Wojciech Hoffmann: Naprawdę jestem dumny z „Behind The Windows”

wojciech.hoffmann_foto2015Wojtek Hoffmann – filar TURBO, genialny gitarzysta, a na co dzień fan Atmospheric Magazine – za co serdecznie mu dziękujemy! Jakiś czas temu Maestro Hoffmann „Miastu i Światu” zaprezentował drugi solowy album. Recenzję znajdziecie na łamach portalu. Co dokładnie o „Behind The Windows” zdradził nam sam zainteresowany? Zapraszamy do krótkiej, ale treściwej rozmowy z Wojtkiem.

Na wstępie gratuluję nagrania zawodowego materiału. Album „Behind The Windows” to kawał dobrej płyty.

Tak myślisz? To ja bardzo dziękuję, ale powiem Ci w tajemnicy, że też tak uważam. Myślę, że jest to aktualnie moja najlepsza robota, jaką w życiu wykonałem. Naprawdę jestem dumny z „Behind The Windows”, co ogólnie rzadko mi się zdarza. Jestem bardzo krytyczny w odniesieniu do własnych dokonań.

WOJCIECH.HOFFMANN_Behind.The.WindowsDługo kazałeś czekać na nowy materiał solowy. Od „Drzew” minęło… ile lat…? 10… 13?

Na dobry materiał trzeba zawsze poczekać. Miałem mnóstwo zajęć z TURBO i czekałem też na swoje najlepsze utwory, które ciągle powstawały. Dopiero kiedy stwierdziłem, że już mam to, co chciałem, wówczas przystąpiłem do ataku. Jak się okazało, w tym przypadku trzynaście lat jest chyba szczęśliwą liczbą. Ale zdradzę Ci, że teraz nie będzie już aż tak długiej przerwy z prostej przyczyny – mam już sześćdziesiąt lat i gdybym z taką częstotliwością nagrywał kolejne albumy, to przy następnym miałbym siedemdziesiąt dwa czy trzy lata. A to byłaby już lekka przesada.

W jakimś wywiadzie mówiłeś, że nową płytę miałeś w głowie już praktycznie w momencie zakończenia prac nad pierwszym albumem „Drzewa”.

W sumie tak, bo pierwsze utwory powstały jeszcze w 2005 roku, a więc dwa lata po wydaniu „Drzew”. Moje kompozycje powstają bardzo często na zasadzie rejestrowania pomysłów podczas ćwiczeń gitarowych. Czasami w ten sposób rodzi się cały utwór, a przy innej okazji tylko fragmenty, które potem trzeba logicznie poukładać. Często na te właściwe elementy twórczo czeka się kilka lat… Przy pracy nad „Behind The Windows” taką sytuację miałem kilkukrotnie, gdzie były zapisane gotowe i znakomite fragmenty, których jakoś nie mogłem posklejać w jedną całość. Jakoś nic mi tam nie pasowało, a ponieważ nienawidzę bylejakości, to mogę sklejać i dopasowywać bez końca aż do znudzenia. Ze mną jest tak, że w pracy solowej wszystko musi być dokładnie tak, jak chcę… Pytanie tylko, jak ja chcę ? Na szczęście inspiracje i pomysły na łączniki w końcu się pojawiły, a ja jestem dziś bardzo zadowolony z każdego kawałka na tej płycie.

Mam wrażenie, że „Behind The Windows” to album zdecydowanie dojrzalszy, w porównaniu z „Drzewami”. W każdym aspekcie, czy to muzycznym, czy realizacyjnym – to produkcja na światowym poziomie.

Cieszę się, że tak uważasz. Rzeczywiście ten album to powód do dumy. Fakt, płyta „Drzewa” to zupełnie inny materiał, który oddaje mój stan umysłu, w jakim byłem podczas tworzenia i nagrywania tamtego albumu. To w sumie dość radosna muzyka, o wiele prostsza niż materiał z „Behind The Windows”. Utwory na „Drzewach” są krótsze i mniej skomplikowane, o innej harmonii. Różnica jest również w samych aranżach i poszczególnych akordach. Na nowej płycie jest bardzo metalowo i progresywnie, momentami też jazz-rockowo. Są skrzypce Jelonka, gdzieś tam dochodzi także saksofon w „In Line To God” i wokaliza Sławka Belaka, a w utworze tytułowym udzielała się nawet moja córka Martyna. Utwory z „Behind The Windows” są długie, mocne i bardzo progresywne. To cała różnica między tymi albumami.

