ZORORMR: Budowanie legendy

zorormr_logoZØRORMR to jednoosobowy projekt muzyka, który na potrzeby ostatniej płyty zmienił swoją ksywkę i teraz nazywa się Moloch. Najnowszy album „IHS” to dawka nietuzinkowego black metalu w polskim wydaniu. W nagraniu materiału uczestniczyło kilku gości. Niepodważalny zostaje jednak fakt, że lider ZØRORMR to indywidualista, człowiek pewny siebie, artysta absolutny – o silnej osobowości, sprecyzowanych poglądach i wyrazistej wizji rozwoju swojej twórczości. O całym koncepcie ZØRORMR, ideologii, zamknięciu pewnego tryptyku, a także o wytwórni Via-Nocturnia czy projekcie I.A. SERPENTOR i wielu kontrowersyjnych kwestiach miałam przyjemność rozmawiać z Molochem… Zapraszam do lektury.

Cześć Moloch. Wizytówką każdego zespołu (a w Twoim przypadku projektu:-)) jest… logo! A więc pierwsze moje pytanie dotyczy wizualizacji i identyfikacji. Dlaczego ZØRORMR ma tak trudne logo? (którego autorem jesteś Ty sam) Nie znając uprzednio nazwy, na pewno nikt jej nie rozczyta:-)…

Witaj Katarzyno! Logo mojego projektu jest dość tradycyjne, wpisuje się w black metalową konwencję. Myślę, że nie jest to szczególnie istotne, żeby dało się je rozczytać, czy też nie. Paradoksalnie pomysł na to logo przyszedł niejako automatycznie, po tym jak powstała nazwa. To, co przedstawia symbol ZORORMR, ja utożsamiam z koroną cierniową… [faktycznie, coś w tym jest:-) – K.] Nie ma tu regularnych kształtów, całość jest niedbała i gruba, jakby ktoś bryznął juchą na ścianę. I o to chodziło.

Z wywiadu dla pewnego serwisu internetowego dowiedziałam się już, co oznacza nazwa ZØRORMR, więc nie będę Cię o to męczyć, ale zapytam, jak w praktyce inni ludzie wymawiają tę nazwę? Jakie było najdziwniejsze przekręcenie nazwy i czy jak się obracasz w metalowych kręgach (np. na koncertach i after-party), to ludziom w ogóle przechodzi to przez usta (jak są „pod wpływem”, to dopiero musi się im jęzor łamać:-)) czy raczej zwracają się do Ciebie / mówią o Tobie w bardziej przyziemny sposób? A umiesz na jednym wdechu i bez zająknięcia wymówić nazwę BRAQUEMARD?!? (był w Polsce wiele lat temu taki death metalowy zespół)

Nie wiem, jak inni wymawiają tą nazwę, bo jak pewnie zauważyłaś, nie koncertuję [miałam na myśli koncerty, w których uczestniczysz jako odbiorca, bo w koncertowym towarzystwie na pewno wiadomo, albo to wychodzi, że sam „robisz muzykę” – K.]. Stąd nie zarejestrowałem tego, jak tłumy skandują ZORORMR (śmiech). Wiesz, są naprawdę trudniejsze nazwy bandów do wymówienia, jak np. MYRKSKOG czy TSATTHOGGUA… [racja, racja – K.] Zresztą to też nie takie trudne, jak się postarasz, to i BRAQUEMARD wymówisz, szczególnie jeśli znasz język francuski… Nazwa zespołu musi być mocna i konkretna. Nie może być za długa, musi dać się skandować na jednym oddechu, czyli mieć maksymalnie dwie sylaby. Wtedy właśnie jest konkretna, taka „prosto w pysk”. Co do tego, jak ludzie przekręcają nazwę ZØRORMR, to chyba głównie na „Zorro”. I dobrze, bo lepiej być kojarzonym z mścicielem w masce niż z chorobą alkoholową (śmiech).

Czy trudność z rozpoznaniem logo, zapamiętaniem i wymówieniem nazwy ZØRORMR spowodowała, że teraz nosisz ksywkę Moloch? I czy właśnie dlatego przewrotnie jest ona tak prosta, a wręcz oklepana w metalowym światku? Ja jednak po cichu myślę, że Ty lubisz gry słowne oraz pseudonimy i wcale bym się nie zdziwiła, gdybyś przy kolejnej płycie był kimś innym:-)…

