VEDONIST A Clockwork Chaos `13

digiCD `13 (Witching Hour Prod.)
Ocena: 5/
Gatunek: death/thrash metal

„A Clockwork Chaos” to materiał powstały jako następstwo kilku już poważnych wydawnictw VEDONIST, który jest przedstawicielem stołecznej sceny. Wcześniej zespół ten, jak dla mnie, grał death metal z pewnymi nieśmiałymi, acz widocznymi naleciałościami brutalnego thrashu. I wszystko było jasne, proste i w mordę walące. Na dodatek obiecujące i przyjemnie wchodzące. Następnie pojawiły się pogłoski o przetasowaniach personalnych i kolejne, dość już niepokojące na temat, jaki to zapowiadany, a później nadchodzący, aż wreszcie świeżo wytworzony materiał będzie nowoczesny, industrialny i odkrywczy. Śledząc często mimochodem współczesną scenę death metalu i pochodnych, gdzieś mi zaświtało, czy aby panowie z tak metalowej grupy nie posuną się do odrażającej praktyki skierowania swej muzy na tory core-podobne. Nie ukrywam, że ta myśl zjeżyła mi sierść i otworzył mi się otwieracz w kieszeni. Z lękiem zacząłem więc przesłuchiwać śliczny digipack, jaki wydała Witching Hour Productions. Sam wydawca, biorąc pod uwagę pewne jego wydawnictwa nacechowanie muzyką diabła, odrobinę uspokajał skołatany nerw. Album „A Clockwork Chaos” szybko się rozkręcił. Członkowie VEDONIST nie popełnili tej tragicznej pomyłki i nie poszli w klimat nowomodnej core`owo-deathowej kiły. W porównaniu – bo od tego zacznę – do poprzedniej płyty jest ogromy progres, dystans niesamowity. Nie chodzi o wartościowanie, bo i poprzedniego krążka nadal przyjemnie się słucha, ale o jakość dźwięków, ich dopracowanie, rozwój technicznych możliwości lub wykazywanie się umiejętnościami. Muzyka VEDONIST – z raczej przewidywalnej, choć już wcześniej mocno zakręconej – przeistoczyła się w bardzo złożone twory. Bardzo sobie cenię wyczuwalny nawał pracy nad albumem, zwłaszcza przekładający się na jakość muzyki, niezagubiony w przeintelektualizowanych próbach wytworzenia nadspodziewanej jakości. VEDONIST raz za razem całe 9 potężnych razy miażdży nas i rozsmarowuje. W tym całym szaleństwie są jednak wytyczone cholernie wyraziste reguły. Za pierwszym razem nie widać wszystkiego, po kolejnych zaczynamy łapać, że diabeł tkwi w szczegółach. Kilka słów należy poświęcić wspominanej przez wielu industrialności, jaka na tej płycie ma miejsce, czy się przewija, względnie pojawia. Element intrygujący, nadał specyfiki przekazowi, jak i specyfiki zespołowi, podobnie jak NILE nadaje, wiadomo co. Nie zostało to zbadziewione, nie są to ochłapy, ani nic, co zrobiono na siłę. Słucham „A Clockwork Chaos” po raz któryś i jakoś mam wrażenie, jakby cały album rozwijał się w miarę upływu czasu i kumuluje w szóstym utworze („Sentenced to Atavism”), jakby cała energia dopiero wtedy rozsiała śmierć i jakby cała płyta była po to nagrana; później para powoli schodzi, acz raczej powoli i skutecznie nas wykańczając. Zawsze będę się upierał, że VEDONIST gra death metal. Thrash wyczuwam raczej w finezji i lekkości obecnej w pacy gitar i w widocznych inspiracjach. Ale wychodzi to tak, jakby korzenie SLAYER zmieszać z wczesnym KATAKLYSM i MALEVOLENT CREATION, czyli coś, co nie istnieje i czego nie da się zrobić…? Czasem dziwi mnie, jak to możliwe, że mamy w Polsce tyle w tak oczywisty sposób potężnych zespołów grających brutalną muzę? Chyba ten pęd do ekstremum wiąże się z coraz bardziej extremalnymi warunkami naszej egzystencji… VEDONIST to kolejny bardzo mocny zespół na krajowej scenie. Nie mam się do czego przypieprzyć. Muza z „A Clockwork Chaos” nawala konkretnie jak M-16, nie pozostaje nic dodać ponad „SLAYER, kurwa!”. [John Kramer]

 

Vedonist, www.facebook.com/vedonist

Witching Hour Prod., Bartłomiej Krysiuk, ul. Armii Ludowej 78, 15-170 Białystok; biuro@witchinghour.pl; www.witchinghour.pl, www.myspace.com/witchinghourprod