Ciekawi mnie dobór gości na „Behind The Windows”. Mamy tu ludzi z różnych muzycznych światów. Jakim kluczem kierowałeś się przy doborze nazwisk?

Tym razem nie było żadnego klucza. Po wysłuchaniu gotowych utworów zwyczajnie usiadłem i pomyślałem, kto by się nadawał do poszczególnych kompozycji. I tak na przykład tworząc riff do utworu tytułowego od razu pomyślałem o Leszku Cichońskim. I Leszek zagrał to po mistrzowsku, bo według mnie to najlepsza jego solówka, jaką słyszałem w jego wykonaniu, pełna pasji i bluesa. Arcydzieło. Grzegorz Skawiński również zagrał całym sobą i wpasował się idealnie. Neil Zaza ze swoją partią poszedł jak burza, bardzo żywiołowo i energetycznie. Miał do zagrania bardzo progresywne dwa utwory i zdał egzamin „na pięć”. Ze wszystkich solówek jestem bardzo zadowolony. To samo Michał Jelonek, który nagrał klimatyczne partie w brzmieniu THE MAHAVISHNU ORCHESTRA. Nie zapominajmy, że na płycie jest również kapitalny saksofon Marcina Kajpera.

Wydawało się, że naturalnym musi być wydanie „Okien” za sprawą Metal Mind Productions. Tak się jednak nie stało… Co spowodowało wybór firmy Kubicki Entertainment?

MMP to firma płytowa, która wydaje płyty TURBO i to wystarczy. Myślę, że czas jest wyjść już przed szereg i zrobić coś samemu. Oczywiste jest też, że duża firma musi zarobić na płycie. A przy dzisiejszej sprzedaży nośników potem są paradoksy, że ja po latach ciężkiej pracy nad materiałem dostaję po nagraniach złotówkę od płyty i to jeszcze po rozliczeniu jej budżetu, czyli w praktyce nigdy. Michał Kubicki to fantastyczny człowiek, który kiedyś zaproponował mi nagranie albumu i wszystko sam sfinansował. To maniak gitarowej muzyki, który zaprasza do Polski bardzo znanych, ale niszowych u nas gitarzystów i promuje ich na koncertach. Dzięki temu na przykład mogłem zagrać trasę z Neilem Zazą (który również nagrał mi dwie solówki na płycie) czy koncert z Andym Timmonsem. Takich ludzi jak Michał potrzeba w tym kraju więcej. To bardzo pozytywny facet, wydawca, promotor i promotor muzyki. Tylko mu dziękować, że w tych trudnych czasach z takim zaangażowaniem poświęca czas i energię, aby pokazać w Polsce również innych gitarzystów ze światowej pierwszej ligi.

Czy Kubicki Entertainment zadba o promocję „Behind The Windows” na Zachodzie? Ten materiał aż prosi się o wypłynięcie na szerokie wody :-).

Być może Michał pomoże co nieco. Przede wszystkim mam jednak własnego managera i agenta koncertowego, który już ciężko pracuje nad przyszłoroczną trasą koncertową w Polsce, po której podejmiemy działania ukierunkowane na Zachód. To nie jest łatwa sprawa, ale przy odrobinie szczęścia może się to udać i pojadę gdzieś w świat na koncerty z mocnymi nazwiskami.

Na wiosnę zagrałeś kilka koncertów z nowym materiałem. Będzie ciąg dalszy tej trasy?

Jak już wspomniałem, zaraz po Nowym Roku w planach jest docelowo nawet czterdzieści koncertów. Na chwilę obecną jeszcze trudno powiedzieć, na ile uda się to wszystko posklejać. To na swój sposób ryzykowne przedsięwzięcie, bo jeszcze nikt w tym kraju nie ruszył w tak obszerny tour z gitarową muzyką instrumentalną. Bardzo bym chciał, żeby dopisała publiczność. A ponieważ dzięki takim wywiadom ludzie się dowiadują, że taka płyta jak „Behind The Windows” w ogóle wyszła, więc może przyjdą na nasz koncert. Na żywo na pewno będzie czego posłuchać. Zachęcam tym bardziej, że album można kupić wyłącznie na koncertach bądź przez moją stronę internetową.

wojciech.hoffmann_foto.live2015

A’propos grania na żywo – ten materiał idealnie nadaje się na album koncertowy. Doczekamy się „Behind The Windows – Live”?

