XANDER DEMOS Guitarcadia `12

„Guitarcadia”… Piękny tytuł! Pomysłowy, bardzo jednoznaczny, może trochę pretensjonalny, ale człowiek od razu wie, co go czeka w środku! A jeśli rzucić okiem na okładkę – nie sposób się pomylić. Gitarzyści z kompleksami i osoby nie gustujące w tego typu gitarowych podróżach album XANDER DEMOSodpuszczają sobie od razu. Na pokładzie zostają tylko maniacy i melomani. A więc odpalamy! Odlatujemy!? Ja osobiście zaczynam się żenować. Pan Demos jeszcze dobrze nie rozpędził swojej gitary, kiedy poczułem się skonsternowany, bo coś mi tu świszczy… Jakbym słuchał radia na ginących falach: coś trzeszczy, coś szumi. Chętnie dostroiłbym sobie częstotliwość, ale to jest przecież płyta! Sprawdzam sprzęt – wszystko gra, trochę trzeszczy, ale widać tak ma być! Są momenty, kiedy trzeszczy mniej, więc zacząłem nasłuchiwać źródła. Pierwsze: typ – talerze, których perkusista nadużywa z uporem godnym lepszej sprawy. Szumią jakoś tak, jak reklamówki na wietrze… Ale to nie tylko one! Na płycie „Guitarcadia” szumi nawet keybooard i gitara, a co gorsza – na końcu okazuje się, że tak właśnie miało być, że to taki „efekt” był! Po 9 (słownie: dziewięciu) piosenkach panowie „wyregulują” jakby radio albo raczej ten swój efekt, żeby już na „czysto” zagrać jeszcze jeden cover… Cóż rzec? Jeśli był to autorski pomysł pana Xandera Demosa, uznać trzeba, iż cokolwiek chybiony. Ja jednak odniosłem wrażenie, że ten zabieg pozornego regulowania odbiornika ma jedynie przykryć indolencję człowieka za konsoletą (nagrań dokonał nijaki C. J. Snare w Firehouse Recording Studios z Pasadeny, które to przez internetową szybkę wygląda całkiem profesjonalnie). Bo gitarowa muzyka tego typu (por. SHAWN LANE lub STEVE VAI) w swej studyjnej wersji powinna być nagrana doskonale (!), powinna nas smagać i biczować czystym, ostrym dźwiękiem! W filozofię tej muzyki wpisana jest technika i perfekcja gry na instrumencie, a my jako słuchacze mamy prawo ją usłyszeć z pełną mocą! Na „Gutarcadia” (haha!, co za tytuł!) wszystko poszło jednak nie tak! Gitarowe partie same w sobie są całkiem ciekawe, choć w swych patentach ostatecznie powtarzalne i nazbyt do siebie podobne, a we wsłuchiwaniu się w nie przeszkadza dodatkowo perkusja! Nie jestem zwolennikiem nabijania przez cały album w jednym rytmie, ale to, co proponuje nam pan Chris Batten, jest przegięciem dokładnie w drugą stronę. Naparza on po tom-tomach i talerzach jak oszalały, robiąc przy tym wiele szumu o nic! Niezwykłe jest dla niego trzykrotne powtórzenie jakiegoś rytmu. Nie powiem, praktycznie wszędzie jest równiutko i technicznie bez zarzutu, ale ta gra – poza pokazywaniem małpiej zwinności – nie ma żadnego większego sensu! A przy tym te gary – a w szczególności przejściówki – nie mają w sobie mocy. Brzmią trochę jak perkusja elektryczna, trochę jak karton po cytrynach… Klawiszowiec tak samo: rzadko oddaje pola kolegom, kulturalnie robiąc za podkład. Zazwyczaj gra allegro albo presto – bo i on też jest wirtuozem! I tak oto ten solowy album przeradza się w bezcelowe (?) „przepychanki” trzech solistów, wycinających niekończące się sola i przebijających jednocześnie przez szumy i trzaski, które sami produkują. Nasuwa mi się tu jeszcze jedna uwaga: zdarzało mi się słuchać tej płyty fragmentami, w przeskokach (słuchawki w drodze, płyta w aucie – tam inny fragment, domowy obiadek w kuchni w akompaniamencie wiertareczki – coś jeszcze innego) i na całej długości – mimo oczywistych różnic melodii – brzmi ona bardzo podobnie! Poniekąd to specyfika takiej muzyki w ogóle, lecz w tym wypadku również autorski sposób na muzykę XANDERa DEMOSa – słychać tu rękę jednego człowieka. Dla formalności dodam, że „Guitarcadia” to w większości muzyka instrumentalna, bo (całkiem udany) wokal pojawi się tylko w dwóch piosenkach, nadając im zresztą bardziej przystępnego charakteru. A na koniec – kilka słów dla tych, którzy nie mieli do tej pory wątpliwej przyjemności obcowania z osobą i muzyką XANDERa DEMOSa. Muzyk pochodzi z Pittsburgha w stanie Pensylwania. Jego macierzystym zespołem jest INTO THE ARENA, cover band, w którego składzie znajdziemy basistę i klawiszowca omawianego tu solowego „Guitarcadia”. Nasz bohater występuje też jeszcze w innych cover bandach: JUKEBOX oraz projekcie JAMES RIVERA’S SABBATH JUDAS SABBATH, w których obsługuje mniejsze i większe festiwale, grając hity znanych i lubianych. Udziela również internetowych lekcji gry na gitarze, gdzie możemy poznać w nim również prawdziwego pasjonata muzyki! Jak każdy pasjonat, na swoim debiutanckim albumie umieścił też dwa covery: „Boys of Summer” DONa HENLEYa, który z przyjemnej plażowej piosenki z każdą minutą przeradza się w powykręcanego xanderowego potworka oraz na samym końcu kolejną piosenkę pewnie dla niego istotną. Finis coronat opus! Taki cover może być czasem strzałem w dziesiątkę, czasem strzałem w stopę. Na „Guitarcadia” możemy usłyszeć instrumentalną, gitarową wersję „Lady In Red” CHRISa DE BURGHa… To bardziej karaoke z żenującym samplem zamiast perkusji (czyżby Chris Batten odmówił tu współudziału?). Raczej w sam raz do „Szansy na sukces:! Więc… Eee… Może z linią melodyczną poproszę! [Herr Bee]

Xander Demos, P.O. Box 266, Monroeville, PA 15146, USA; xander@xanderdemos.com; www.xanderdemos.com

Rock’N’Growl Rec., www.rockngrowl.com