VADER, DECAPITATED, FRONTSIDE, VESANIA – 13.09.2003, Tarnów

VADER, DECAPITATED, FRONTSIDE, VESANIA

13.09.2003, Tarnów, „Gwiazda”

No proszę, do Tarnowa również zawitała trasa organizowana przez Empire, po raz pierwszy i podobno ostatni… Bo ponad 200 osób to jednak za mało. No cóż. Ja się tak czy inaczej wybrałem, bo nie zamierzałem stracić kolejnej okazji zobaczenia FRONTSIDE’a. A i ciekawy byłem jak prezentują się obecnie polskie death metalowe potęgi, heh. Cóż, nie najlepiej, ale może po kolei. VESANIA poszła na pierwszy ogień i mogę powiedzieć tylko tyle, że to dobrze zapowiadający się zespół. W tym momencie to niestety za mało. W samym Empire jest już kilka zespołów z takim samym image’em i ze zbliżoną stylistyką, polegającą na łączeniu death i black metalu. VESANIA prezentuje niezły poziom, ma w składzie sprawnych muzyków, o czym niech świadczy fakt, że ich pałker ma nagrać gary na nową płytę VADER’a. Ale to przecież nie wszystko. Na żywo machają głowami, ale też jakby widać za małe obycie ze sceną. Jest nieźle i może coś z nich będzie. Takie jest moje zdanie. FRONTSIDE zdobył kolejne miasto i można było zauważyć, że są z tego zadowoleni. Zresztą, kto by nie był? Ich muzyka jest tak różnie przyjmowana, że z każdego takiego sukcesu po prostu wypada się cieszyć. Tradycyjnie bardzo żywy koncert, dużo ruchu na scenie, niezły kontakt z ludźmi… Chociaż chyba bardziej podobał mi się ich show w ramach trasy z BEHEMOTH’em, który miałem okazję zobaczyć w Rzeszowie. Może było to spowodowane faktem, że scena w Gwieździe, jest mniejsza od tej w rzeszowskiej Akademii? Tak czy inaczej świetny koncert, można było usłyszeć oczywiście numery z obydwu płyt, niestety na koniec brakło coveru SLAYER’a, szkoda, a z tego co wiem, to w innych miastach znaleźli czas na to. Wszystko co dobre, szybko się kończy – na scenę wszedł DECAPITATED… Pan wokalista ogolił sobie głowę i tym samym miałem kolejny powód do śmiechu, bo to jego kiwanie głową zupełnie nie do rytmu było cokolwiek żałosne. I nie tylko ja się z tego śmiałem. Muzyki tego zespołu nie toleruję, zatem po prostu sobie ich darowałem, popatrzyłem na nich raptem przez jakieś dwie minutki i cóż – skupiłem się na piwie, to było znacznie ciekawsze. Przyszedł w końcu czas na gwiazdę wieczoru, heh. Ciekawy byłem jak sobie Novy radzi w tym zespole, ale tak prawdę mówiąc, to właśnie tego się spodziewałem. Innymi słowy pełen profesjonalizm, to samo zresztą tyczy się wszystkich pozostałych muzyków, tak sprawnego grania wielu może im pozazdrościć. Niestety wokal był jednym z największych minusów tego koncertu, po pierwsze barwa jakaś taka chujowa, a po drugie zamiast długiego „aaaaarghhhhh”, pojawiało się króciutkie „aa”. Ktoś tu już nie wyrabia. Zresztą, wydało mi się, że za mało w tym wszystkim życia, co prawda Novy i Mauser machali głowami konkretnie, ale… Poza tym dobór numerów jakiś taki kiepski. Znaczy owszem, był powrót do czasów „The Ultimate Incantation” i „De Profundis” czyli do najlepszych płyt, których VADER już nigdy nie pobije, ale większość to jednak nowszy stuff, który niekoniecznie mi leży. Cóż, oczekiwałem, że to będzie co najwyżej przeciętny koncert, i mogę śmiało przyznać, że oczekiwałem odrobinę za dużo…
[Mirek]