I tak, i nie. Jak powstawała nazwa ZØRORMR, to cały czas trzymałem się wężowych konotacji z mojego poprzedniego projektu I.A. SERPENTOR. Tam oczywiście bawiłem się tymi nazwami, układałem to, jak chciałem. W końcu przyszedł czas na ZORORMR. Po debiucie tak naprawdę nie wiadomo było, jak się do mnie zwracać, bo ta sprawa była bardzo płynna. Ja lubię zabawy z nazwami i tożsamościami, tak samo jak lubił to Gałczyński. Niemniej jednak na „IHS”, gdzie było już kilku innych muzyków w creditsach, musiałem już bardziej się określić i nieco odseparować od samego ZORORMR. Stąd była potrzeba znalezienia jakiegoś stage name, które udźwignie też dalszy koncept rozwoju mojej muzycznej drogi i nie zawęzi mnie tylko do roli zaklinacza węży (śmiech). Moloch łaził mi po głowie od paru lat, siedziało to we mnie pewnie przez NAGLFAR, albo to było objawienie? Ryszard Nowak pewnie wyjaśni to lepiej. Tak czy siak, to chyba i tak nie ma większego znaczenia. Liczy się muzyka i przekaz ZORORMR. Ja myślę, że ludzie to czują i koncentrują się wyłącznie na tym, zostawiając ksywki, szyldy i całe to emploi moim przyszłym biografom (śmiech).

zorormr_foto2

Muszę Ci jednak pogratulować pewnej konspiracji. Nawet w momencie, kiedy – w 2010 r. – dotarła do mnie pierwsza płyta ZØRORMR – „Kval”, wydana przez Via-Nocturna, nie wiedziałam, że to właśnie Ty jesteś szefem ten wytwórni! Nie wiem, czy to ja byłam tak mało spostrzegawcza/domyślna, czy po prostu Ty się nie afiszowałeś z tym, że sam jesteś sobie wydawcą…? Pamiętasz, jak to było?

Myślę, że po prostu musiałaś to przeoczyć. Bo chyba aż takim konspiratorem to ja też znowu nie jestem (śmiech). „Kval” był dziesiątym krążkiem w dorobku Via-Nocturna. Chciałem, żeby też było to coś wyjątkowego. I tak się stało. Płyta w sumie się szybko rozeszła, choć miała bardzo limitowany nakład. Zwróciła też uwagę Janko Webera ze Sturmglanz Black Metal Manufaktur, dzięki czemu w 2011 roku została wydana w Niemczech i w Rosji.

zorormr_kval-sturmglanzCzy sam szukałeś zagranicą wydawcy dla „Kval”, czy Szwaby, którzy znają tylko szwabski, sami do Ciebie dotarli? Wspomnij o formie wydania tego wydawnictwa na zachętę dla tych, którzy nie widzieli i nie mają.

W pewnym momencie po prostu trafiliśmy na siebie. Ja chciałem zwiększyć zasięg „Kval”, Janko szukał dobrego materiału do budowanego przez siebie katalogu młodej wytwórni Sturmglanz. Na jego życzenie zmieniłem okładkę, bo była „zbyt mało black metalowa”, no i w dziwacznym pudle DVD Janko puścił ten krążek na Niemcy i Rosję. Myślę, że warto sięgnąć po to wydanie, bo – w przeciwieństwie do wyprzedanego wydania Via-Nocturna – ta niemiecka edycja jest wciąż dostępna i jest naprawdę ciekawa. Totalny underground (śmiech). Co do samych „Szwabów”, to myślę, że od Niemców akurat moglibyśmy się sporo nauczyć. Sposób ich podejścia do muzyki w branży i fakt, że tam przede wszystkim płyty się kupuje, a nie ściąga z „chomików”, to już całkiem dobry wzór do naśladowania…

Skoro wcześniej była mowa o Via-Nocturna, to zapytam o kilka rzeczy… W wytwórnię bawiłeś się (popraw mnie, jeśli się mylę) przeszło 5 lat – w każdym razie pamiętam składankę „Obscurum Aeterna – Via-Nocturna & Friends” na V-lecie działalności labelu. Przypomnij, jakie płyty wydałeś pod tym szyldem i które cieszyły się największym entuzjazmem maniaków i dlaczego był to CALM HATCHERY:-)?

Zacząłem przygodę z Via Nocturna w 2004 roku, jeszcze w formie zine’a internetowego. Wydałem swoją gównianą poezję w dwóch undergroundowych tomikach [o! o Twoim romansie z tą dziedziną sztuki nie wiedziałam:-) – K.]. Gdy mnie oświeciło, że nie powinienem był tego robić, wziąłem się za to, za co chciałem się wziąć wtedy już od dłuższego czasu, czyli wydawanie płyt. Moja krucjata trwała przeszło 6 lat. Wspomniana przez Ciebie składanka to był taki dość przełomowy moment, bo liczyłem na to, że po niej ruszę ostro do przodu. Niestety tak się nie stało. CALM HATCHERY to był hit, choć nie sprzedawał mi się tak, jak bym tego sobie życzył. Krążek „El Alamein” to naprawdę kawał solidnego death metalu. Jakiś czas potem wyszedł na kasecie we Francji, potem chłopaki załapali nowy deal z Selfmadegod Records i chyba wiedzie im się dobrze. Z innych wydawnictw na pewno ciekawa była też ABSENTIA, bardzo niedoceniany projekt…

Powiedź mi, dlaczego zakończyłeś żywot Via-Nocturna. Bo nastały trudne czasy dla handlu płytami, brakło Ci już kasy na takie hobby, czy po porostu czułeś, że musisz to zrobić, aby móc się w 100% zaangażować w ZØRORMR?

