Wywiad z ekipą Support Them All

Jak wszyscy (lub jeszcze nie wszyscy) wiedzą, zbliża się dziesiąta jubileuszowa edycja święta maniaków podziemia – imprezy pod szyldem In Your Face! Z tej okazji wymęczyliśmy headquarter Support Them All, czyli sprawców całego zamieszenia. Zapraszamy do lektury najlepszego (a na pewno najdłuższego) wywiadu o muzyce z perspektywy organizatorów!

Po ponad 2 latach ciężkiej pracy, po 20 tonach zainwestowanego zapału i po 2000 hektolitrach rozdysponowanych trunków ekipa Support Them All odpowiedzialna za tę cykliczną rozpierduchę może z podniesioną głową ogłosić, wszem i wobec, że podziemie istnieje. Nie tylko w Łodzi czy Pabianicach, także w bratnim Lublinie, Warszawie, Toruniu i wielu innych miastach.

Ale kto tak na prawdę stoi za ekipą, którą znacie głównie z organizacji eventów bądź patronatów medialnych? Chcielibyśmy przybliżyć wam postacie, które najłatwiej spotkać pod sceną (a nawet na scenie), zapaleńców oddanych idei wsparcia którą zapisali we własnej nazwie – Grucha, Whisper, Natalia, Konrad oraz Artur w rozmowie o muzyce, podziemiu, doświadczeniach i planach!


  • Od czego się to zaczęło? Kiedy? Skąd wziął się pomysł na IYF? Inspiracje?

Grucha (głównodowodzący, znany także z gry w MAGGOTH czy DZIADACH BOROWYCH): IYF zaczęło się od zerżnięcia całej koncepcji z lubelskiego Thrash Attack. Spodobało mi się jak Szlucher (R.O.D. I HERESYER) razem z ekipą ogarnęli organizację i promocję swojej imprezy.
Mieliśmy jako MAGGOTH zrobić gig z UNSAINT i właśnie R.O.D. Wtedy de facto narodziło się IYF. Początkowo miał być to jednorazowy strzał, ale że szybko i mocno nakręcam się na takie koncepcje to poszło dalej. Poza tym zawsze chciałem robić coś związanego z gigami. To zacząłem robić.
Przy dobieraniu kapel na początku chciałem działać koncepcyjnie. Jak miał być thrash to sam thrash. Potem mocno mi się zmieniło, tudzież Artur przekonał mnie, że eklektyczny skład będzie ciekawszą opcją niż 3 h tego samego w innym wydaniu. Przez to obok doom’u można usłyszeć u nas grindy, czy bardziej nowoczesne brzmienia.

Whisper: Jakoś na początku 2015 jak powstawało Support Them All, ktoś rzucił pomysłem, że można by zacząć robić swoje koncerty, bo wtedy w Łodzi mało co się działo na scenie metalowej, i po paru miesiącach, w październiku ruszyliśmy z pierwszą edycją.

Konrad (znany także z gry w DESPIZER czy CORNADA): Oczywiście, że został ukradziony Szlucherowi i jego konceptowi Thrash Attack. Nie wiem też, czy można tutaj mówić o specjalnym pomyśle, inspiracjach czy konceptach. To klubowa impreza cykliczna – organizujemy takie koncerty, na jakich sami chcielibyśmy zagrać. Organizujemy też takie koncerty, na jakie same chcielibyśmy pójść.

Artur (znany także z gry w MAGGOTH): Jaki był konkretny trigger w głowie Gruchy to nie wiem, ale idea zrodziła się dość naturalnie. Chcieliśmy znaleźć jakiś sposób żeby organizacja koncertów poza naszym „rejonem” miała jakieś ręce i nogi. Zaczęliśmy myśleć jak to ruszyć i międzyczasie zawitaliśmy na Thrash Attack do Lublina, albo graliśmy jakiś gig z R.O.D … już nie pamiętam. Tak czy inaczej poznaliśmy lubelską ekipę i dość pozytywnie nas zaskoczyli. Organizacja, koncepcja i ogarnianie tej imprezy trochę otworzyło nam oczy na temat „jak to zrobić”. Szlucher i jego bezkompromisowe podejście do tematu dały nam do myślenia. Grucha się podpalił bo to on jest organizacyjnym mózgiem operacji i jakoś poszło. W Łodzi była też w tym czasie koncertowa posucha bo z takich klubowych gigów nie było chyba ekipy, która by cyklicznie robiła metalowe koncerty z jakąś konkretną koncepcją i charakterem. Jak już się zaczęło to poszło.

