WIDOWS Death Valley Duchess `12

CD `12 (Bad News Rec.)
Ocena: 2/6
Gatunek: southern metal

Przyznam bez linczu, że aparycja nośnika, nazwa zespołu i tytuły poszczególnych utworów nie napawały hurraoptymizmem przed przystąpieniem do odsłuchania zawartości drugiego „dziecka” Anglików z WIDOWS. Wszelkie napotkane poszlaki wskazywały na to, że zespół na „Death Valley Duchess” nie grzeszy dbałością o szczegóły, co niejako przeniosło się na płaszczyznę muzyki. Mianowicie jest to płyta southern metalowa, z dobrze słyszalną nutą (nutami, wieloma) dokonań prekursorów gatunku, których jednakże przytaczać nie będę, bowiem może to jeszcze bardziej zepsuć odbiór. Ale bez wątpienia, jeśli skusicie się na muzyczną lekturę rodzimego LEASH EYE, to nie będziecie zaskoczeni zbieżnością pewnych muzycznych elementów. Niemniej jednak każdy ceniący się fan southern metalu wie, że taka jest specyfika gatunku – siłą tej muzyki nie jest wszak oryginalność, a chwytliwość i umiejętność recyclingu tego, co zostawiła w spuściźnie amerykańska elita. Zatem nie wzbudzi wielkiej emocji fakt, że gitara to dobrze znany Fender o niskim strojeniu i groove’owym zacięciu, perkusja to głównie operowanie rytmem, bez większego kunsztu oraz do bólu wtórny wokal – kolejnego artysty, który nie dorasta Chadowi Gray’owi do lewej pachwiny. NASHVILLE PUSSY gatunku to to niestety nie jest, ale czym WIDOWS jest w takim wypadku? Jak większość podrzędnych kopii, które przez 35 minut potrafią brzmieć tak samo, nie dając słuchaczom wytchnienia od pustych, kalifornijskich historii, WIDOWS na „Death Valley Dutchess” nie pokusili się o żadną balladę i niestety sporo na tym stracili. To mogło być jakimkolwiek wyróżnikiem czy od biedy… pozytywnym akcentem, a tak, ktoś nie obyty z tym typem muzyki zaśnie szybciej niż na filmie „Kac Wawa”. Ktoś znajdujący się po drugiej stronie barykady (obyty) możliwe, że przesłucha „Death Valley Duchess”, ale raczej nie będzie mu zawartość podchodziła do smaku, nawet do „stejku” z Biedronki. A jeżeli ktoś za wszelką cenę chciałby zaprzyjaźnić się z WIDOWS, to polecam utwór 7 na albumie, pt. „Something For Deities”, który jako tako trzyma poziom, interesującym riffem. A poza tym… jest średnio i jak z Korwinem-Mikke. Niby masakruje, ale nie widać nikogo zmasakrowanego. [Vexev]

Widows, 4 Rannoch Rise, Arnold, Nottingham, NG5 8 Fj, England; www.facebook.com/widows666
Bad News Rec., james@badnewsrecords.com; www.badnewsrecords.com