Na decyzję o zamknięciu Via-Nocturna złożyło się wiele czynników, w tym dotyczących mojego życia osobistego. ZORORMR raczej Via-Nocturna nie zabił, miał jej pomóc. Tak się jednak nie stało… Co do pieniędzy, to od początku był to interes deficytowy. Ja nie liczyłem na to, że na tym zarobię. Liczyłem jednak, że wyjdę chociaż na zero i będę mógł promować dalej dobre kapele. Gdy zacząłem tracić, żeby nie wpaść w spiralę zadłużenia, zamknąłem wszystko w pizdu. Decyzja może trochę pochopna z dzisiejszej perspektywy, no ale nie mogłem przewidzieć tego, co wydarzyło się w moim życiu przez ostatnie 3 lata…

iaserpentor_onoskelisZØRORMR to jednak nie pierwsze Twoje muzyczne przedsięwzięcie. Wcześniej miałeś dark ambientowy projekt I.A. SERPENTOR z płytą „Onoskelis” (2008). Nasz recenzent – pisząc o niej – rozwiewał się w cybernetycznym wietrze kosmosu, używając takich sformułowań jak: „coś nie z tego świata inny wymiar”,przesiąknięty jest zapomnianym przez historię smutkiem antycznych filozofów”, „artyzm pochłania każdą cząstkę naszego ciała”. Jak ten album przyjął się w środowisku twardogłowych metalowców? Czy pokusiłeś się o kontynuację „Onoskelis”?

Pamiętam tą recenzję. Była totalnie odjechana (śmiech). „Onoskelis” zebrał dobre recenzje i trafił do sporej grupy odbiorców. Śmigał po sieci i wszyscy mogli go sobie ściągnąć, stąd też trafił do około tysiąca indywidualnych słuchaczy. Byłem naprawdę dumny z tego powodu. Później nagrałem jeszcze „Yog-Sothoth”, taką epkę i to był faktyczny koniec moich ambientowych tworów w takiej skali. Tak więc kontynuacja „Onoskelis” miała miejsce. Wciąż można ją sobie ściągnąć i przesłuchać z mojej strony www.zorormr.net.

Jako że ja jestem w tym temacie zielona, zapytam eksperta i działacza, czyli Ciebie:-). Jest w Polsce coś takiego jak scena ambientowa? Oczywiście mam na myśli scenę istniejącą samodzielnie, a nie doczepioną np. do black metalu, który czasem z dark ambientem się spotyka. Są w Polsce zespoły grające takie dźwięki, fani oddani bezgranicznie, jakieś imprezy tego typu?

Oczywiście, że jest niezależna scena ambient/noise w Polsce! Zwróć uwagę na katalog takich labelów jak Beast of Prey [a tak, kojarzę tę wytwórnię – K.] czy Rage in Eden, jest w nich pełno ciekawych bandów jak np. DEAD FACTORY. Oni są bardzo daleko od metalu i tego typu konotacje odrzucają z dużą mocą i przekonaniem. Ja tej sceny już tak nie śledzę i nie wiem, co tam się na niej dzieje. Kiedy w tym siedziałem, robiła na mnie wrażenie Rumours About Angels, to było naprawdę ciekawe przedsięwzięcie. Ale jest to bardzo niszowa sprawa. Ambient i jego pochodne to muzyka bardzo zamkniętego kręgu ludzi wielokrotnie mniej licznego niż fanbase black metalu. Polecam jednak zapoznać się z tymi klimatami, bo może to być ciekawa odskocznia od zapamiętałego katowania BURZUM (śmiech).

I pytanie nadobowiązkowe – czy to również Ty stałeś za projektem ABSENTIA i dlaczego płyta „Waiting” nie spodobała się naszemu recenzentowi tak, jak IA. SERPENTOR?

Nie. To projekt, który sygnował Jerzy „Irbis” Gorczyca, muzyk i grafik z Krakowa. Jakiś czas temu go rozwiązał i powołał do życia projekt TKACZ. Myślę, że muzyka ABESENTIA była o wiele trudniejsza i bardziej wymagająca od słuchacza niż moja, którą odsłuchaliście na „Onoskelis”, stąd taka niska ocena. W ambiencie niekoniecznie musi być klasyczny podział na zwrotkę/refren itp. bzdury. No i nie bez znaczenia jest również noise, który gdzieś tam miesza się z ambientem, choć oczywiście jest też pełnoprawnym i niezależnym gatunkiem…

Miałeś jeszcze duży epizod jako tekściarz, autor tekstów, twórca liryków, tłumacz lingwista. Pewnie mało osób o tym wie, więc może przybliżysz jakieś kulisy tych współpracy?

