ZEENON: Trzy kobiety i jeden facet – 21.01.2004

Image ZEENON to ciekawy zespół z Norwegii.
I nie chodzi mi o to, że 3/4 grupy to kobiety. Przede wszystkim sprawnie posługują się swoimi instrumentami i tworzą fajną muzykę. Pierwszym ich materiałem, który słyszałem, było czwarte demo „Against The World”, ale obecna twórczość ZEENON roznosi w pył tamten niezły przecież stuff. Warto się zainteresować tą kapelą i stąd też ten wywiad. Na moje pytania odpowiedziała wokalistka Linn…



Cześć, mam nadzieję, że dzisiaj jesteś w dobrym nastroju, bo te kilka pierwszych pytań nie będzie należało do najprzyjemniejszych… Chcę bowiem spytać o Ninę, która zmarła na białaczkę… To musiało być dla was straszne doświadczenie – śmierć bliskiej przyjaciółki, członka kapeli, która była przecież tak młoda…

Poznałam Ninę w 1993 roku, Linda poznała ją rok później, zatem od wielu lat byłyśmy przyjaciółkami. Założyłyśmy ZEENON w 1995 roku i wtedy nasza przyjaźń się bardzo umocniła, gdyż wszystkie miałyśmy to specyficzne zainteresowanie muzyką, która związała nas razem. Cztery lata jej choroby ogromnie na nas wpłynęło i po tym doświadczeniu patrzymy na świat zupełnie inaczej.

Pomimo choroby Nina pozostała silna i przez cały czas próbowała współtworzyć zespół… Jej chęć przetrwania była ogromna, co chyba nie jest dziwne… Jakie było wasze nastawienie do niej? Ja jestem pełen podziwu… Wiele osób z takimi chorobami po prostu czeka na śmierć, podczas gdy Nina uparcie chciała żyć, grać z wami, musiała być wspaniałą przyjaciółką…

Nina była jedną z najsilniejszych osób, jakie kiedykolwiek znałam. Podczas czterech lat trwania choroby nigdy się nie skarżyła. Była bardzo ożywioną, towarzyską i ciężko pracującą kobietą. Wiele rzeczy działo się wokół niej i zdecydowanie nie była osobą, która łatwo się poddawała. Gdy tylko nie leżała w szpitalu, to przychodziła na próby, a poza tym Linda i ja przynosiłyśmy jej nasze nowe numery do szpitala, żeby mogła sobie układać do nich linie basu. Choroba Niny została zdiagnozowana po skończeniu „Against The World”. Był to oczywiście wielki szok dla nas i walczyłyśmy razem z nią. Można powiedzieć, że ZEENON stał się dla nas swego rodzaju sanktuarium, gdzie mogliśmy się odprężać i gdzie nie dosięgał nas żaden wyrok śmierci. Nina wciąż żyje poprzez zespół i to, co w dalszym ciągu robimy. Była naszą najlepszą przyjaciółką, a jej duch zawsze będzie obecny w naszej muzyce i tekstach.

To pytanie dotyczy utworu „Little Big Tree”. Zastanawiam czy zamierzacie ją gdziekolwiek opublikować? I czy planujecie może nagrać ją ponownie z lepszym brzmieniem? Czy też zamierzacie zostawić ten numer w takiej wersji, jako hołd dla Niny? Bo przecież tekst tego utworu opowiada o niej samej i jej walce, czy mam rację?

