WITCHMASTER Violence & Blasphemy `00

WITCHMASTER Violence & Blasphemy `00

WITCHMASTER ponownie w natarciu. Płyta „Violence & Blasphemy” odsunęła w cień dwie poprzednie taśmy demo zespołu i zbiera ona prawie wyłącznie bardzo entuzjastyczne recenzje. Jak można wytłumaczyć ten mini – fenomen? Może tym, że jest to jedna z nielicznych kapel w kraju, która tak silnie odwołuje się do lat 80-ych, a nie gra żadnego na nowo modnego heavy. Hołduje zaś thrashowej jeździe z piekła rodem, przyjmując równocześnie iście szatański wizerunek, niczym stary dobry VENOM.

Muza jest diabelska i bluźniercza, a wokale wściekłe. Zresztą spójrzcie tylko na tytuły: „Antichrist”, The Burning 666” czy „Possessed By Satan”. Tutaj wszelkie świętości zostają pogwałcone, nawet intra przewijające się w środku, z tym pod numerem 4 na czele, coś jakby odgłosy ostrzału artylerii, tworzą bojowy klimat zagrożenia i destrukcji kojarzący się z MARDUK. Album jest świetnie skonstruowany. Większość kompozycji łączy się ze sobą, więc zupełnie nie słychać, iż na ogół są one króciutkie, a ich podobieństwo (nawet cover BLASPHEMY nie wyróżnia się aż tak bardzo) nie jest wadą, jeśli potraktujemy je jako ogniwa logicznej całości. Choć dla mnie i tak „Infernal Storm” i „Satanic Metal Attack” to najlepsze numery. „Violence & Blasphemy” to także dobre wyszkolenie techniczne (przecież w skład WITCHMASTER wchodzą muzycy PROFANUM) i surowe brzmienie. [Kasia]

Jeśli na początek napiszę, że w skład WITCHMASTER wchodzą m.in. muzycy PROFANUM, to pomyślicie sobie – zrobili coś na boku i pewnie to black metal. Ci, którzy w ten sposób myślą, nie mylą się, chociaż nie oczekujcie, że to kolejne „norweskie” popłuczyny lub takie sobie „brzęczenie” przerobione na Najczarniejszą Czerń. Skądże znowu. „Violence & Blasphemy” wypełniają jadowite, bezkompromisowe i rozszalałe kawałki, przy których krwawa łezka w oku (:-)) zakręci się fanom speed/black metalu z lat 80. SODOM, BLASPHEMY (ha, jako bonus jest tu i „Ritual” Kanadyjczyków), podkręcony do ekstremalnych prędkości KREATOR i takie tam… I chociaż całość płyty trochę trwa, to nikt nie poczuje się znudzony, bo tu nie ma krzty powietrza, nie ma chwili na oddech. „Violence & Blasphemy” to prawdziwa masakra w starym stylu. Nie żadne retro-thrashowanie, tylko pierdolona masakra! Miał na ten zespół kiedyś chrapkę Metallion z Head Not Found, ale cóż, jego problem, że wydał ten krążek Pagan Rec. WITCHMASTER nie ma w tej chwili żadnych konkurentów, jeżeli chodzi o takie granie. Violence and blasphemy! [Diovis]

Z reguły wydawnictwa wytwórni Pagan trafiają w mój niewyszukany gust i tym razem jest podobnie. WITCHMASTER na płycie „Violence & Blasphemy” gra ciekawą mieszankę ostrego grańska, stylizowaną na modne dziś lata osiemdziesiąte ubiegłego czy tam obecnego stulecia, bo w tych milenijnych sporach już się gubię, a do rachunków głowę m11am nietęgą… Bardzo stanowczo niezadowoleni panowie są z porównywania ich do tej wspomnianej mody i poniekąd muszę się z nimi zgodzić. Muzyczka w ich wydaniu nosi znamiona oryginalności, wnoszą sporo nowego. I mimo tego niewątpliwego osadzenia w jakże modnych i lubianych dzisiaj latach osiemdziesiątych grają panowie bardzo po swojemu. Dużo brutalności, szybkości i siary. Wszystkie diabły są na pewno w siódmym piekle z radochy, ponieważ rzadko dziś można jednak spotkać naprawdę dobre, diabelskie granie, a WTTCHMASTER, co by nie mówić o powrotach gra zajebiście. Jeżeli po napisaniu setki recenzji i wysłuchaniu takiej ilości produkcji, coś jest mnie w stanie podjadać, to musi być dobre, wiec warto sięgnąć po „Violence & Blasphemy”. [Ukasz]


Witchmaster, www.witchmaster.razor.com.pl / www.myspace.com/wearewitchmaster
Pagan Rec., P.O.Box 12, 86-105 Świecie 5; info@paganrecords.com.pl; tel. 0523330248 / 0504237119; www.paganrecords.com.pl / www.myspace.com/paganrecords