Ten „epizod” trwa nadal, tak więc nie traktuję go raczej w czasie przeszłym, tylko teraźniejszym. Nie wiem tylko, co tutaj więcej mogę powiedzieć na ten temat. Tłumaczyłem liryki na kilku ostatnich płytach takich zespołów jak CHRIST AGONY, MOON, HERMH, ABUSED MAJESTY itd. Z wieloma tymi bandami mam cały czas bardzo dobry kontakt i coś tam im pomagam. Najczęściej są to tłumaczenia, ale również i pewne niezależne interpretacje pierwotnych tekstów czy też bardziej radykalne działania ze słowem pisanym. To bardzo fajna „robota” i cieszę się, że te zespoły mają do mnie takie zaufanie. To naprawdę nobilitujące. Zresztą wkrótce będziecie mogli znów posłuchać, jak to wyszło na nowej płycie Krajstów pt. „Legacy”! Polecam!

Zapytam jeszcze o kolejny aspekt Twojej działalności… Jesteś webmasterem, grafikiem komputerowym; projektujesz logówki, okładki płyt, strony internetowe. Działasz w środowisku metalowym, ale nie tylko… Zareklamuj się, proszę! Przy okazji zapytam wprost (co jest ważne dla Twoich potencjalnych klientów): czy jesteś drogi? (liczby w odp. mile widziane:-))

Chyba nie bardzo mam ochotę się tu reklamować. Od ponad dwóch lat mam bardzo absorbującą pracę i nie dysponuję już specjalnie czasem i siłami, żeby zajmować się budową stron internetowych czy jakimś tam ambitnym projektowaniem grafiki. Oczywiście, jeśli ktoś ma ochotę, to raczej nie odmawiam. Ale to są głównie ludzie „z polecenia”, czyli znajomi znajomych (śmiech). Co do cen, nie będę się tutaj wypowiadał, bo chyba nie wypada…

zorormr_foto1

Dobra, pozwólmy w końcu, aby ZØRORMR zasyczał! Podczas szefowania w Via-Nocturna na pewno nauczyłaś się, jak być twardym w niewątpliwie trudnym biznesie, jakim jest polski rynek płytowy / muzyczny. Czy dlatego działasz jako ZØRORMR w pojedynkę? Bo po prostu lubisz sam o wszystkim decydować, nie lubisz zwierzchników?

Alleluja! Myślałem, że już nie wyjdziemy z tych pudełkowych klimatów (śmiech). ZORORMR to projekt jednoosobowy, bo jestem typowym control freakiem. Chciałem mieć pełną kontrolę nad procesem twórczym, nagraniami i tworzeniem historii tego projektu. Inna sprawa, że nie potrafiłem znaleźć muzyków, którzy zaangażowaliby się w ZORORMR, przy jednoczesnym uznaniu mojej autorytarnej w nim władzy (śmiech) [alleluja, tak przypuszczałam i czułam! – K.]. Oczywiście na „Kval” wszystko zrobiłem sam i to była płyta w 100% typu „one man metal”. Na „IHS”. mimo że ja jestem wciąż tym „samotnym wilkiem”, to jednak pojawiło się całkiem sporo ludzi, którym pozwoliłem mieć większy lub mniejszy wpływ na ostateczny kształt albumu. Myślę, że ta tendencja się utrzyma i być może z czasem ZORORMR nie będzie już obskurnym jednoosobowym tworem…

zorormr_kvalMoim zdaniem między „Kval” z „IHS” jest przepaść na przynajmniej dwóch poziomach, 1. automat perkusyjny – żywa perkusja, 2. brzmienie całości. Czy „Kval” właśnie taki miał być w swoim zamyśle, czy po prostu tak bardzo chciałeś wydać tę płytę, że nie zadręczałeś się tym, gdzie i z kim / z czym nagrywasz? No i powiedź, jak było w Watykanie, czy papież pije dobre wino albo wódkę i czy Jezus Zbawiciel Człowieka umie kręcić gałami?