  • Skąd wzięła się nazwa IYF?

Grucha: Artur z Maggoth swego czasu często używał zwrotu „in your face” w stosunku do zajebistych, gniotących riffów. Sam zwrot idealnie też oddaje to co chce robić z ludźmi na gigu. Muzyka ma niszczyć, sprzedawać im razy na twarz a potem nie pozwalać się podnieść. 

Whisper: To miała być impreza z pierdolnięciem, wiesz, jest tak zajebiście, że czujesz jak byś dostał muzyką w ryj, taki cum-shot metalem xD.

Konrad: Ja sądzę, że od ulubionego motywu z filmów porno. Seks jest zawsze odpowiedzią.

  • Kto jest autorem plakatów i trailerów? Skąd… pomysł? Z jakimi reakcjami fanów się spotkaliście?

Grucha: Plakaty robili różni ludzie. Schemat długo był bardzo podobny – Artur znajdował screen i ktoś kto umie w programy graficzne pomagał (tu warto wspomnieć chociażby o Michale Pietrzaku, który bodaj do 5 edycji robił nam plakaty).
Skąd pomysł – to pytanie do Artura. Poprosiłem go o ogarnięcie tematu a dostałem poster z laską, która miała spermę na twarzy. Nie tego oczekiwałem. Plakat w pierwszej chwili mnie drażnił. A jak drażnił to spełniał swoją rolę. Tak zostało. Obecnie za plakaty odpowiada Konrad i jego kumpel Kurczak. Porno moim zdaniem wydaje się bardziej kontrowersyjne niż odwrócone krzyże. Nie chce też dorabiać idei do plakatów. Mnie podchodzą i podobają się. Do tej pory nikt się nie dopieprzył do nich. Są głosy o seksizmie, acz ja to widzę jako konwencje jaką utrzymujemy. Nie będziemy jej zmieniać a raczej się nią bawić.
Trailery robię ja. Pomysł trailerów ściągnąłem oczywiście od Szluchera. Nadal przy każdym Thrash Attacku czekam co poleci. Skoro u niego się to sprawdziło to chciałem pobawić się tak samo u nas. Koncepcja zawsze jest taka sama – wstęp z jakiegoś filmu, prezentacja zespołów i końcowe gigi. Na wstępach lecą fragmenty filmów mniej lub bardziej nawiązujące do plakatu, jakiegoś żartu wewnętrznego, zespołu czy czegokolwiek co wpadnie do głowy. Czasem ktoś podrzuci pomysł, czasem pomysł znajdzie się sam. Potem parę minut klejenia i jest. Trailery, patrząc po informacji zwrotnej, raczej się podobają. Jeśli nie to niech komentują, że są chujowe :).

Whisper: Reakcje są zajebiste, ludzie lubią kontrowersje, a my się tego nie boimy robić. Miała być impreza inna niż wszystkie, dlatego na naszych plakatach nie ma czaszek i pentagramów tylko gołe baby i scenki z porno. Kiedyś na koncercie MAGGOTH były puszczone w tle filmy dla dorosłych (pech chciał, że przyszli wtedy rodzice perkusisty :P), ludzie reagowali różnie ale i tak każdy oglądał, może i to było inspiracją :P

Konrad: Koncept na plakaty jest tak stary jak ta impreza. Od dłuższego czasu za plakaty odpowiedzialny jestem ja i mój serdeczny przyjaciel Kurczak. Chyba znów chodziło o porno. Ewentualnie też o prosty przekaz – jebcie się. Odpowiada mi forma delikatnej obrazoburczości w połączeniu z kiczem i brakiem nadęcia. Możliwe jest też, że w cale tak się to nie prezentuje, ale na pewno takie jest założenie. Ogólnie rzecz biorąc wykonywanie tych plakatów to czysta radość. Trailery to robota Gruchy i zew jego duszy filmowca.

