Relacja: Into The Void Night: HEGEMONE, PROCH, DEATH HAS SPOKEN, CHIMERA – 09.06.18 / Warszawa

Opis wydarzenia: Rzadko bywamy na tak podziemnych wydarzenia, ale niezwykle ciekawy skład (żadna ekipa poza CHIMERĄ nie bywa za często w Warszawie) oraz chęć zobaczenia co zaserwuje nam nowy gracz na rynku booker’ów ostatecznie skusiła nas na wizytę w pubie 2Koła. Lokalizacja zresztą okazała się być bajkowa, bo miejscówka znajduje się jakieś 100 metrów od dworca Zachodniego.

Organizacja: Poza obsuwą spowodowaną bisami nie zauważyliśmy nic negatywnego, organizatorzy świetnie poradzi sobie ze specyfiką klubu (otwarte drzwi, scena w kształcie kawałka pizzy, droga do toalety obok sceny). Ewentualnie pomiędzy kapelami mogłaby czasem pograć jakaś muzyka, ale to nieznaczne niedopatrzenie.

Muzyka: Nie wiem jak inni, ale my czekaliśmy z niecierpliwością na wszystkie kapele. CHIMERA miała dać czadu w rytmie heavy/black/death i porwać ludzi do tańca, DEATH HAS SPOKEN miało poprowadzić ludzi ku głębszym refleksom, natomiast po PROCHU (no nie ukrywam, że może czekaliśmy na nich nieco bardziej) i HEGEMONE spodziewaliśmy się po prostu porywającego widowiska.

Sprawdziło się? Ku naszemu zaskoczeniu tak i to w 100%… Zaczynając od CHIMERY, która zrobiła niezły młyn pod sceną i wymęczyła ludzi już na samym starcie, po post-metalowe HEGEMONE, którego występ był pełen urodzaju dla oka i ucha. Ale po kolei…

CHIMERA jak już wspominaliśmy rozgrzała publiczność do czerwoności, nie spodziewaliśmy że tyle osób przyjdzie zobaczyć ekipę z Warszawy. Muzycznie była to energetyzująca mieszanka death/black’u z rytmiką i feelingiem wyjętym jakby prosto z tradycji heavy metalu. Koncertowy strzał w dziesiątkę, szczególnie przy dobrym nagłośnieniu. Zespół miał ponadto świetny kontakt z publiką, zagrali 2 dodatkowe numery. Warto było przyjść wcześniej.

Po nich zaprezentowała się ekipa z Białegostoku, czyli DEATH HAS SPOKEN. Zespół miał wprowadzić aurę śmierci i być głosem pustki, co w pełni się sprawdziło. Dawno nie słyszałem tak dobrze brzmiącego doom metalu z naleciałościami funeral czy black’u. Powolne tempa zespołu były niemalże hipnotyczne, a najbardziej znane kawałki zespołu jak „Fade” brzmiały niczym wyjęte z ich debiutanckiego krążka. Może nie jest to muzyka to tańców czy hulańców, ale ta białostocka formacja na pewno potrafi wprowadzić atmosferę zadumy.

No i nadszedł moment, kiedy możemy wreszcie napisać o PROCHU, czyli enigmatycznej śląskiej formacji której kariera po wydaniu debiutanckiego albumu pt. „Trupi Synod” nabrała niezłego rozpędu i chłopaki zaczynają zapuszczać się coraz dalej w Polskę. Nie ma co się dziwić bo scenicznie i muzycznie to petarda. Jeśli ludzie na CHIMERZE bawili się 5/6, to na PROCHU 66/6 – szczególnie ze względu na to, że zespół pokusił się o zagranie kilku nowych kawałków (np. „Nekromanty”), a także ze względu na świetny kontakt wokalisty Moloha z widownią. Zespół skutecznie wprowadzał sabatowo-złowrogą aurę, dzięki czemu chyba nie było osoby, która nie machałaby łbem.

Wtem na scenie, kilka minut po czasie, pojawiło się poznańskie HEGEMONE, czyli zespół który kultywuje nowoczesną tradycje post-metalu w Polsce.  Popularność zdobyta na fali MORD’A’STIGMATY czy ENTROPII czasem pomaga, czasem przeszkadza – istnieje bowiem duża grupa osób, która nadal twierdzi że „wszystko co ma przedrostek >post< to nuda”. Zgodnie ustaliliśmy, że każdy kto wybrał się tego wieczoru na HEGEMONE w Warszawie miał okazję by ostatecznie zmienić zdanie. Przestrzeń i ta skandynawska aura, gęsta atmosfera, dym przez który przewiercał się blask logo tego zespołu, a przede wszystkim perfekcyjna jakość zagranych kawałków pochodzących z najnowszego krążka HEGEMONE pt. „We Disappear” sprawiły, że nam po prostu oklapły szczęki.

Podsumowanie: W 2Koła niestety nie pojawiła się zapowiadana liczba osób, z prasy byliśmy chyba tylko my, co nie zmienia faktu że impreza okazała się sukcesem. Zarówno kapele, jak i fani zdawali się świetnie bawić, oprawa wizualna i dźwiękowa także stała na wysokim poziomie. Nie możemy jednak nie wspomnieć o tym, że podziemne koncerty w Polsce „wyszły z mody”. Co z tego, że ludzie się świetnie bawią, może nawet lepiej niż na wymuskanych gwiazdach w gigaklubach, skoro suma summarum nikt na tym nie zarabia, a w konsekwencji nie ma koniunktury na rozwój młodych kapel? Sami bijemy się w piersi, że przez ostatni rok odpuściliśmy sobie wydarzenia pokroju Into The Void, ale po tym doświadczeniu to na pewno się zmieni.