Wywiad z ekipą Support Them All

  • Ciekawostki o zespołach, które wystąpiły? Czy granie ze swoim zespołem na swoim festiwalu jest inne od grania gościnnie?

Grucha: Różnica jest taka, że o mniej trzeba się martwić. Bierzemy wtedy własny backline i nie trzeba kombinować z przyjezdnymi kapelami.

Whisper: Ciekawostka jest taka, że około 6 zespołów, które grały na IYF składa się z prawie tych samych osób. Więc albo mamy w Polsce niedobór muzyków, albo każdy z nich jest na tyle kreatywny, że tworzą tak różnorodną muzykę, że musieli założyć kilka zespołów :P 

Konrad: Tak, jest inne bo nam nie płacą. Jesteśmy sami dla siebie bardzo chujowymi organizatorami. Poza tym wszystko jest tak samo, dajemy sobie taki komfort że jak gram ja – Grucha ogarnia wszystko, ja nie myślę o całości imprezy. I odwrotnie. A może nawet radocha jest trochę większa? Sam nie wiem, ja każdą sztukę staram się zagrać tak samo dobrze/źle.

  • Jak od wewnątrz wygląda promocja wydarzenia, które określane jest popularnym mianem „undergroundowego”?

Grucha: Nie wiem jak wygląda promocja nieundergroundowego wydarzenia, więc odpowiem – głównie internet. Do tego flyery, charakterystyczne plakaty i teasery. Nie ma też co ukrywać, że marketing szeptany robi swoje.

Whisper: Z jednej strony trochę old-schoolowo, bo rozklejamy plakaty po mieście, zapraszamy wszystkich znajomych, mamę, tatę, babcię, psa i teściów, żeby tylko przyszło więcej osób niż tylko my i zespoły :P Gdakamy o tym cały czas, aż ludzie rzygają tymi informacjami, a w końcu przychodzą dla świętego spokoju na gig, zaczyna im się podobać, a potem zostają z nami na każdą kolejną edycję :) Dzięki temu, że trujemy dupę znajomym, mamy grupę stałych bywalców, którzy przyprowadzają swoich znajomych i koło się toczy.
Poza tym w ogromnej mierze pomaga nam w tym internet. Kiedyś tego nie było a każdy i tak wiedział o koncertach, teraz – kiedy każdy spędza pół życia przed ekranem komputera, a drugie pół z telefonem w ręku, warto działać w mediach społecznościowych bo dzięki tworzeniu reklam chociażby na Facebooku docieramy do jeszcze większego grona odbiorców i potencjalnych uczestników imprezy. Tworzymy wydarzenia, robimy zabawne filmiki i zboczone plakaty, działamy tak, żeby zwrócić uwagę ludzi – nie ważne czy nasz setny post o tym samym, w tej samej grupie będzie kogoś cieszył czy wkurwiał. W końcu w to kliknie, posłucha, poogląda i przyjdzie na koncert. A taki jest nasz cel.

Konrad: Jedno słowo – internet. Nie różni się to od promocji większości koncertów jakie robiłem, liczy się na moc Facebooka i przekazywania sobie informacji przez ludzi. Kiedyś robiliśmy jeszcze „fizyczne” plakatowanie, ale to raczej nie ma sensu. Rzucamy też flyersy po różnych imprezach, ja takowe zawsze biorę, może inni też mają takie nawyki.

Artur: Nie ma co się oszukiwać… głównie internet, łańcuszki udostępnień między znajomymi, portale, patronaty. U nas do tego dochodzą jeszcze niewielkie ilości plakatów, ale ze względu na ich zawartość długo się na murach nie utrzymują.
Plusem jest cykliczność wydarzenia i fakt, że już jakiś czas funkcjonuje. Ludzie się przyzwyczaili i wiedzą, że zbliża się kolejny gig więc trzeba bukować termin na imprezę. A już w ogóle zajebiście jest jak biorą ze sobą znajomych. Taki sposób promocji jest chyba najbardziej skuteczny, kiedy ludzie sami przekazują sobie info o feście. Wiadomo analog zawsze lepszy od cyfry (pozdrowienia dla Dawida z CORNADY).

  • Jak rozumiecie „podziemie” w kontekście imprezy cyklicznej? Czy po n-tej edycji przestaje to być niszowe?

Grucha: Zawsze będzie niszowe. IYF nie zmieni się w wydarzenie na 500 osób. Fajnie by było, acz wątpię żeby do tego doszło. Będę zadowolony przy średniej frekwencji rzędu 100 osób, ale to nadal nisza.