Artur: Do koncepcji plakatów dołożyłem swoją dość dużą cegiełkę. Fakt, że wybierałem chyba większość porno-screenów może nie jest powodem do dumy, ale zawsze robię to z pełnym zaangażowaniem. Obróbka graficzna to już nie moja brocha. Tutaj potrzeba speców, którzy na przestrzeni edycji się zmieniali. Aktualnie to chyba Konrad. Trailery montuje dyrektor/reżyser Grucha.
Pomysł jest prosty… nazwa In Your Face zobowiązuje. Ma być bezkompromisowo, surowo, brudno i na pełnej kurwie. Ile możesz oglądać tych „złych” plakatów gdzie na rantach są pasy z nabojami, albo inne wojenne, mroczne atrybuty. U nas plakat to pewnego rodzaju trademark imprezy, który w 100% oddaje jej charakter. I tak powinno być. A co najważniejsze „dlaczego nie???”, co w tym takiego gorszącego? . Przewijając tablice na FB oglądasz więcej golizny niż na naszych plakatach, a dodam, że jest ona przeplatana chorymi dziećmi, zwierzętami do adopcji lub zdjęciami z wypadków. Nie wiem co jest bardziej hardcorowe.
Reakcje na plakaty były takie jak się spodziewaliśmy. Z reguły „o kurwa”, ewentualnie „serio?”.

  • Jakie zmiany zaszły przez te okrągłe 10 edycji In Your Face?

Grucha: Zmieniło się mnóstwo rzeczy. Przeszliśmy przez takie kluby jak Stereo Krogs, Kij, Andrzeju nie denerwuj się (który moim zdaniem jest jedną z najlepszych miejscówek do grania gigów w Łodzi, a przynajmniej na nasze potrzeby), a teraz jubileuszowo w Mangetofonie.
Na gigach poznaliśmy mnóstwo osób, pojawili się stali bywalcy, którzy też nam sprowadzają ludzi. IYF to nie jest duża, anonimowa impreza a DIY gig, na którym pojawia się od cholery znajomych i przyjaciół. Od paru edycji robimy bilety (pierdoła, ale jest), dla przyjezdnych jest żarcie w klubie, na afterze też. Chce, żeby kapele które zapieprzają kilkaset km były zadowolone i zwyczajnie zaliczyły dobry gig.
Od paru edycji dajemy też czwarty zespół na rozgrzewkę. Początkowo byłem do tego negatywnie nastawiony bo moim zdaniem 3 kapele to optymalna ilość na gigi takie jak nasz. Przy dobrym ogarnianiu czasówki i tym, że gigi robimy w soboty zaczęło się to sprawdzać.

Whisper: 10 to taka jubileuszowa edycja,dlatego jedna ze zmian to zmiana klubu na większy, spodziewamy się sporej frekwencji, a druga to cena biletu. Zagrają też bardziej znane zespoły,choć dalej undergroundowe. Poza tym jest raczej bez zmian – dalej robimy swoje najlepiej jak umiemy.

Konrad: Przede wszystkim kluby, zmieniały się z różnych powodów. Aczkolwiek od dłuższego czasu współpracujemy z Andrzejem i bardzo sobie te współpracę cenimy, mimo iż na 10. edycję zrobimy mały skok w bok.

Artur: Na pewno organizacyjnie jest o wiele lepiej. Cały czas staramy się udoskonalać imprezę, a doświadczenie na pewno w tym pomaga. Wykrystalizował się pewien podział ról, jest grono osób zaangażowanych i dorzucających swoje 5 gr do imprezy.
Zmieniło się zainteresowanie wokół wydarzenia, zarówno ze strony kapel jak i ludzi. Pojawili się stali bywalcy koncertów. To jest chyba najlepsze, że przez ten czas IYF stał się okazją dla ludzi żeby się spotkać ze znajomymi, pogadać, posłuchać muzy. Nawet jak nie znasz kapel to możesz być pewny, że popeliny nie będzie. Dyrektor artystyczny trzyma poziom wykonawców. Jeżeli jest grind to jest to dobry grind, jeżeli thrash to dobry thrash itd. Zawsze dobrzy zawodnicy w swoich kategoriach wagowych :)

Pages: 1 2 3 4