WOJCIECH HOFFMANN: Powrót do przeszłości

Wojciech Hoffmann – człowiek instytucja. Jeden z twórców naszej sceny metalowej. Lider legendarnej grupy TURBO, prawdopodobnie najwybitniejszy polski rockowy gitarzysta – powraca, ale w trochę innym wcieleniu. Już wkrótce na rynku ukaże się koncert DVD z solowym, instrumentalnym repertuarem Hoffmanna. Właśnie na okoliczność wydawnictwa „Back To The Past” miałem okazję  porozmowiać z panem Wojciechem. Mimo że głównym tematem wywiadu jest solowe DVD, to rozmowa wyszła również na inne tory. Jakie? Zobaczcie sami. Zapraszam do lektury.


 

Witaj Wojtku! Od naszej ostatniej rozmowy minęło troszkę czasu. Wiele też się wydarzyło i w samym zespole, i wokół TURBO. To może zacznę od w miarę świeżej sprawy – odejście Tomka Krzyżaniaka. Czy to, że zaangażował się w poczynania LUXTORPEDY, było jedyną przyczyną odejścia?

To był tylko jeden powód, ale nie dlatego, że zaangażował się do LUXTORPEDY, tylko z powodu braku informacji dla nas Jestem zawsze bardzo tolerancyjny, ale nie lubię braku podstawowych zasad we współpracy między ludźmi. Tomek zrobił taki sam ruch, kiedy się zaangażował do ARMII. Obydwa przypadki dokonały się bez naszej wiedzy i naszego przyzwolenia. Myśmy się dowiedzieli o tym po fakcie. Jako odpowiedzialny za zespół nie mogłem się zgodzić, żeby TURBO dla Tomka stało się zespołem drugoplanowym. Podjęliśmy więc decyzję o rozstaniu. Bywały takie sytuacje, w których my musieliśmy szukać sobie zastępcy na koncerty. Nie może być tak, że jesteśmy postawieni pod ścianą. Po dziesięciu latach pracy w zespole nie robi się takich rzeczy. Nie jesteśmy oczywiście właścicielami nikogo, ale jakieś ludzkie formy powinny obowiązyważ każdego. Nie mam sobie nic do zarzucenia, bo sam mówiłem Tomkowi, żeby grał z wieloma muzykami, bo to rozwija, ale nie przypuszczałem, że szykuję bata na siebie.

 

Domyślam się, że wybór Mariusza Bobkowskiego był wyborem naturalnym, przecież już w przeszłości z Wami grał…

 

Myślę, że tak. Tym bardziej, że z Bobisiem gram w projekcie DRZEWA, a Bobi jest świetnym nie tylko perkusistą, ale też kolegą. Bardzo dobrze się rozumiemy na każdej płaszczyźnie i Mariusz jest zawsze zadowolony i uśmiechnięty. Bardzo dobrze się z nim pracuje…

Tak naprawdę głównym powodem naszej rozmowy jest Twój solowy materiał DVD – Wojciech Hoffmann – „Drzewa”. Możesz przybliżyć czytelnikom genezę powstania tego materiału? Skąd wziął się pomysł na to koncertowe DVD?


Dostałem tę propozycję od Darka Świtały z MMP. Zadzwonił do mnie któregoś popołudnia i zapytał, czy nie miałbym ochoty zagrać koncertu przed PENDRAGONem w Katowicach 20 kwietnia 2011. Pomyślałem sobie, dlaczego nie? Tym bardziej, że koncert miał być zarejestrowany i wydany na DVD. Ponieważ nie mam jeszcze solowego DVD, pomyślałem, że to dobry pomysł. No i tak też się stało. Koncert został bardzo dobrze zrealizowany i przyjęty przez publiczność. Uwielbiam grać „Drzewa”, bo przychodzi na taki gig inna troszkę publiczność niż na TURBO, a ja lubię takie sytuację, kiedy widz rozumie co do niego „mówię”. To fantastyczne. Materiał z koncertu już widzałem i myślę, że będzie się podobał moim fanom, a zwłaszcza tym, którzy znają moją solową płytę DRZEWA.

Czemu akurat zatytułowałeś to DVD „Back To The Past”?

 

Właściwie to bardzo spontaniczny pomysł na tytuł. Tak sobie pomyślałem, że gram przecież dużo dźwięków, w których słychać minione czasy dla muzyki, więc tutuł jest jednoznaczny i uzasadniony…

Czy w związku z premierą „Back To The Past” możemy spodziewać się jakiejś – nawet krótkiej – trasy promocyjnej?

 

Tego jeszcze nie wiem. Być może MMP coś planuje, ale ze względu na sezon urlopowy nie dostałem jeszcze takiej informacji. Jak tylko coś będę wiedział, taka informacja ukaże się w różnych mediach…

Swego czasu mówiłeś mi, że nie masz zamiaru współpracować z Metal Mind Productions, ale DVD to ich robota… Skąd ta nagła zmiana?!


Jestem zwolennikiem nie burzenia mostów. Moja współpraca z MMP nie należała do najlepszych i najłatwiejszych, ale postanowiłem spróbować. Wszystko w życiu się zmienia… Co z tego wyniknie, jeszcze nie wiem. Wiem tylko jedno – będę miał DVD, a to kolejna pozycja w moim dorobku jako muzyka. I z tego się cieszę…


Pracujecie intensywnie nad nowym materiałem z TURBO. Czy to czasem znów nie wstrzyma wydania kontynuacji „Drzew”?