Nagraliśmy ten utwór w pośpiechu, ponieważ stan Niny nagle zaczął się pogarszać, cały czas zapadała w śpiączki. Linda i ja byłyśmy jej najbliższym przyjaciółkami, więc to było bardzo naturalne, że napisałyśmy i nagrałyśmy dla niej „Little Big Tree”. Chciałyśmy podarować jej coś bardzo osobistego, gdzie mogłyśmy pokazać naszą desperację. Tak, ten kawałek opowiada o jej walce przez te wszystkie lata, ale także o naszym strachu przed kontynuowaniem wszystkiego bez niej. Ja tam zaśpiewałam i zaprogramowałam automat, Linda zaś nagrała partie gitary i basu. Lubimy tą piosenkę, ponieważ jest ona bardzo osobista i niedawno rozmawiałyśmy o jej ponownym nagraniu, gdyż, jak wspomniałam, była zarejestrowana w pośpiechu. Czas pokaże czy tak się stanie…

Image

ZEENON na początku nosił nazwę SPOOKY BALLOONS – czy to znaczy, że wtedy to była dla was bardziej zabawa, niż granie muzyki? I czy ta sytuacja uległa zmianie wraz z wyborem nowej nazwy, która przecież jest znacznie bardziej poważna?

Masz rację. SPOOKY BALLOONS powstało na imprezie w moim mieszkaniu. Żadna z nas nie potrafiła grać na żadnym instrumencie, więc zaczęłyśmy uczęszczać na różne niezbędne kursy. Po kilku miesiącach, niektóre dziewczyny chciały zająć się czymś innym, tymczasem Nina i ja znalazłyśmy drogę naszego życia. Poznałyśmy Lindę na jednym z kursów i w tym momencie powstał ZEENON. Wtedy jednakże nawet przez sekundę nie marzyłyśmy o tym wszystkim co stało się do dzisiaj. Z czasem jednak zespół stawał się coraz bardziej poważny i już od wielu lat jest naszym priorytetem!

Do tej pory wydaliście pięć demówek / epek… Całkiem sporo! Jak właściwie brzmiało wasze pierwsze demo? Czy mogłabyś opisać wszystkie wasze materiały i tym samym rozwój kapeli? Czy jesteś zadowolona z waszych pierwszych nagrań? I co możesz powiedzieć na temat waszego obecnego stylu? Czy właśnie tak zawsze chciałyście grać?

Nasze dwa pierwsze dema były, można powiedzieć, że doom metalowe. Pierwszy materiał zatytułowany był po prostu „Zeenon” i zawierał trzy kawałki: „Z”, „Even” oraz „VS Black”. Drugie demo nazywało się „Dhuma” i składało się nań cztery numery: „Die 5”, „Propagare”, „Border Line” oraz „Mars Attack”. Następne w kolejce było dwu kawałkowe „We Want Your Mind”, tytuły utworów to „Alienated” oraz „Ink Jet”. W tamtym czasie sporo korzystałyśmy z sampli, zatem ten materiał jest trochę bardziej „industrialny”. Wokale były wtedy bardziej łagodne i czyste, skupiłyśmy się głównie na mocnych riffach, zmuszających do napierdalania głową. Przyszedł w końcu czas na czwarty materiał „Against The World”, który zawierał 5 utworów. Tym demem udało nam się zwrócić na siebie uwagę wielu osób. Co prawda produkcja nie była najlepsza, ale myślę, że w końcu pokazałyśmy ludziom, że nie zamierzamy się poddawać. W związku ze stanem, w jakim znajdowała się Nina, nagrałyśmy później jej ulubiony nowy kawałek „Code of Life”, do którego nakręciłyśmy także teledysk i wyszedł nam z tego singiel multimedialny. W tamtym okresie Nina nie była w stanie nagrać swoich partii, zatem nasz przyjaciel je zaprogramował. Końcowa wersja naprawdę bardzo się jej spodobała, po prostu pokochała ten singiel. Podczas nagrywania kolejnego dema – „Inject The Truth” zdecydowałyśmy się nagrać ten utwór ponownie z naszą nową basistką, gdyż „Code Of Life” tak naprawdę nigdy nie miało porządnej linii basu. Odświeżyłyśmy także stary numer „Alienated”, no i zrobiłyśmy nowy numer, który śmiało mógłby stać się radiowym przebojem, „Food”. Wyraźnie słychać, że to wydawnictwo jest znacznie bardziej metalowe i agresywne od poprzednich materiałów, zarówno wokalnie, jak i gitarowo. Możesz podążać czerwoną linią poprzez wszystkie nasze wydawnictwa i dojdziesz do coraz bardziej agresywnego oblicza ZEENON. Zawsze chciałyśmy osiągnąć takie surowe brzmienie. Z naszym nowym perkusistą (Mads Gulbekkhei) zobaczysz bardzo odmienny ZEENON. Czujemy, że znajdujemy się na ścieżce, która bardzo nam odpowiada. Słuchacze otrzymają zdecydowanie bardziej, techniczne, szybsze i konkretniejsze granie.