Myślę, że pomiędzy „Kval” a „IHS” ogólnie jest przepaść, bo druga płyta stanowi zdecydowany krok do przodu na tle tego, co udało mi się stworzyć na debiucie. Brzmienie „Kval” było bardzo piwniczne, mało selektywne. Na „IHS” udało się zachować ten klimat, ale struktura utworów, jak i sposób prowadzenia instrumentów to zdecydowany krok do przodu. Ale to jest naturalna progresja. Nie mógłbym siedzieć i cały czas pisać te same utwory, mieć to samo brzmienie i klnąć na całe otoczenie, że ja jestem true, a reszta to sprzedajne dziwki (śmiech). W rzeczywistości to ja bym się uwsteczniał, a nie o to chodzi w robieniu czegokolwiek na poważnie. ZORORMR traktuję jako projekt rozwojowy, buduję jego legendę, więc kolejne jego odsłony będą na 100% różnić się od siebie. Jestem zwolennikiem ewolucji w przypadku tworzenia muzyki, dlatego też na pewno trzeci album będzie naturalnym rozwinięciem i krokiem do przodu względem „IHS”. Tak to moim zdaniem powinno wyglądać. Co do Watykanu, to przypomnę, że ja zwiedziłem jedynie jego lochy, a tam oprócz szczurów, wilgoci i sterty rupieci nikogo więcej nie było (śmiech).

A tak serio, a propos symboliki… Zastanawiałeś się kiedyś, co by nienawidzili i o czym by śpiewali metalowcy, a zwłaszcza black metalowcy, gdyby nie chrześcijańskie korzenie Twoje, moje, Adama D., Stasia Kowalskiego, każdego z nas?

Buntowaliby się przeciwko każdej innej, opresyjnej religii. U nas ten bunt i tak jest bardzo infantylny i nieco na wyrost, bo jeśli porównamy sobie sytuację ludzi mieszkających w bliskowschodnich krajach, to tam walka o wolność jednostki jest bardziej potrzebna niż w silnie zlaicyzowanej Francji czy dekadenckiej Holandii. Myślę też, że nienawiść w black metalu wycelowana jest głównie przeciwko idei podporządkowania się wątpliwym zasadom i instytucjom zdecydowanie dalekim od ideału. Jeśli ktoś na poważnie i literalnie traktuje palenie kościołów jako wyraz buntu, to mi pozostaje mu raczej współczuć. Czasy się zmieniają, black metal też powinien ewoluować i przyjmować bardziej wyrafinowane formy przekazu. Bardziej metaforyczne, mniej dosłowne i mniej polityczne. Instytucje religijne mają charakter polityczny, a polityka to prawdziwe gówno. Myślę, że jakby nie patrzeć, działalność artystyczna powinna się trzymać od niej z daleka. Ja staram się krok po kroku odchodzić od typowo satanistycznej stylistyki moich utworów, zmierzać w kierunku filozofii i bardziej pradawnych wierzeń. Nie jest to łatwe, ale myślę, że na następnym krążku będzie to już bardzo zauważalne.

Opowiem teraz anegdotę z życia wziętą. Pewna metalówa, moja serdeczna kumpela, ma niedużego syna, który uczęszcza w szkole na lekcje religii, bo mieszkają w małej mieścinie i innych alternatyw nie ma i wszyscy jego koledzy to katole. Chodzi więc z nim od czasu do czasu do kościoła, żeby mały miał ogólną wiedzę o świecie i nie zarywał pał, gdy dostaje zadania domowe w stylu „narysuj, jak wygląda ołtarz”. A teraz pytanie rodem z Pudelka – czy Ty doczekałeś się już potomstwa? Czy ochrzcisz, poślesz na religię i zabierzesz do kościoła smyka?

Odpowiem tak: mieliśmy już sporo pudełkowych pytań w tym wywiadzie, dlatego nie zamierzam tutaj się uzewnętrzniać i dzielić prywatnością, która i tak nikogo, kto słucha ZORORMR, nie obchodzi. Nie zależy mi na chwilowej, taniej popularności, którą buduje się na pseudokontrowersji i spotykaniu ze znanymi laskami czy robieniu sobie sesji okładkowych w „Gali”. Nie bawi mnie to, raczej smuci. Nie pretenduję do miana Czarnego Anioła Ruchania (śmiech). Jebać to! Wszystko byłoby ok., gdyby to jeszcze rozbijało ową „formę” jak u Gombrowicza, rozpierdalało ludziom mózgi i pokazywało absurdy naszej tabloidowej rzeczywistości. Ja się do tego „światka” nie wybieram, a dla słuchaczy ZORORMR moje życie prywatne niech pozostanie moją prywatną sprawą. Tyle. [ojej, mogłeś potraktować to pytanie… filozoficznie, skomentować opisaną sytuację, np. zamanifestować pewną postawę, a nie wprost pisać o życiu prywatnym… – K.]

Moim zdaniem album „Kval” w dużym stopniu utrzymany jest w duchu starego polskiego (!!!) black metalu. No cholera, ja tam czuję słowiańską duszę, klimat i mrok. Czy taka opinia to dla twórcy ZØRORMR obraza, bo wolałbyś, aby muza była norweska? Jak w ogóle oceniasz historyczny polski black metal? Które kapele sprzed 15-20 lat sobie cenisz, bo się na nich wychowałeś, a może nawet do dziś goszczą w Twoim magnetofonie?!?

