Wywiad z ekipą Support Them All

  • Teraz coś zgoła odmiennego – może przydarzyły się wam jakieś spektakularne wpadki? Usterki?

Whisper: Nie pamiętam co to było dokładnie,ale raz zorganizowaliśmy gig w innym miejscu niż zwykle, jednak zostaliśmy grzecznie poproszeni, żeby już tam nie wracać,ktoś chyba coś kosztownego rozjebał. Albo może plakat ich zgorszył, nie wiem :)

Artur: Nie nazwał bym tego usterką, ale chyba dwie edycję, które odbyły się w pubie Kij. Miejsce spoko, ale nie dostosowane do imprez tego typu. Jakichś większych wpadek sobie nie przypominam. Kiedyś mieliśmy trochę luźniejsze podejście do ram czasowych i to było nie ok. w stosunku do kapel, które grały na końcu. Często było już za późno i zbyt mocno alkoholowo w publice. Ale to też już ogarnęliśmy i czasowa rozpiska zgadza się z tym co później dzieje się w klubie. Często kapele są tym zaskoczone.

  • Jakie napotykacie największe trudności przy organizacji koncertów?

Grucha: Dogadanie terminu i kapel tak, żeby wszystkim pasowało i żeby nie dorzucić do gigu za dużo.

Whisper: Chyba znalezienie odpowiedniego terminu,który będzie każdemu pasował.

Konrad: Ktoś kto parał się organizacją koncertów na pewno będzie wiedział – na początku ogarnięcie wszystkich jeśli chodzi o termin, ciągła zabawa w głuchy telefon. Później – logistyka. A w trakcie imprezy strasznie trzeba uważać na alkoholizm, bo aż żal się na tak dobrej sztuce nie najebać… Ale ja to generalnie lubię, jakbym tego nie lubił, to bym tego nie robił. Więc w zasadzie nie postrzegam niczego jako trudności, tylko jako naturalną kolej rzeczy.

Artur: Chyba najgorsza faza jest przed imprezą żeby dograć kapele i terminy. Na samym gigu to już większość zależy od kapel. Jeżeli ekipa jest ogarnięta to nie ma żadnych większych problemów. My pilnujemy bramki, sceny i czasu, klub daje fronty i nagłośnieniowca, backstage jest… jaki jest.

  • A jaka jest wasza wizja rozwoju imprezy? Jakie macie plany na przyszłość?

Grucha: Impreza może się rozwijać jak będzie przychodzić więcej osób. Mamy całe gro kapel, które chcemy zaprosić i ogarnąć im dobrą imprezę.

Whisper: Może kiedyś będziemy drugim Brutal Assaultem :P (marzenia).

Natalia: Myślę, że wszystko zmierza w jak najlepszym kierunku i, że może być tylko lepiej, sporo ludzi nas już kojarzy, za jakiś czas to grono się rozrośnie, a co za tym idzie impreza też będzie musiała być przystosowana na jeszcze większą liczbę osób. Mi się osobiście marzy jakiś dwudniowy festiwal In Your Face i nasz merch koszulki, czapki z grafikami plakatów i te sprawy :)

Konrad: Ja bym chciał zaprosić mój ulubiony polski zespół czyli Lady Pank, wtedy będę spełniony. Usłyszeć to cudowne, niezapomniane brzmienie gitary – bezcenne. Ewentualnie jeszcze Strachy na Lachy. Chciałbym też płacić zespołom coraz mniej, a za bilety brać coraz więcej. Żeby na tym zarabiać i nie musisz robić nic innego.

Artur: Myślę, że na pewno nie będziemy uparcie dążyć do zwiększenia gabarytów (10-ta edycja w Magnetofonie, ale później powrót do sprawdzonej miejscówki). Raczej skupimy się na tym żeby zaskakiwać ciekawymi kapelami i w ten sposób rozwijać imprezę. Pokazywać, że underground dobrą muzą stoi. Nie trzeba wywalać 50 czy 100 zł za bilet żeby zobaczyć dobry gig i napić się piwa z przyjaciółmi.

  • Która edycja IYF według was była najlepsza? Która zapadła najgłębiej w pamięci?

