WELICORUSS Az Esm `15

digi CD ` 15
Ocena: 5/6
Gatunek: symphonic black/pagan metal

Podobnie jak to było w przypadku drugiej płyty WELICORUSS pt. „Apeiron”, także materiał „Az Esm” ma przynajmniej jeden wybijający się nad całość motor, maszynę, która ciągnie wszystko za sobą, kreuje wizerunek albumu w materiałach promocyjnych i ukierunkowuje tory myślenia ewentualnego odbiorcy na niekoniecznie w 100% pokrywający się z rzeczywistością wizerunek płyty i aktualnej kondycji twórczej zespołu. O co mi chodzi w tej chwili? Ano o to tylko, że zarówno kawałek „Sons of the North”, jak i „Slava Rusi” z „Apeiron”, są kawałkami ponadprzeciętnymi, wybijającymi się z reszty, bardzo energetycznymi i chwytliwymi, żeby wręcz nie powiedzieć, że hiciorami. Pomimo, że płyta „Az Esm” jest w miarę równa i spójna jako całość, jest koncepcyjnie mocno zwarta i spięta interludiami nadającymi jednakowy charakter ogółowi, są na niej utwory szybsze i wolniejsze, cięższe i bardziej eteryczne, to ten jeden jest całkiem inny, rzekłbym, że bardziej medialny, bardziej światowy. Nie chcę tu powiedzieć, że jest to typowy marketingowy twór, ale w zasadzie niewiele bym się mógł pomylić, bo przecież cała wczesna promocja płyty oparta była i praktycznie nadal jest na tym kawałku, co jednak moim zdaniem nie oddaje prawdziwej duszy tej produkcji. W zasadzie płyta „Az Esm” ma całkowicie inny klimat, jest jednak bardziej słowiańska niż promujący ją rozśpiewany, chwytliwy i rytmiczny „Sons of the North”. I osobiście wielce się zdziwiłem znajdując drugie dno obecnej muzyki WELICORUSS, gdy pierwszy raz usłyszałem cały album, który w rzeczywistości jest o wiele ciekawszy od patetycznego hiciora. O wiele bardziej przemawia do mnie przedostatni „Outsider”, rozbudowany „Woloshba” czy chociażby galopujący „Bridge of Hope” – klimatem przypominający mi skandynawski ETERNAL TEARS OF SORROW z czasów „Children of the Dark Waters” i gdyby nie rosyjski język wszechobecny na tym wydawnictwie, który mocno trzyma płytę w słowiańskich regionach, to nie znając zespołu celowałbym w stronę Skandynawii, szukając kolebki tego zespołu. Może w ciągotach do północno-europejskich klimatów trochę usprawiedliwia WELICORUS fakt, że zespół pochodzi z najzimniejszych rejonów Rosji, ale mimo wszystko ciągle udaje im się zachować słowiański charakter. W zasadzie żadna różnica dla mnie, skoro na równi lubię w metalu jedne i drugie klimaty. Dlatego też WELICORUSS słuchałem, słucham i będę słuchał nadal, pomimo że jest sporo innych, bardziej znanych nazw na tym poletku. Album „Az Esm” polecam i Wam, jeśli lubicie podobne zespoły, a jeszcze nie znacie tego pochodzącego z Syberii, a w zasadzie już z Czech. [Paweł]

Welicoruss, www.welicoruss.net, www.facebook.com/welicoruss