Whisper: Ciężko powiedzieć. Wydaje mi się,że niszowe przestanie być, gdy dojdziemy do poziomu Wacken lub Brutal Assault :p Może i po którejś edycji IYF staje się rzeczywiście bardziej znane – ale myślę, że tylko wśród ludzi, którzy w tym undergroundzie też siedzą. Nawet jak będzie już 50-ta edycja IYF to dalej naszym celem będzie promowanie zespołów dobrych, ale raczej niszowych. Powiedziałabym nawet, że takich,których nikt nie zna, a wszyscy powinni. Zasada jest prosta – jak MAGGOTH zacznie grać trasy po USA to na ich miejsce wskoczy ktoś inny godny uwagi :P Naszym małym sukcesem może być już to, że zespoły same do nas piszą, że chciałyby u nas zagrać :)

Natalia:  Według mnie jak impreza się rozrasta to zaczyna wychodzić z podziemia, ponieważ jest coraz bardziej znana. Dlatego liczy się tutaj reklama i to jak dużo osób się o nas dowie.

Konrad: Taka muzyka chyba zawsze będzie niszowa, w moim odczuciu nawet Brutal Assault jest niszową imprezą. Skala i punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. To tak niepotrzebnie filozoficznie. Wydaje mi się, że jak zwykle koniec końców chodzi o pieniądze. O możliwości finansowe, budżet jakim dysponujemy. Chodzi o kapele jakie zapraszamy, nie gra przecież u nas SLAYER.

Artur: Dla mnie słowo „podziemie” jest tylko terminem używany dla ułatwienia sobie komunikacji. Poza tym pod względem muzycznym „podziemie” zawsze kojarzyło się jednoznacznie z niezależnością. Z tym co w muzyce, sztuce jest niesamowicie istotne (jeżeli nie najistotniejsze), a o czym ludzie często zapominają. Ale poza tą konotacją nie mam poczucia, że impreza musi mieć łatkę „niszowej”. Chciałbym żeby była nawet masowa. Kapele, które zapraszamy i z którymi również często się przyjaźnimy zasługują na to żeby słuchała ich jak największa liczba osób. Mają coś do przekazania i pokazania. Nie są to jakieś popłuczyny, piąta woda po COMIE czy innym syfie. Niech nikt nie myśli, że jak nie ma mega świateł, ogni, wybuchów to koncert jest gorszy. Przyjeżdżają zespoły, zdeterminowane, dające 2000% energii i zaangażowania po czym rozpierdalają system. A fakt, że nie ma 14 odsłuchów i 15 ton nagłośnienia w niczym im nie przeszkadza. Nie ma gwiazdorzenia. Każdy rozumie, że dostaje max z tego co jesteśmy w stanie realnie zaoferować. Jest zabawa i muzyka. Zresztą wbijajcie na In Your Face i sami się przekonajcie o czym tutaj mowa.


Nie wierzycie w piękne słowa? Na deser mamy zatem autentyczną  opinię stałego bywalca imprezy – Artura oraz spis wszystkich dotychczasowych gigów, dla osób które chcą wiedzieć co stracili!

  • Jak IYF wygląda z perspektywy gościa?

Artur (stały bywalec IYF): Z perspektywy miłośnika ekstremalnej muzyki na żywo – In Your Face! to, obok Magnetofonu, najlepsze, co mogło spotkać Łódź, tym bardziej raduje zderzenie tych dwóch sił w ramach okrągłej X edycji. Po okresie masowego znikania klubów z koncertowych map wspomniana impreza regularnie i skutecznie reanimuje łódzką scenę, organizując gigi, na których każdy znajdzie coś dla siebie – od bezkompromisowego, tytułowego, stricte „in your face’owego” grania po cięższe, bardziej wyrafinowane kompozycje.
Poza warstwą muzyczną uwagę przyciąga charakterystyczna już warstwa graficzna – seria demoralizujących plakatów. Dotychczas pojawiły się świetne undergroundowe zespoły z całej Polski, a obecnie Łódź gości coraz większe nazwy i przyciąga tym coraz więcej osób. Jednocześnie daje się szanse młodym, lokalnym zespołom na zaprezentowanie się publice. Wspomniana tendencja zwyżkowa jest świetnym znakiem na przyszłość oraz daje nadzieje na to, że koncertowa Łódź powstanie z kolan i stanie się znaczącym punktem na polskiej mapie ekstremalnej muzyki.


Spis kapel, które dotychczas wystąpiły na IYF:
1. Maggoth, Unsaint, R.O.D;
2. Doomster Reich, Death Denied, Deathinition;
3. DZIADY BOROWE, Wostok, Insidius;
4. Despizer, Cornada, kazan;
5. Nine Sixty Nine Bricks, Straight Hate, R.O.D, Rotengeist;
6. Despizer, Concatenation, Tarpan;
7. SelfDenial, Doomster Reich, Unborn Suffer, Infernal Bizarre;
8. Despised Cruelty, Maggoth, Heresyer, Leshy;
9. Lobotomia, Eternal Fever, Nuclear Holocaust, Deathreat.

A na jubileuszowej X-tej edycji zobaczycie:
TERRORDOME, STRAIGHT HATE oraz MINETAUR. Więcej o wydarzeniu przeczytacie tutaj: http://atmospheric.pl/in-your-face-10-terrordome-tba-02-12-17-lodz/.

Pages: 1 2 3 4