WITCHCRAFT Hegyek Felettem `12

Nie ma to jak węgierski black metal:-). Kapela WITCHCRAFT sieje pożogę od 1996 roku. Dwa dema, dwa EP i dwa LP; później Madziarzy wydali „Hegyek Felettem”, co oznacza „góry ponad Tobą”. Album zawiera 8 utworów utrzymanych w jednostajnie niespiesznych blastowych (blaścianych?) tempach. Ogólnie nie dzieje się nic, ciężko odróżnić jeden utwór od drugiego. Aranże minimalistyczne, wokal monotonny. Można by się spodziewać, że da to wszystko jakiś klimat, zgniły nastrój czy chociaż transowe zapętlenie.

Chuja tam dało. Nuuuuuuuuuuuuuudy! Przypuszczam, że dla trve fanatyków Czarnej S(zt)uki album „Hegyek Felettem” będzie kwintesencją ich obsesji – skoro na całą płytę przypada 2,5 riffa, to Szatan z pewnością przebiera kopytkami, że hej! Mnie węgierscy bracia nie zaciągnęli przed ołtarz (oczywiście czarny). Być może teksty by coś pomogły, ale, kurwa, czy słyszeliście kiedyś węgierską mowę??!! W każdym normalnym kraju rządowy organ ścigania to Policja, Police czy Polizei, ale Węgrzy mają… rendőrség. Jak widać liryki też nam nie pomogą w przydzieleniu WITCHCRAFT wysokiej noty. Gwoli ścisłości – doceniam fakt pozostania przy macierzystym języku, tym bardziej, że na poprzednich wypocinach Panowie cisnęli po hamerykańsku, ale węgierski to nie język, do chuja, tylko bełkot beż żadnej szansy na zrozumienie. Sumując tę fachową recenzję – „Hegyek Felettem” jest tylko dla fanatyków dbających o bladość skóry, podkrążone oczy i mrocznego kutasa. Jestę recenzentę! [Atropos]

Witchcraft, www.witchcraft.atw.hu