno to ja p…, dziękuję.

Trendy w metalowym światku co pewien czas się zmieniają. Czy liczycie na to, że za jakiś czas przyjdzie moda na słuchanie tak nieszablonowej muzyki, jaką Wy gracie?
Chrzaniec: Moda jest zależna od ludzi wydających kasę na promowanie i późniejsze zarabianie na modzie. Nie zwracam uwagi na obecną w danym czasie modę, słucham tego, co mi wpadnie w zasoby. Mam własną modę, na teraźniejszość.
K-vass: Brzydkie słowo ta „moda”. Może chodzi Ci o względną popularność? Myślę, że już jest, tegoroczny Asymmetry Festival był tego dowodem, podobnie oddźwięk na zespoły takie jak TIDES FROM NEBULA, BLINDEAD, HETANE, KETHA, HAETIC NOIZ ARCHITECT. No i pytanie, co z tym szablonem? Mówimy o kraju, w którym muzyczny towar eksportowy numer jeden trafia na łamy tabloidów dzięki mezaliansowi z medialną, plastikową lalką. Piętro niżej jest podobnie, wystarczy spojrzeć na dobór polskich artystów na dużych festiwalach. Podejrzewam, że często chodzi o czynnik finansowy, jak i po prostu brak odwagi.

A co sądzicie o lokalnej scenie w Bielsku-Białej? Grupach MYOPIA, DIACHRONIA, KATHARSIS, BELETH, MOANAA czy UNDER FORGE?

Chrzaniec: Kilkunastu zespołów brakuje, by mówić o lokalnej scenie. Wszyscy robimy szczerą muzykę, scena działa. Będzie o nas coraz głośniej.

K-vass: Dodam jeszcze NEWBREED, EGOIST, ANGERPATH. Zdecydowanie jest u nas za mało koncertów…

Co właściwie dzieje się z PSYCHOTROPIC TRANSCENDENTAL, w którym grała część składu UNIPOLAR MANIC-DEPRESSIVE PSYCHOSIS? Czy Wasz jedyny album „Ax Libereled…” jest gdzieś jeszcze dostępny w sprzedaży?

Chrzaniec: PSYCHOTROPIC TRANSCENDENTAL to zespół-legenda, jak mawia Malo. Jest w stanie zawieszenia między światami. Co będzie dalej, czas pokaże. Jestem dobrej myśli. Płyta pojawia się co jakiś czas…

K-vass: Tak, właściwie nakład dawno zniknął. Wychodzi na to, że popełniliśmy białego kruka. Myślę, że kosmos, który udało nam się na tym albumie stworzyć, jest zbyt ciężki, by go opuścić, powoli grawitujemy…

Szyld tamtej kapeli nawiązywał do transcendencji. Czy wierzycie w nią, jesteście osobą wierzącą?

Chrzaniec: Wierzącą? A w co? W to, że słońce wschodzi i zachodzi? Że jest trawa? Tak. Transcendencja w nazwie to stawanie obok, to wychodzenie z siebie, to poznawanie świata, kosmosu, bytu. Samemu, bez narzuconego sposobu poznawania. Wierzę również w taki sposób życia. Urodziłem się jako istota wolna, chcąca poznawać i doświadczać – tak traktuję transcendencję.
K-vass: Szczęściem moim, że mimo kabotyńskiej nazwy (ach, recenzenci) wszystko okazało się być prawdą.

ImageZ PSYCHOTROPIC TRANSCENDENTAL zasłynęliście m.in. tym, że stworzyliście własny język, w którym pisaliście teksty. Powiedzcie, czy faktycznie pod śpiewanymi przez K-vassa słowami kryły się jakieś treści, czy była to po prostu improwizacja?

Chrzaniec: Szczęśliwcy, którzy są w posiadaniu „Ax Libereled…” mogą poczytać i potwierdzić, że tam jest tekst. Na www.psychotropic.pl jest tłumaczenie. To żadna improwizacja, to przekaz z treścią.

K-vass: Dziwię się, że to pytanie powraca…

Jeden z muzyków, z którym przeprowadzałem wywiad, zwrócił mi uwagę na walory muzyczne, jakie daje każdy z języków. Czy widzicie tą kwestię podobnie?

Chrzaniec: Jak potraktujemy ludzkie gardła jak instrumenty, to mamy mega wybór, coś koło 6 mld. instrumentów. Dźwięki powstające na Grenlandii mogą pięknie grać z dźwiękami z Madagaskaru.

Przy przygotowywaniu się do tego wywiadu przypomniałem sobie „Hating Again…” BLIND SLIME. Graliście bardzo technicznie, ocierając się momentami nawet o jazz. Chrzaniec, czy nie uważasz, że trochę wyprzedziliście tym nagraniem czas?

Chrzaniec: Coś w tym jest. Tak w tamtym czasie graliśmy. Gdybyśmy nagrywali „Hating Again” teraz, byłoby techniczniej i jazzowej:-).

Chrzaniec, słyszałem, że jesteś ponoć po szkole muzycznej. Czy pomagało Ci to kiedykolwiek w graniu muzyki nieszablonowej, jaką wykonujesz? Podejrzewam, że w tego typu instytucjach nauczyciele starają się raczej nauczyć młodego muzyka pewnego schematycznego, klasycznego myślenia o dźwiękach…

Chrzaniec: Ze szkołami muzycznymi mam tyle wspólnego, co z marketami nazywanymi kościołem:-). Miałem okazję poznać kilku nauczycieli, kilku studentów i mogę stwierdzić, że wszystko zależy od tego, kto na kogo trafi. Jest tak, że uczeń po sześciu latach nauki bez kartki z nutami nie zagra nic… Jest też tak, że kartka z nutami jest początkiem, wstępem do muzyki i potem tylko przeszkadza.

K-vass: Po szkole muzycznej to ja nawet nie sikałem. Znam kilka osób po starciach, niektórzy wyszli obronną ręką i robią to, co kochają.

Dziękuję za rozmowę.

Chrzaniec, K-vass: Dziękujemy!

[Jacek Walewski]

Unipolar Manic-Depressive Psychosis, chrzaniec@poczta.fm; www.myspace.com/unipolarpsycho