WEDINGOTH The Other Side `12

Choć „The Other Side” to dopiero drugi album WEDINGOTH, przyznać muszę na wstępie, iż jest to płyta prawdziwie dojrzała. I chociaż muzycy tej francuskiej formacji to obiektywnie patrząc ludzie młodzi, ich dzieło jakoby przeczy ich metrykom. Płyta „The Other Side” w warstwie muzycznej zaskoczyła mnie wysokim kunsztem, doskonałym muzycznym wyczuciem, słuchem i niewątpliwym talentem. Kiedy dodam, iż jest doskonale (!) nagrana i pełna ładnych melodii, wypadnie zapytać, skąd wzięła się ta jednopunktowa ujma w ocenie? Niestety dla mnie najsłabszym elementem układanki o nazwie WEDINGOTH pozostaje wokal Pani Laury Flores: kontralt tak nieprzyzwoicie zwyczajny, że na tle doskonałej (!) muzycznie całości wypada więcej niż blado. Dodatkowo – pozwolę sobie tu na tezę dość śmiałą – momentami nie stroi on z resztą instrumentów (zalecana praca nad koloraturą i emisją głosu), co czyni go jeszcze lepiej słyszalnym, jeszcze bardziej przeszkadzającym w kompletnym, harmonijnym odbiorze zawartości tego albumu. Nie posunę się tu jednak do jakiejś jednostronnej krytyki: nie ma w tym śpiewie ewidentnych fałszów, ale nawet warsztatowo jest co najwyżej poprawnie – a na tle całości po prostu słabo. Do tego męskie próby wokalne (na szczęście bardzo rzadkie) wypadają jeszcze mniej przekonywająco, a nie owijając w bawełnę – trącą wręcz amatorszczyzną. Czasami jednak nawet słaby wokal może przysłużyć się – uwaga, uwaga – na plus muzyce (vide Robert Smith, Edward Ka-Spel, King Diamond, liczni inni fałszerze i wokalne oryginały). Dzieje się tak pod jednym wszak warunkiem: głos musi być charakterystyczny i doskonale odróżniający się szczególnie w barwie. Staje się wtedy czymś, co pomaga wyróżnić się spośród masy podobnych zespołów. Jeśli odbiorcy zaakceptują taki wokal, pokochają całą kapelę. Głos Laury Flores jest zaś najzwyczajniejszy ze zwykłych: w swej barwie, stylu, emocjonalnym przekazie i wszystkim innym. Gdyby nie muzyka, podsumować można by go prosto: nuda! Ale na szczęście WEDINGOTH to również pozostali muzycy! „The Other Side” to bardzo dobre kompozycje, mocno osadzone w metalowej konwencji (z wyjątkiem „Bliss”, która w refrenach przeradza się w popową papkę, co z założenia mnie odrzuca), a przy tym bez skrępowania i swobodnie czerpiące z muzycznej tradycji. Są tu świetne sola (jedno grane nawet w bluesowo-jazzowym metrum), jest romans z muzyką klasyczną, a może filmową (jednak z pełnym zachowaniem umiaru), jest ukłon w stronę przestrzennego, patetycznego rocka. Jest swoisty rozmach zastosowanych środków, który jednocześnie nie przeradza się w przerost muzycznej formy: różne instrumenty, dźwięki, brzmienia, techniki pojawiają się na chwilę, bardzo celowo i zawsze na miejscu. „The Other Side” to metalowy album dla melomanów. Mam wrażenie, że członkowie WEDINGOTH bez problemu mogliby zrzucić zatęchłe metalowe łachy, a sprawdziliby się w każdym innym muzycznym stylu, odnosząc tam sukces mierzony w dziesiątkach tysięcy odsłon na YouTube. Nie czynią tego chyba z powodu fascynacji gotyckim metalem. Wspomniełem już o nagraniu płyty. Dokonano go własnym sumptem i dla mnie jest to majstersztyk! Wszystko słychać bardzo dobrze, odpowiednio głośno. Jest dynamika, a jednocześnie nie gubi się nam bodaj żaden dźwięk. Jednak jedno przy okazji poczynić muszę zastrzeżenie: „The Other Side” to zdecydowanie album do wielokrotnego odsłuchu w sprzyjających warunkach, skupieniu i na dobrym sprzęcie. Słuchany byle jak i na byle czym, traci 66,6% swojego ukrytego czaru. Tylko ten śpiew Pani Laury… Swe wokalne emanacje zaczyna ona na tym albumie od – wykonywanego zazwyczaj przez kobiece chóry – „Kyrie Eleison, Christe Eleison” (znacie?)… Bardzo ładnie wyśpiewane cztery słowa, które pozwoliły mi wyobrazić sobie ją jako chórzystkę, którą za wcześnie wypuszczono solo… [Herr Bee]

Wedingoth, www.myspace.com/wedingoth

M&O Music, 7 Rue Montmedy, 34430 St Jean De Vedas, France; alexandre.music@m-o-music.com; www.m-o-music.com