Również mam taki plan, aby zarejestrować któryś z koncertów na potrzeby DVD i płyty koncertowej. Ten materiał na koncertach brzmi zawsze trochę inaczej. Nie ma wszak dodatkowej gitary, ale jest dużo mocniej i bardzo dynamicznie. Na pewno bardzo się postaramy, aby takie wydawnictwo powstało.

Czy na Twój trzeci solowy krążek będziemy musieli długo czekać?

Już już powiedziałem – nie! Jedyny problem polega na tym, że mam różne koncepcje co do kolejnej płyty. Za nic nie chciałbym nagrywać następnego krążka, który byłby identyczny jak „Behind The Windows”. Nie jestem też zwolennikiem totalnych przewrotów, ale każdy album musi mieć swoją odrębną tożsamość. Bo chyba nudne jest odsłuchiwanie płyty artysty, na którą się czeka i włączając odtwarzacz nagle słyszysz ciąg dalszy ostatniego albumu. Mnie coś takiego nie interesuje. Choć wiem też, że słuchacze nie lubią zmian. Przekonałem się o tym przy tworzeniu albumów dla TURBO. Fani by chcieli, aby ciągle nagrywać „Kawalerię” 2,3,4,5,6 i tak dalej… Ale przecież Artysta powinien się rozwijać i ten rozwój pokazywać swoim słuchaczom. Twórca winien mieć całkowitą swobodę w kontekście swoich dokonań, nawet jeśli świadomie zdecyduje się zachować w tym wszystkim umiar i odpowiednie proporcje.

Czy na kolejnej solowej płycie – jeśli będzie… – też planujesz zaprosić interesujących artystów?

Tego jeszcze nie wiem, bo nie przyjąłem ostatecznej koncepcji w kontekście tego, jaki to będzie materiał. Chciałbym, aby pojawiły się duże nazwiska, bo to zawsze jest nobilitujące doświadczenie i fajna przygoda. Byłoby super mieć Stevena Wilsona, być może Steve’a Lukathera, który w naszej pierwotnej koncepcji miał nawet nagrać jedno solo na „Behind The Windows”.

O gitarze mógłbyś prawić godzinami. Pamiętam program telewizyjny Hołdysa, w którym byłeś gościem. Fantastycznie opowiadałeś o inspiracjach, grze na gitarze. Mówiłeś wtedy o zainteresowaniu gitarą jazzową. Może kolejny album Wojciecha Hoffmanna będzie stricte jazzowy?

Stricte jazzowy to chyba nie, bo jednak nie jestem gitarzystą typu John Scofield czy Pat Metheny… Ale płyta jazz rockowa to jak najbardziej. Przy moim niespokojnym wnętrzu wszystko się może wydarzyć…

turbo_live2015A czy masz jakieś plany dotyczące „TURBINY”? Gracie szereg koncertów w związku z 35-leciem. Wypada teraz znów wejść do studia :-).

Fakt, w ramach tej trasy zagraliśmy już dużo sztuk, ale to jeszcze nie koniec. Na początku września ruszyliśmy w drugą, tym razem gigantyczną część trasy z okazji 35-lecia. Obejmie ona swym zasięgiem blisko trzydzieści koncertów i większość miast w Polsce. Są to koncerty wyjątkowe ze względu na repertuar, bo obok oczywistych klasyków i przekroju przez całą twórczość TURBO, sięgamy również po kompozycje nie grane po kilkanaście, albo i więcej lat, lub wręcz nigdy nie grane. Mam nadzieję, że to zachęci fanów do tego, by celebrować z nami to wspaniałe wydarzenie, bo istnienie zespołu przez 35 lat to zawsze jest wydarzenie.

Dzięki za wywiad. I jeszcze raz gratuluję krążka „Behind The Windows”!

Ja również bardzo dziękuję. W przyszłości po raz kolejny dołożę wszelkich starań, aby moja praca dawała przyjemność słuchaczom i mam nadzieję, że będę częściej ich raczył moimi solowymi produkcjami. Pozdrawiam serdecznie ekipę i czytelników Atmospheric!

[Sebass]