No, zdecydowanie, słyszałem już jeden nowy numer i cóż… Tego trzeba posłuchać. Ale do rzeczy. Istniejecie osiem lat, macie na koncie pięć wydawnictw i póki co żadnego kontraktu… To chyba jest nieźle irytujące, czyż nie? Dlaczego, twoim zdaniem, to wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej? Może wy po prostu nie chcecie podpisać żadnego kontraktu? Oczywiście żartuję, bo wiem, że bardzo tego chcecie i zdecydowanie na top zasługujecie! Powiedz mi co o tym wszystkim myślisz…

Przez kilka zespół nie był gotowy muzycznie na kontrakt, więc nigdy się o to nie starałyśmy, nie rozsyłałyśmy naszej muzyki do firm wydawniczych. Czyli w jakiś sposób zdecydowałyśmy się pozostać zespołem podziemnym, promując się tylko w mediach, oraz wśród fanów. Były także problemy związane z chorobą Niny. Czasami była ona zbyt chora, aby podróżować i przez cały jeden rok próby odbywały się bez niej. Oczywiście teraz, po tylu latach ciężkiej pracy jesteśmy zdecydowanie gotowe podpisać kontrakt. Bardzo ciekawi nas dokąd zaprowadzi nas nasze nowe nagranie.

Image

W tym momencie nagrywacie kolejne demo/epkę… Cóż, świetnie, bo bardzo chciałbym usłyszeć coś nowego waszego autorstwa, ale czy nie sądzisz, że już najwyższy czas na jakiś pełno-czasowy materiał? Czy w waszej muzyce zaszły jakieś poważne zmiany?

Nie da się ukryć, że ludzie domagają się czegoś dłuższego, zatem jak najbardziej – przyjdzie na to czas! Póki co jest to tylko epka, jako przedsmak tego co nadejdzie. Naszym zdaniem nowe kawałki bardzo różnią się od tych wcześniejszych i nie możemy się doczekać, aż wszyscy je usłyszą! Mogę ci obiecać, że będziesz zaskoczony…

Jak już przed chwilą gdzieś wspomniałem – słyszałem już jeden nowy kawałek i muszę przyznać, że słowa dotrzymała… Wracając do tematu… Razem z waszym czwartym materiałem „Against The World” otrzymałem również ładną płytką z waszym (wtedy) najnowszym kawałkiem „Code Of Life”… To było tylko wydawnictwo stricte promocyjne, gdyż nie jest nawet wymienione w waszej dyskografii… Wydaje mi się, że jednak nie pomogło wam to zbytnio w promocji zespołu, chyba, że się mylę?

Jak już wcześniej wspomniałam, nagraliśmy ten numer głównie dla Niny. Ale pomyślałyśmy, że skoro wyszło tak dobrze, to możemy porozsyłać to ludziom, aby przypomnieć wszystkim, że ZEENON wciąż istnieje i ma się dobrze. I w efekcie odzew na tą płytkę był świetny. Ludzie stwierdzili, że słychać wyraźną zmianę w tym kawałku. Dla nas był to muzyczny krok naprzód we właściwym kierunku.

Na wspomnianej promówce znalazł się również teledysk do tego utworu…Niezłe posunięcie, ale wydaje mi się, że ten teledysk jest bardzo amatorski, nie sądzisz? Domyślam się, że nie mieliście jakichś ogromnych pieniędzy na ten cel, ale tak czy inaczej, obraz ten nie jest zbyt imponujący… I chciałbym też wiedzieć, czy próbowałyście może ukryć tam jakieś głębsze przesłanie?