Nie uważam, że to jest obraza. To raczej nobilitacja, bo cenię stary dobry polski black metal, polski thrash czy w ogóle polski metal. Kurwa, czemu on na dzień dzisiejszy jest tak słabo znany? ZORORMR tych korzeni nie może wyrugować, to część dziedzictwa. Nie wyprę się tego, że gdzieś tam TURBO i KAT rozpalały moją wyobraźnię, jak byłem gówniarzem. Oczywiście nazwałem band „z norweska”, bo jednak wyjściowym punktem dla ZORORMR była druga fala norwskiego black metalu, ale nie przebieram się w strój wikinga i nie udaję, że jestem potomkiem Skandynawów. Mimo, że mam wielki szacunek dla przeszłości, to raczej chcę patrzeć w przyszłość, eksperymentować i powiedzieć coś nowego. Stąd wpływy polskie, norweskie, ale i greckie, które niektórzy dostrzegają, są w mojej muzyce obecne. I to jest właśnie zajebiste! Dla mnie polski black to głównie Cezar, nie czarujmy się. CHRIST AGONY to w chuj niedoceniony band. Ciągle staram się też przypominać ludziom o XANTOTOL. Doceniam IMPERATOR, ARKONA czy GRAVELAND mimo kontrowersji, jaki ten band wzbudzał i wciąż wzbudza. Co do BEHEMOTH, to mam do nich wielki szacunek za upór i konsekwencję, choć dzisiaj to, co robią, trudno nazwać black metalem… [ba! bo to już od dawna nie jest black metal:-) – K.] Chyba inspiracje MORBID ANGEL, a w szczególności NILE zabiły w nich tego ducha polskiego black metalu. Może i pozwoliło im to odskoczyć i dobić się do czołówki, ale nie jest to już to samo, co kiedyś. Powiem Ci, że tęsknię też za starym KATem, choć to nie black metal, ale klimatem i treścią muzyka tego bandu mocno we mnie siedzi. Ale nie ma co biadolić, mimo że polska scena black metal nie jest duża, mimo że sztucznie jest napompowana tymi licznymi projekcikami ciągle tych samych osób, czy też próbą wskrzeszania już raz wskrzeszanych norweskich trupów, to jednak trwa. Jak nie, kurwa, siły przyrody, to jakieś choróbska się po tej scenie pałętają i odkrywają Amerykę po raz n-ty. Sram na to, nie potrzebuję być zestawiany w tym jakże nobliwym towarzystwie. Robię swoje i nie oglądam się na nikogo.

Między wydaniem „Kval” a premierą „IHS” jest trzy lata przerwy. Co porabiałeś w międzyczasie? Bo nie zakładam, że proces twórczy drugiego albumu był tak żmudny i czasochłonny…

Faktycznie ta przerwa jest nieco mniejsza. Pisanie muzy zacząłem jakoś rok po wydaniu debiutu. Na przełomie lipca i sierpnia 2011 roku zaczęły się nagrywki garów na „IHS”, później gitary, bas, wokale, ambienty i tym podobne bzdety. Były problemy technologiczne z mixem, bo pierwotnie miał go robić ktoś inny, ale ostatecznie oddałem całość w pewne ręce Wojtka „Flumena” Kostrzewy i on temat ogarnął. Ale był już wtedy luty 2012 roku… Poszukiwanie wydawcy było raczej długie i wkurwiające. Nie mogłem się temu poświęcić tak, jak bym tego chciał, bo miałem na głowie ważne sprawy prywatne, karierę, itp. itd. Resztę historii znasz, bo płyta ostatecznie wyszła w marcu 2013. To że tak się stanie, wiedziałem już od grudnia roku poprzedniego. Ot i cała historia.

Dlaczego płyty „IHS” nie wydała Icaros Records?!?

Nie miałem z Icaros podpisanych papierów, mieliśmy raczej coś a’la umowę dżentelmeńską. Niestety po drodze sprawy się skomplikowały i Icaros musiało zawiesić działalność, co uniemożliwiło wydanie płyty. Koniec końców musiałem szukać innego wydawcy. Jak już mówiłem, nie miałem specjalnie na to czasu ani energii, ale ostatecznie udało się sprawę sfinalizować pod innym szyldem.

Dlaczego płytę „IHS” wydało Seven Gates Of Hell?

Bo dogadaliśmy się i podpisaliśmy papiery? (śmiech) Nie wiem, co więcej mógłbym dodać. Quazarre z Icaros, po tym jak nie doszło do wydania u niego, skontaktował się z Zibim, który po odsłuchaniu materiału przedstawił konkretną ofertę. Szczegółami nie będę nikogo zanudzał, ale ostatecznie – po małej obsuwie w drukarni – płyta ujrzała światło dzienne 3. marca 2013 roku.