Whisper: Jak dla mnie – zdecydowanie 7 edycja IYF (https://www.facebook.com/events/615304542013937/) wtedy był rozpierdol, grało SELFDENIAL, DOOMSTER REICH, UNBORN SUFFER i INFERNAL BIZARRE, pobiliśmy rekord sprzedanych wejściówek – dokładnie 101, a licząc jeszcze nas, zespoły i gości – było około 150 osób. Nie wiem jak my się tam wszyscy zmieściliśmy, pamiętam tylko chaos na bramce jak wszyscy na raz chcieli kupić bilety, a zaraz obok ustawiała się kilometrowa kolejka po merch. Uwielbiam jak jest zapierdol na koncercie – wtedy wiadomo, że to udana impreza :)

Natalia: Może to dziwne, ale nie mam swojej ulubionej edycji haha. Na każdej zabawa jest tak samo dobra, pełno bimbru, zielonej herbaty, piwa, dobrej muzyki, cudownych ludzi, czego chcieć więcej? Każdej imprezy nie mogę się tak samo doczekać tak jak i tej grudniowej już #10. Będzie mega!

Konrad: Czy mogę odpowiedzieć jak rasowy polityk lub sportowiec? Mam nadzieję, że najlepsza jeszcze przed nami. Z najświeższych rzeczy to jako organizatorowi w pamięć zapadła mi 7 edycja, ze względów frekwencyjnych chociażby, skład też był mocny i bardzo zróżnicowany. Zawsze wybieramy kapele, które podobają się nam samym, na każdej spotykam się z masą znajomych, mi się podobała każda, bez lipy.

Artur: Każda edycja jest spoko. Ja niestety mam słaba pamięć :) Dobry był fest na który wbiło nam ponad 100 osób z samych biletów. Grucha podpowiedział mi, że to 7 edycja była. Klub był full i atmosfera wtedy też świetna. Miło wspominam jak na gigu MAGGOTH, Kriss z CORNADY wbił na scenę i razem z nami „Lunatic Soldier” wykonał.

  • Jak wyobrażacie sobie ekspansję działalności STA?

Grucha: To samo tylko więcej.

Whisper: Niedawno, z powodu mojej przeprowadzki do Torunia, objęliśmy patronat nad lokalnym Post Mortem Mini Festiwal, a kto wie, może zacznę robić tu coś w stylu In Your Face ;) Na pewno w przyszłym roku planuję serię koncertów charytatywnych, więcej info pewnie będzie koło stycznia.
Kiedyś była też mowa o wydaniu płyty – składanki z utworami zespołów, które u nas grały, zobaczymy co z tego wyjdzie.

Artur: Pytanie do Pana Dyrektora. Ze swojej strony myślę, że nawiązywanie kontaktów z jak największą liczbą „ogarniętych” kapel i ekip, z którymi można później działać, organizować gigi i wspierać się wzajemnie.

  • Czytelnicy pewnie zgodzą się, że atmosfera klubu to pół sukcesu. Jak oceniacie dotychczasowe miejscówki? Jak tam wasze relacje z lokalnymi władzami?

Grucha: Wydaje mi się, że relacje mamy spoko. Świetnie się współpracuje z klubem Andrzeju, nie denerwuj się.

Konrad: Jedna historia jest na tyle ciekawa, że klub się zamknął i nie mieliśmy domu przez kilka długich miesięcy… A z obecnym klubem, Andrzejem, relacje mamy wręcz wzorowe. Czy się mylę Grucha?

Artur: Na początku było Stereo (Krogs – przyp. red.). Bardzo miło wspominam. Można się tam było przyjemnie urządzić, backstage był spory, tylko nagłośnieniowiec zawsze inny. To często powodowało opóźnienia. Kiedyś była nawet bardzo sympatyczna Pani nagłaśniająca. Chyba nie do końca uświadomiono ją jaki to typ imprezy, ale mimo to dała radę. O Kiju pisałem. Klub luz ale nie dla nas.
W Andrzeju chyba póki co jest najlepiej. Znają nas, może nawet lubią. My też wiemy czego się spodziewać. Poza tym na pierwszym IYF skończył im się browar, wiec byli pozytywnie zaskoczeni.

Pages: 1 2 3 4