VOIVOD, NEUROTHING, BLACK POCKET LICE – 14.05.2011, Wrocław

VOIVOD, NEUROTHING, BLACK POCKET LICE

14.05.2011, Wrocław, „Firlej”

Klub „Firlej” słynie z promowania ambitnych, nie zawsze łatwych w odbiorze, aczkolwiek i mocnych dźwięków. Kolejną ikonę thrashu, jaką dane mi tu było doświadczyć, był VOIVOD.

Prędzej dane nam było zobaczyć dwa „rozgrzewacze”.  Zwłaszcza NEUROTHING wypadł zacnie, mocno i intrygująco. Ekipa wykonuje coś, co można nazwać matematycznym (raczej death) metalem, czyli zmiany tempa, precyzja, ciekawie progresywnie, często amelodycznie. Smaczku dodaje growlująca wokalistka, która na koncercie zamienia się w bestię (zgodnie zresztą niemalże z jej pseudonimem scenicznym – Bast, a tam już blisko do Beast;-)), by w przerwach pomiędzy utworami przemawiać swoim własnym, ludzkim głosem, dziewczęcym i delikatnym.

2011.05.14_voivodPo przerwie wreszcie pojawił się VOIVOD, czyli główne danie wieczoru, w niemalże oryginalnym składzie. Nieodżałowany gitarowy, mózg zespoły, czyli Denis „Piggy” D`Amour, został zastąpiony przez Daniela Mongraina, który na koncercie wypadł bardzo przekonywująco jako showman i muzyk.
Oryginalny trzon zespołu stanowią: Denis „Snake” Belanger (wokal), Michel „Away” Langevin (perkusja) i Jean-Yves „Blacky” Theriault (bas), a cała czwórka zmiotła publiczność, podczas sobotniego wieczoru, w niemal w całości wypełnionej sali koncertowej klubu „Firlej”. Poprzez bardzo przekrojowy set, od najstarszych old schoolowych kompozycji, poprzez czasy majsterszczyku „Phobos”, dotarliśmy aż po utwór z nowego, zapowiadanego albumu, nad którym grupa pracuje. Będzie to pierwsza stworzona w tym składzie płyta, bowiem ostatnie dwa wydawnictwa wypełniały pozostałości z kompozytorskiej kreatywności Piggyego.
Twórczości Kanadyjczyków chyba nikomu nie należy przedstawiać, wywodzą się z thrash metalu, jednak ich muzyka jest wręcz kosmiczna, bo jakże inaczej określić te dźwięki? Na żywo można było doświadczyć obu tych składników: mocy metalu, brudu punku, swobody interpretacji odegranych na luzie utworów i progresywnych podróży w głąb… instrumentów, a wszystko okraszone często zaangażowanymi tekstami.
Koncert trwał prawie dwie godziny, muzycy wracali na bisy, a na koniec nie tylko fani strzelali fotki, ale i wokalista obfotografował zgromadzonych pod sceną, którzy i tak nie chcieli puścić zespołu ze sceny. Jedno jest pewne, VOIVOD i publiczność dali z siebie wszystko, a o byt grupy, przynajmniej koncertowy, możemy być spokojni.

[Yanus]