Tak to był tylko amatorski teledysk i został zrobiony po prostu jako ciekawostka. W tamtym okresie teledyski nie były tutaj takie popularne i bardzo rzadko można było coś zobaczyć w telewizji. Obecnie znowu stają się popularne, i naprawdę opłaca się nakręcić dobry teledysk w ramach promocji. Dlatego właśnie nakręciłyśmy znacznie bardziej profesjonalny obraz do kawałka „Alienated”. Teraz, gdy piszę te słowa, teledysk jest właśnie montowany.

A teraz spokojnie można go sobie ściągnąć z ich strony internetowej… Wspomniałem w poprzednim pytaniu o przesłaniu, czego chyba nie zauważyłaś… Padł już kilkakrotnie tytuł „Against The World”, zastanawiam czy jest to tylko tytuł, czy też ma on jakieś głębsze przesłanie? Kto i dlaczego staje przeciwko światu? Wyczytałem gdzieś, że generalnie wasze teksty są bardzo osobiste, zatem domyślam się, że ten tytuł mówi o was?

Tak, teksty są o wielu różnych rzeczach, jakie spotykają nas w życiu. W tamtym okresie pojawiła się sprawa z Niną, a także biorąc pod uwagę wszystkie światowe kryzysy, musiałyśmy to wszystko z siebie wyrzucić.

Teraz pytanko dotyczące waszego składu…Tom jest pierwszym pałkerem, o którym wspomina wasza biografia, przy czym on dołączył do was dopiero w 2000 roku. A co z jego poprzednikami? Czy kiedykolwiek za garami zasiadała u was kobieta? A może używałyście automatów? A wracając do Toma – po trzech latach współpracy nie ma go już w kapeli, dlaczego? Czy było to konieczne? I co mogłabyś powiedzieć o nowym perkusiście?

Na początku działalności zespołu grała z nami dziewczyna na garach. Grało z nami także kilku „sesyjnych” perkusistów, dopóki nie spotkałyśmy Toma. Nie wspominamy nigdzie o tym, ponieważ jesteśmy tu i teraz. W naszej nowej biografii (jeszcze nie opublikowanej) skupimy się na dzisiejszym obliczu ZEENON, na dzisiejszym składzie i muzyce jaką gramy obecnie. Tom stał się członkiem zespołu w najcięższym dla nas momencie, gdy Nina była chora. Po kilku latach grania prostego, zwykłego metalu, chciałyśmy pójść dalej i rozwinąć nasz styl. Wtedy nagle okazało się, że nasze cele na przyszłość się różnią i Tom zdecydował się poświęcić więcej czasu swojej drugiej kapeli – KOLDBRANN. Nowy muzyk, Mads Gulbekkhei, dołączył do nas w kwietniu 2003. Bardzo interesuje go kierunek, w którym zmierzamy i jest doskonałym pałkerem dla „nowego” ZEENON. Do tej pory dał nam mnóstwo świetnych pomysłów do opracowania i myślę, że wszyscy stwierdzą, że to jest odpowiedni człowiek dla ZEENON.

Image

Kwestia waszego image’u… Wydaje się być dla was bardzo ważny… Kiedyś powiedziałaś, że łańcuchy i całe to żelastwo na waszych pierwszych zdjęciach miały podkreślić agresywność waszej muzyki…W tym momencie wasza muzyka jest pewnie jeszcze bardziej agresywna, ale łańcuchów już nie ma. Dlaczego tego już nie używacie? No i tak, łańcuchów już nie ma, ale do dzisiaj na zdjęciach wyglądacie na brudne… Jakie z kolei to ma znaczenie?