Nie. Tworzenie materiału idzie równolegle. Zarówno dla TURBO, jak i następcy „Drzew”. Co do „Drzew”, to mam już terminy nagrania, natomiast z TURBO w związku z rozstaniem z Krzyżykiem sytuacja się zmieniła. I nie wiem, czy damy radę wydać TURBO w tym roku, tak jak planowaliśmy. Nie będziemy się spiszyć i robić nic na siłę. Płyta musi być znakomita pod każdym względem. Pracujemy już nad nią, a raczej wznowiliśmy pracę z Mariuszem. Materiału jest sporo, ale pozostaje jeszcze sprawa wydawcy, a  kto nim będzie, tego jeszcze nie wiemy. Natomiast moją „solówkę” wydam znów najprawdopodobniej sam.

 

 

Domyślam się, że nowy album będzie to kontynuacja drogi rozpoczętej na „Strażniku Światła”…


Czy będzie to kontynuacja „Strażnika”? Sam nie wiem. Chyba jednak nie. Nie będzie to płyta koncepcyjna. Utwory są krótsze i dosyć mocne, ale bardzo melodyjne. Myślę, że bliżej jest do „Kawalerii” niż „Strażnika”.

Czy podobnie jak Twoje solowe DVD, nowy krążek TURBO wyda MMP?


Tak jak wspomniałem, nie mamy jeszcze wydawcy i całkiem możliwe, że również wydamy ją sami. Decyzję podejmiemy ,jak materiał będzie już gotowy.

Na koniec, odbiegając trochę od samej muzyki, chciałem Cie zagadnąć o dwie ważne postacie dla Ciebie i zespołu, które niestety pożegnaliśmy tak nagle. Mam na myśli Tomasza Dziubińskiego (szef MMP) i Andrzeja Sobczaka. Wiem, że z Tomaszem nie zawsze było Wam po drodze, ale chyba jakiś miłe wspomnienia pozostały?

 

Z Tomkiem Dziubińskim łączyło mnie wiele. Przecież całe moje zawodowe życie jest z nim związane. Kiedyś nawet przyjaźniliśmy się. We czwartek rano zadzwonił do mnie Litza i powiedział: „Wojtek, „Dziuba” nie żyje.”. Jego śmierć była dla mnie szokiem, bo nie wiedziałem, że był chory. Trzy dni przed śmiercią dowiedziałem się o jego chorobie . Pomimo wielu nieporozumień, które były między nami, zrobiło mi się beznadziejnie. Tomek jako zawodowiec nie był łatwym współpracownikiem, ale sznowałem go za jego pasję i profesjonalizm. Prywatnie był świetnym kumplem i trosklwym ojcem. No cóż, takie są koleje losu. Losu, który też zabrał nam całkiem niedawno Andrzeja Sobczaka… Andrzej również był bardzo ważną postacią dla TURBO. Wszystkie teksty, aż do „Kawalerii” napisał nam Andrzej. I właśnie jego teksty i tamte piosenki pozostały w słuchaczach do dzisiaj. Napisał przecież najważniejszą piosenkę lat osiemdziesiątych, niestety ciągle aktualną, a może teraz jeszcze bardziej niż wtedy – „Dorosłe dzieci”. Wiele tekstów do dzisiaj jest wielkimi przebojami: „Jaki był ten dzień”, no i „Przeżyj to sam” zespołu LOMBARD. Szkoda, bo ubywa nas na tym świecie i pewnie po nas ktoś kiedyś też zapuka. Oby nie znał adresu…

Przypominasz sobie jakieś ciekawe anegdoty związane z Andrzejem Sobczakiem?

 

Pamiętam, jak podczas uroczystości wydania przez Polton płyty „Dorosłe dzieci”, nasz ówczesny manago Janusz Maślak zorganizował w pokoju hotelowym małą bibkę dla redaktorów. Wódeczka i inne napoje chłodziły się w lodówce. Tak, mieliśmy w pokoju lodówkę, bo to był apartament. Niestety nikt nie przyszedł, no i Andrzej wyczyścił wspólnie z nami ten zakątek zimna, a rano umierał przedwcześnie. Tylko wtedy to był zwykły kac, a teraz prawdziwe niestety życie. Nie pamiętam więcej sytuacji. Humorystycznych tym bardziej, bo spotykaliśmy się rzadko. Tylko wtedy kiedy przynosiłem mu melodie do napisania tekstu. Na szczęście był na naszym trzydziestoleciu. Spotkałem się z nim miesiąc przed odejściem. Już miał przerzuty do mózgu, ale jeszcze mocno pracował i był pełen nadziei. Mówił mi wtedy z miną drwiąca, że to on go zeżre. No niestety. Stało się inaczej. Siła wyższa. Być może w niebie potrzebny był ktoś od dobrych tekstów?

Bardzo Ci dziękuję za te wspomnienia. Na koniec proszę Cię o kilka słów do czytelników Atmospheric!


Zawsze to jest trudne. Bo przecież cały ten wywiad jest dla czytelników Atmospheric`a. Więc niech moi kochani czytelnicy wezmą się w tzw. kupę i przychodzą tłumnie na moje i TURBO koncerty, i kupują moje i TURBO płyty. Serdeczne pozdrowionka. No i zdrowia, bo tematy były smutne, zwłaszcza na końcu. Ale przecież mamy żelazne zdrowie….

 

Trzymam kciuki za sukces DVD. Czekamy na nowe albumy TURBO i Twojego solowego projektu. Dzięki wielkie za rozmowę!


Również wielkie dzięki.

 

[Sebass]

 

Wojciech Hoffmann, www.myspace.com/wojciechhoffmann