Dlaczego Seven Gates Of Hell nie promuje płyty „IHS”? Dlaczego szef Icaros Records wyręcza szefa Seven Gates Of Hell? Proszę o szczerą odpowiedź, bo ja uważam, że działania promocyjne Seven Gates Of Hell (jak i Let It Bleed Rec.) to wielka lipa.

Odpowiem dyplomatycznie: szef Icaros przejął inicjatywę i bawi się trochę w mojego menago (śmiech). A tak poważnie, to odwala kawał zajebistej roboty i ogarnia za mnie cała tą medialną komunikację, bo ma taką możliwość, a ja nie. Co do Seven Gates… Nie chcę podsumowywać tej promocji w czasie jej trwania. Póki co płyta jest odbierana bardzo dobrze, więc nie mam powodów do narzekań. Jej zasięg jest nieco ograniczony, no ale na to już takiego wpływu ani ja, ani Quazarre nie mamy… W dzisiejszych czasach trzeba nieco inaczej podchodzić do kwestii wydawania płyt… Ale naprawdę nie chcę tutaj, jak by nie było, kalać swojego gniazda, bo przecież ZORORMR oficjalnie jest z „IHS” w Seven Gates. Może porozmawiamy więcej na ten temat przy okazji następnego albumu?

zorormr_foto1Chcę Ci teraz przedstawić hipotetyczną sytuację i zapytać, jak byś się zachował będąc w niej. Otóż masz możliwość podpisania kontraktu płytowego, co prawda nie z jakąś ogromną wytwórnią, ale w danej chwili korzystnego dla Ciebie; nagrywasz płytę, po czym ustalasz z wydawcą kwestie dotyczące szaty graficznej; Ty masz swoją wizję okładki, jednak boss wytwórni nie zgadza się na nią, podsuwając Ci zupełnie inny obrazek w stylu okładek wydawnictw Empire Records. Co robisz? A. zgadzasz się na ten front cover, w końcu wszelkie inne korzyści są najważniejsze; b. nie zgadzasz się i długo walczysz o swoją okładkę, kłócisz się przez 4 miesiące, przez co opóźniasz premierę płyty; c. pierdolisz to i zrywasz kontakt.

Cenię sobie wolność artystyczną. Koncept ZORORMR, choć pozornie chaotyczny, jest spójny. Nie pozwalam sobie na to, żeby ktoś w niego ingerował. Fakt, faktem, w przypadku wydania płyty dla Sturmglanz zrobiłem wyjątek, ale z drugiej strony, ktoś spostrzegawczy dostrzegłbym, że rycina z Chrystusem stanowiła zapowiedź „IHS”, zresztą we wkładce można było też szukać na to tropów. A co do Empire, to wiesz… Oni sporo dobrego zrobili dla sceny metalowej w Polsce i nie zawsze ich okładki były tragiczne. Pamiętasz cover „Diabolicanos” spod znaku DEVILISH IMPRESSIONS (śmiech)? [tak, jesteś jego autorem:-), a płyta (polska wersja) ukazała się z logiem Empire Rec. – K.]

O „Kval” mówiło się w kategoriach „old school”, a ktoś pisząc o „IHS” użył określenia „nowoczesny black metal”. Czy recenzenci są porypani, czy Ty jesteś geniuszem obu frontów?

Nie wiem, kto ma rację. Myślę, że w tym twierdzeniu jest trochę prawdy, bo debiut był prosty i prymitywny. „IHS” to następny krok, bardziej rozbudowane i zróżnicowane kompozycje, lepsze instrumentarium, sposób nagrania i postprodukcja, więc różnica jakościowa musiała być odczuwalna. Ale czy to jest faktycznie nowoczesny black metal? Na pewno jest synkretyczny, łączy wiele stylów i ma sporo zapożyczeń z innych gatunków. To jest chaos, ale chaos kontrolowany, bo ja dzisiaj wiem już, w jakim kierunku muzycznym ZORORMR będzie zmierzał. Nie miałem tej świadomości przed „IHS”, ale dzisiaj – po nagraniu gitar na trzecią płytę – już wiem. Oczywiście tego z trzeciej płyty się jeszcze słuchacze nie dowiedzą, no ale myślę, że kilka tropów podsunę i ci co będą chcieli śledzić moją twórczość, odnajdą się w niej doskonale.

zorormr_ihsZ tego, co wyczytałam, „IHS” zbiera bardzo pozytywne recenzje, a z oceną „Kval” również nie było najgorzej. Ale na pewno trafiły się też jakieś negatywne opinie, albo takie, które wzbudziły w Tobie sprzeciw… Jesteś wrażliwy na złe recenzje? Przejmujesz się, analizujesz, przeżywasz każde słowo, itp.?

