VALONKANTAJAT Tuomittu Elämään `12

Fińska formacja VALONKANTAJAT, na albumie „Tuomittu Elämään”, proponuje nam muzykę z pogranicza metalu i hard rocka. Panowie stoją wręcz jakby w rozkroku między melodyjnym death metalem a hard rockiem właśnie: z jednej strony brzmienia gitar i konstrukcja riffów przywodzą na myśl melodyjny death, z drugiej wokale – bez najmniejszego wyjątku w języku fińskim i wyśpiewywane w znakomitej większości „czystym” rokowym zakrzykiem (bez większych charkotów, ze sporadycznym growlem gdzieś dopiero jako trzeci wokal) – ciągną nas w stronę klasycznego rocka. Do tego muzyka VALONKANTAJAT (co google tłumaczy jako STRAŻNIK ŚWIATŁA) jest ekstremalnie melodyjna – szczególnie w refrenach. Zapewniam, że te refreny przyczepią się do Was dość szybko i tylko ogólne nastawienie do tej płyty pozwoli Wam je pokochać, albo znienawidzić. Ja – wzorem zespołu – stanąłem w rozkroku: o ile podobają mi się wokalizy Jaake Nikkilä, nie pasują one do całej reszty. Inni powiedzą: „nowatorstwo”! Może i tak, ale ja tego nie kupuje. Muzyka VALONKANTAJAT to też dla mnie dowód na to, jak niewątpliwy talent (!) do tworzenia ciekawych rockowych melodii można utopić w maliźnie metalowej sztampy i do tego ośmieszyć wokalem. Na „Tuomittu Elämään” nie znajdziecie też bodaj żadnej znaczącej zmiany tempa, żadnej zmiany nastroju. Album zaczyna się niemrawym, nocnym ujadaniem jakiegoś kundla, a potem już tylko rock’n’roll (a może metal?). Piosenka za piosenką (przed Wami 10 kompozycji), każda troszeczkę podobna do poprzedniej. Jaake Nikkilä śpiewa praktycznie cały czas powtarzając linie melodyczne gitar, które też przez większość czasu dublują swoje partie. Nawet gitarowe sola są tu rarytasem (ja naliczyłem dwa, ale mogłem coś przeoczyć). Czasami odnosiłem wręcz wrażenie, że panom z VALONKANTAJAT nie chce się nawet zmieniać przesterów w gitarach i tak oto „Tuomittu Elämään” gdzieś w połowie zaczyna mocno nudzić. Nie żeby spadła jakość proponowanych songów – są tak samo (!) dobre, jak te pierwsze! Jako całość, jednym ciągiem, niemożebnie jednak mulą słuchacza. Bo tej płyty lepiej słuchać w małych dawkach. Nie ma też nad czym tu szczególnie się skupiać: refrenik przyjemnie buja, wiele przeoczyć się nie da (jak się zdekoncentrujemy – Finowie powtórzą: refren i zwrotkę kilka razy, a tzw. „smaczków” też jest jak na lekarstwo). Po wielokrotnym przesłuchiwaniu znalazłem w końcu wśród tej jednakowości swojego faworyta – „Ihmisen Laulu” (nr 5 na płycie), kawałek z ciekawym, mocno zrytmizowanym riffem, który prawdziwie mi się spodobał (bo sympatii do reszty zwyczajnie się wstydzę). Potem już jest tylko zjazd i byle do końca! A album kończy się minutowym wyciszeniem – więc jakby znowu bez pomysłu… A ja jeden pomysł mogę zespołowi śmiało podrzucić: może spróbować w radio? Puszczają tam po jednym numerze, więc się ludziom nie znudzi, a te chwytliwe, niezobowiązujące refreniki mogą niejednemu słuchaczowi uprzyjemnić poranek lub wieczór! Zacząć można od „Ihmisen Laulu” (w końcu, w wolnym tłumaczeniu, to „Ludzka Piosenka”), a potem to już można puszczać losowo i tak nikt się nie połapie, co jest co! Kilka singli się wykroi, a jak tłuszcza chwyci, to i może do Eurowizji wybiorą! Wtedy już tylko przebrać się za jakieś styropianowe dinozaury, dokleić sobie czerwone krawaty i odważnie stawać w szranki, a każdy szczęśliwy posiadacz Nokii wyśle SMS w głosowaniu na fińskich Strażników Światła i podświetlanych klawiatur! [Herr Bee]

Valonkantajat, www.valonkantajat.com
Violent Journey Rec., contact@violentjourneyrecords.com; www.violentjourneyrecords.com