Image jest bardzo ważny w muzyce (dla wielu firm wydawniczych image jest nawet ważniejszy od umiejętności i samej muzyki!! Czy możesz w to uwierzyć?) [tak się składa, że mogę i doskonale sobie zdaję z tego sprawę – Mirek]. Zdjęcia z łańcuchami były pierwotnie przeznaczone do kobiecego magazynu, traktującego o modzie. W tym samym czasie przeprowadzono także wywiady z kilkoma innymi kapelami, w których grały same dziewczyny (głównie rockowe i punkowe) i te wszystkie łańcuchy i nasz wygląd na tych zdjęciach miał podkreślić fakt, że jesteśmy kapelą metalową, która gra agresywną muzykę. Naszym wyglądem staramy się wyrażać muzykę, którą wykonujemy, aby ludzie mogli się domyślać czego się po nas spodziewać. Nasza muzyka jest agresywna i cały ten brud i makijaże podkreślają, to co chciałybyśmy wyrażać na scenie. Image przyciąga wzrok i z własnego doświadczenia wiem, że koniecznością jest posiadanie zarówno dobrych umiejętności, jak i ciekawego image’u!!

Przeczytałem gdzieś, że zdecydowanie nie zamierzacie używać waszych ciał do wypromowania waszej muzyki, przyciągnięcia ludzi do siebie… I słusznie, ale chciałbym w tym miejscu poznać twoje zdanie o kapelach pokroju ROCKBITCH, co o tym sądzisz? Moim zdaniem, to co one robią oznacza, że ich muzyka nie jest wystarczająco dobra (bo nie jest!), więc chcą przykuć uwagę ludzi czymś innym, czy zgodzisz się z tym?

Naprawdę nie mogę się wypowiadać za ROCKBITCH. Prawdopodobnie robią, to co lubią najbardziej i jestem pewna, że wiele osób lubi ich muzykę. Nie wiem jaką mają opinię na scenie muzycznej, ale ani ten zespół, ani ich muzyka to nie nasza para kaloszy. A tam, można było powiedzieć coś mocnego, heh… No dobra, to już ostatnie pytanie… Przeczytałem kilka wywiadów z wami i zauważyłem, że nudzą was niektóre pytania (np. dotyczące waszej nazwy…) i wcale nie staracie się odpowiadać na te pytania za każdym razem inaczej, ale po prostu kopiujecie swoje odpowiedzi z wcześniejszych wywiadów. Mam wrażenie, że to wkurwia niektórych edytorów, mam rację? Wiesz, ja doskonale was rozumiem (sam udzielałem się w pewnej kapeli i pytania o nazwę wyprowadzały mnie z równowagi), ale z drugiej strony zrozumiałbym także każdego edytora wkurzonego z powodu otrzymania takiej samej odpowiedzi na jakieś pytanie, jaką ktoś wcześniej już otrzymał… Prawdę mówiąc nigdy nie pomyślałam o tym w ten sposób. Odpowiedziałyśmy już kilka wywiadów i oczywiście zdarzyły nam się identyczne pytania. Nie ma zbyt wielu sposób wyjaśnienia naszej nazwy. Dlatego też padło kilka takich samych odpowiedzi. Chciałabym tu jednak podkreślić, że nie nudzi nas udzielanie wywiadów i bardzo nam przykro, jeśli ktokolwiek poczuł się w ten sposób. Ale miejmy nadzieję, że ten pogląd nie jest zbyt powszechny, tym bardziej, że póki co nie wydzwaniali do nas wkurzeni edytorzy. Naprawdę bardzo lubimy udzielać wywiadów, to jest nasza „praca” i zaszczyt dla nas, móc powiedzieć światu o sobie.

No i póki co to wszystko. Dziękuję bardzo za poświęcony mi czas i życzę powodzenia wam wszystkim!

Dziękuję bardzo za wywiad, bądź w kontakcie!

[Mirek / Atmospheric #12]

Zenoon, Schous Plass 5, N-0552 Oslo, Norway;
zeenon@hotmail.com; www.umemetal.com/ei/siden