Nie lubię pierdolenia od rzeczy. Od recenzentów, którzy słuchają moich płyt, oczekuję, że będą się przykładać do swojej roboty i nie zrobią jej na przysłowiowe „odwal się”. Na tym etapie „kariery muzycznej”, na jakim jestem, raczej czytam wszystko, co piszą o moich płytach, bo po pierwsze nie ma tego tak dużo, a po drugie jestem nadal na początku swojej drogi i szalenie mnie ciekawi, jak ludzie reagują na moją muzykę. Dlatego czytam ten cały materiał prasowy na swój temat i raczej się nie załamuję. Recenzje pozytywne przeważają, a to cieszy, bo znaczy, że ludzie rozumieją, o co mi chodzi i w jakim kierunku zmierza ZORORMR. Spektakularnej krytyki „IHS” nie ma, każdemu recenzentowi czegoś brakuje mniej lub więcej do perfekcji, ale to subiektywne opinie. Nie należy z nimi dyskutować, bo mają pełne prawo oceniać ten materiał. Inną kwestią jest to, że nie lubię niekonstruktywnej krytyki, ale to oczywiste, że nikt tego nie lubi (śmiech).

Na płycie „IHS” znalazło się sporo znamienitych gości, o których wszyscy już chyba wiedzą. Na jakiej zasadzie dokonałeś doboru? Spodziewam się, że niebagatelną rolę odegrała ideologia? Czy był ktoś, kogo zaprosiłeś, a odmówił?

Mam tą przyjemność znać wszystkich muzyków, którzy gościnnie wystąpili na „IHS”. Przyznam, że pozapraszałem „na zapas”, bo nie liczyłem, że ktokolwiek znajdzie czas i ochotę, żeby mi pomóc. No ale okazało się całkiem odwrotnie, stąd taka duża ilość featuringów. Ale nie mogło być inaczej, bo jak posłuchałem, jak przygotowali swoje partie, to nie miałem wątpliwości, że muszą się one znaleźć na „IHS”. Ideologia nie miała tu raczej nic do rzeczy, bo nie podzielam tych samych wartości, co każdy z moich gości. Nie miało i nie ma to większego znaczenia, gdyż tak naprawdę liczy się ideologia ZORORMR, żadna inna.

Nowy album różni się stylistycznie od debiutu przede wszystkim zmniejszeniem dark ambientowych klimatów na rzecz konkretnego black/deathowego przyłożenia. Był to celowy zabieg, czy tak po prostu, naturalnie wyszło?

Muzykę na „Kval” pisałem zaczynając od ambientu. Siłą rozpędu, po I.A. SERPENTOR, tak właśnie wtedy komponowałem. Na „IHS” wywróciłem wszystko do góry nogami i wziąłem się przede wszystkim za napisanie konkretnych partii gitar. I to słychać. Jak już miałem nagrane rewelacyjne beczki przez Icanraza, gitary, bas i wokale, to okazało się, że nie ma specjalnie miejsca na parapety. Stąd używałem ich oszczędniej, na co recenzenci również zwracali uwagę, poczytując to in plus całej produkcji.

Masz już pomysł na kolejny album ZØRORMR? Pytam zarówno o wizję muzyki, jak i przekaz werbalny.

Oczywiście. Mam za sobą nagrane już gitary do 12 numerów, z czego 9 trafi na płytę. Muzyka jest jeszcze bardziej selektywna, precyzyjna i dojrzała, ale to wciąż jest ZORORMR. Trzecia płyta będzie stanowiła pewne zamknięcie nieformalnego tryptyku czy też trylogii, zwał jak zwał. Będzie nieco nawiązań do debiutu, szykuje się też kilka niespodzianek. Na pewno materiał będzie jeszcze bardziej intensywny i agresywny niż „IHS”. Tekstowo to będzie też pewne podsumowanie, rozliczenie, ale i zarysowanie właściwej filozofii ZORORMR. Dlatego myślę, że trzeci album po raz ostatni podejmowała kwestie związane z Chrześcijaństwem. Byłoby dobrze w końcu to za sobą zostawić… Przynajmniej pod szyldem ZORORMR… Chciałbym, żeby ten materiał ukazał się na jesieni 2014 roku, ale jak będzie, czas pokaże. Nic więcej nie chcę mówić, bo i tak zdradziłem już sporo, a coś trzeba zachować do wrzucania na Facebooka, by móc zdobywać „żebrolajki” (śmiech).

Dziękuję za wywiad.

 

Również dziękuję i zapraszam na www.zorormr.net oraz na facebook.com/zorormr. Stay heavy!

[Kasia]

Zoromr, zorormr@yahoo.no; www.zorormr.net, www.myspace.com/zorormr, www.facebook.com/zorormr