VADER Before The Age Of Chaos `15

Zacznę od długiego westchnienia… Ehhh! Od preorderu długo przyszło mi czekać na wydawnictwo „Before The Age Of Chaos – Live 2015” VADERa. Dobrze, że zamówiłem każdą część osobno (księgę, box CD/DVD), bez winyli, bo mógłbym nie dożyć chwili, kiedy muzyka generała wybrzmi z moich głośników. Finalnie zamówienie dotarło po kilku miesiącach… Na pewne rzeczy nawet producent nie ma wpływu, więc nie mam o to do Witching Hour Prod. pretensji, Bart robi zajebistą robotę, a ja, jak tylko mogę, zamawiam z jego wytwórni płyty, książki, koszulki, garnki, filtry do wody i inne gadżety hehe, sami wiecie… Wspieram inicjatywę! Wkurwiłem się tylko konkretnie, kiedy zamówienia preorder poszły w rejestrację, a po miesiącu okazuje się, że te same produkty dostają 25% albo 30% zniżki, a dalej nie ma ich na stanie sklepu i będą nie wiadomo kiedy. Przy takich sumach, straty były dość spore, ale wyjaśniłem temat z Bartkiem i facet nabił mi również rabat, za co szacunek (w przyszłości WHP powinno jednak takich praktyk się wystrzegać – jak obniżać ceny, to już może jakiś czas po wydaniu, tak jest chyba sprawiedliwiej). Dosyć strony biznesowej, przejdźmy do zawartości tego koncertowego misterium. Oczekiwania, jak to zawsze w przypadku VADER, ogromne! Mój ulubiony death metalowy twór wydał kolejną koncertóweczkę. Zastanawiałem się, czy ekipa Petera przebije kultową „Live In Japan”? Wiadomo, oprócz niej na koncie mają jeszcze inne koncerty, ale to właśnie „Live In Japan” od początku do końca, poprzez każde Intro/Outro, krzyki fanów, zapowiedzi Petera, samo brzmienie i zestawienie utworów – miażdży! Na „Before The Age Of Chaos – Live 2015” niestety zabrakło tego „czegoś” – niby wszystko jest ok, ale jednak nie do końca. Nie chcę wyjść na malkontenta, Peter, jak będziesz to czytał, spojrzysz pewnie na to wszystko z przymrużeniem oka, ale jednak może warto wysłuchać czasem zdania oddanego po stokroć fana twojej załogi. Pierwsza wpadka to sam początek koncertu, który na DVD zaczyna się normalnie z wstępem, a na wersji audio jest zredukowany o brak Intra. Od razu ni z dupy, ni z pietruchy VADER atakuje, żadnego budowania napięcia, niczym niespokojny listonosz rzucający się na jedną ze swoich klientek, przed powrotem męża z pracy do domu. Panowie, trochę dramatyzmu, słuchacza trzeba wszak wcześniej odpowiednio przygotować, a nie brać go prosto z mostu. Gdzie intro „From Beyond”? Gdzie jakiekolwiek inne intro? Nie ma. VADER startuje od razu z niesamowitym „The Wrath”, ciężki kawałek do zagrania na żywo. Wersja z „Sothis” tak zryła mi beret, że słucham każdego dźwięku, słucham i czekam, co się wydarzy. Kawałek zagrany całkiem, całkiem. Niesamowite jest to, jak VADER zmienił się z Jamesem Stewartem. Jest to jedyny bębniarz, który umie grać kawałki Docenta… Blisko był jeszcze Daray, ale on nie czuł do końca tego groove (mimo iż teraz to bębniarz z pierwszej ligi). James podciągnął VADER z powrotem na właściwy tor. Jest z ciosem, konkretnie i w tempie. Pavulon grał to wszystko tak szybko, że wychodził z tego zwykły blamaż. James, obyś ciągnął generała jak najdłużej i jak najdalej… Po mocnym wstępie zespół cofa się do utworu z prastarych czasów: „Giń Psie”. Kawałek taki sobie, VADER ma dziesiątki lepszych, więc ten jakoś szczególnie mnie nie poruszył. Następny w kolejności poleciał „Reborn In Flames”, można powiedzieć śmiało, że to już kompozycja pomnikowa („Go Tokio!”, tzn. „Dalej Białystok!”), wykon podręcznikowy. Czy Wy też słyszycie zmiany gardłowe u Petera? Lata zdzierania strun głosowych zrobiły swoje, Peter nigdy się nie oszczędzał. Słychać wyraźne zmęczenie w głosie, mimo tego nowa forma ekspresji również do mnie przemawia. Co tam mamy dalej? Aaa! „Breath Of Centuries”, kolejny doskonały cios, ten melodyjny riff (w stylu egipskim) hehe, wspaniała rzecz. Dla VADERa kolejnym dobrym nabytkiem okazał się Spider, solówki Marka siedzą mi jak ta lala na jajkach, czuć w tym bezduszny profesjonalizm oraz fanowskie oddanie. Bez wątpienia jest to najlepszy skład, po tym z „Black To The Blind” oczywiście. Skoro jesteśmy przed erą chaosu, nie mogło oczywiście zabraknąć „The Final Massacre”, „Decapitated Saints” i tego utworu, od którego wszystko się zaczęło – „Chaos”. Oprócz tego poleciał jeszcze „Vicious Circle”, „Trupi Jad” (wersja po polsku niesamowitego „Reign Carrion”). Na sam koniec „Dark Age” oraz „Necropolis”, który pojawił się na ostatnim długograju jako bonus, w rozszerzonej wersji. Mhh, pozostaje lekki niedosyt. To raptem jedenaście numerów, koncepcja ze starym materiałem nie jest zła, ale może trzeba było zagrać coś jeszcze ze staroci, lub coś z nowszego stuffu? To znaczy na pewno takie utwory się pojawiły na koncercie, jednak na samą płytę już nie weszły. Mankamentem tej produkcji jest płaskie i suche jak tytoń brzmienie. Brak głębi, tego bulgoczącego dołu. Trochę uleciał też klimat koncertu, zupełny brak konferansjerki… Może Peter wziął sobie do serca krytykę po „Live Apocalypse”, gdzie jego przemowy były dość długie i niektórzy, co bardziej niecierpliwi, mieli o to pretensje? Kilka zdań na takim wydawnictwie powinno się jednak pojawić, dodałoby to szczypty pikanterii. Jest jak jest, otrzymujemy dobry materiał, do którego na pewno będę wracał, nie za często, ale będę… [Sabian]

buy steroids

Vader, www.vader.pl, www.facebook.com/vader
Witching Hour Prod., Bartłomiej Krysiuk, ul. Armii Ludowej 78, 15-170 Białystok; www.witchinghour.plwww.facebook.com/witchinghourprods